Votum separatum i inne historie

Na początku był grunt pod nogami. Dosłownie, bo taki właśnie tytuł: „Potrzebny grunt pod nogami” nosił pierwszy felieton Józefy Hennelowej opublikowany na łamach „Tygodnik Solidarność” w rubryce „Widziane z domu” („Tygodnik Solidarność” nr 5, 1 maja 1981, s. 7). Józefa Hennelowa – redaktorka „Tygodnika Powszechnego” i felietonistka nowo utworzonego pisma, któremu szefował Tadeusz Mazowiecki – przeczytała w lokalnej gazecie list zdesperowanych mieszkańców Prokocimia, jednego z krakowskich blokowisk, którzy bronili prawa do stworzonego przez siebie placu zabaw dla dzieci, niszczonego przez budowlańców w trakcie kolejnej inwestycji. W gorących miesiącach pierwszej Solidarności, kiedy uwagę ludzi zaprzątały tzw. wielkie sprawy (na pewno istotne), Józefa Hennelowa zwróciła czytelniczą uwagę na ten właśnie drobiazg, biorąc w obronę mieszkańców dzielnicy, którzy dzięki własnej zapobiegliwości stworzyli jedyny na osiedlu zielony kąt. W lokalnej sprawie, dotyczącej bezpośrednio góra kilkuset ludzi, skupiały się jednak najważniejsze kwestie tamtego czasu. Redaktor Hennelowa widziała bowiem sprawę dużo szerzej: „Nie jesteśmy nomadami. Nie wolno człowieka ustawicznie wykorzeniać, pozwalać, by wiecznie coś mu groziło, by nigdy niczego nie był pewny. Człowiek w społeczności zadomowionej czuje się pewniejszy siebie (…). Bowiem nie mieć niczego można dobrowolnie w imię jakiejś wielkiej sprawy – ale nie dlatego, że się jest nikim i dla nikogo nic się nie znaczy”.

Znaczyć coś dla kogoś, docenić sprawę pozornie tylko bagatelną, w każdej kwestii dostrzec człowieka, jego los i udręki, będą znakiem rozpoznawczym felietonów Józefy Hennelowej przez ponad trzydzieści następnych lat.

Stan wojenny zawiesił legalne redagowanie i rozprowadzanie „Tygodnika Solidarność”. Felietonowa rubryka „Widziane z domu” odżyła w „Tygodniku Powszechnym” i to już w drugim numerze pisma, odwieszonego po 13 grudnia 1981 roku. Gwoli przypomnienia: nie była to pierwsza rubryka Józefy Hennelowej, jaka pojawiła się na łamach macierzystego tygodnika. Wcześniej pisała ona „Rubrykę rodzinną”, dotyczącą tematów wychowawczych, a następnie „Na co dzień i od święta” – rubrykę bieżących komentarzy do tekstów prasowych i audycji telewizyjnych. Podpisywana inicjałem j., istniała na łamach „Tygodnika Powszechnego” do wprowadzenia stanu wojennego.

„Oto twój świat na ostrzu miecza” – tytułuje pierwszy felieton autorka, odwołując się do „Traktatu moralnego” Czesława Miłosza: „Dla wyjaśnienia. Rubryka ta pojawia się niniejszym w »Tygodniku« na prawach gościny. (…) Czy będzie to prosta kontynuacja tamtych odcinków? Raczej nie – tak jak nie jest prostą kontynuacją nic, co podejmuje się z powrotem po cezurze 13 grudnia ʼ81. Nic już bowiem w nas i dokoła nas nie może od tamtej daty być takie samo” („Tygodnik Powszechny” nr 22, 30 maja 1982, s. 8). Józefa Hennelowa ostrzega przed „ideologią prywatności”, która „zbyt wiele razy i dla zbyt wielu ludzi była już narzędziem. Podsuwało się ją ludziom, żeby zaprzestali patrzenia szerzej i troskania się o więcej. To prawie zawsze chwyta. Czysto biologiczne zabieganie o gniazdo. Linia horyzontu na krawędzi kojca”. W tekście, zajmującym skromny margines wielkiej „Tygodnikowej” kolumny, znalazły się aż cztery ingerencje cenzorskie (ich zaznaczanie stało się możliwe dzięki Solidarności, która to wynegocjowała w 1980 roku).
Perspektywa patrzenia z domu okazała się zbyt skromna, gdy historia wykonała kolejny obrót i w wyniku wyborów kontraktowych, przeprowadzonych 4 czerwca 1989 roku, Józefa Hennelowa została posłem z ramienia Komitetu Obywatelskiego.

„Niniejsza rubryczka zmienia tytuł. Nie ma co udawać, optyka »domu« już nie wystarcza” – uzasadnia zmianę winiety na „Z domu i nie tylko” („Tygodnik Powszechny” nr 39, 24 września 1989, s. 8). W tym samym felietonie: „Bezboleśnie? Ależ skąd…” pisze o tym, co w trakcie rozpoczynającej się transformacji będzie nieuchronne: „Chodzi bowiem o to, by nikt nie miał złudzeń, iż wielkie zmiany w naszym kraju dokonają się bezboleśnie. Co prawda szarym ludziom przypomina się to dość dobitnie. Ale co ze strukturami władzy? Czy dalej będą tylko uspokajane, że tam nikomu nic nie grozi, że wszystko tak gładko się potoczy, iż boleć nie będzie ani trochę? Przecież – niestety i na szczęście – tak być nie może. Koszty muszą być i muszą boleć”.

Metoda pisarska – podobnie jak w realiach ustroju, w którym liczyła się nie jednostka, a masa – pozostała ta sama: dostrzec w wielkiej sprawie problem konkretnego człowieka: „I tu już przechodzę do sprawy całkowicie przyziemnej, a jednej z najbardziej palących. Do metrów sześciennych pomieszczeń użytkowanych w Polsce od dziesiątków lat zupełnie opacznie. Tych, których brak i tych, które zajmowane są zupełnie bez sensu. (…) I może znajdzie się również lokal na ośrodek dziennego pobytu dla dzieci z głębokim upośledzeniem, o który, ku hańbie miasta Krakowa, bezskutecznie walczy od lat koło pomocy jednej z krakowskich dzielnic”.

Krótkie teksty nie zawsze są łatwą lekturą. Często krytyczne, świadomie subiektywne, niektórzy mówią: żarliwe, inni – histeryczne (albo: niesprawiedliwe). W 1997 roku autorka kolejny raz zmienia więc tytuł rubryki – tym razem na „Votum separatum”, by nikt nie miał wątpliwości, że to, co się tam znajduje felietonistka pisze wyłącznie na własny rachunek. Ale także, „by rozproszyć nawet cień podejrzeń, jakoby miały to być wystąpienia obiektywne. Nie, to całkiem osobisty pogląd, własny sąd i własne ryzyko. Może nawet czasem polemiczne w stosunku do reszty numeru »Tygodnika«” („Ważne, najważniejsze…”, „Tygodnik Powszechny” nr 3, 19 stycznia 1997, s. 16).

Ponad dziesięć lat później, gdy felietony Józefy Hennelowej znowu zmienią nadtytuł, wszystko będzie inne: pismo zmniejszy format, odejdzie sporo osób z redakcji i zespołu pisma. Wśród nich – redaktor „Tygodnika Powszechnego” od grudnia 1956 roku, sprawdzony w czasach najtrudniejszych – Krzysztof Kozłowski.

„Puste miejsce po kimś, kogo nie potrafiło się zatrzymać, choć – wespół z pozostającymi i może najlepiej z nich – stanowił o duszy pisma, nie da się zapełnić byle jak i byle czym” – podsumowuje Józefa Hennelowa wydarzenia bolesne dla obu stron – odchodzącego Redaktora i zespołu pisma – w felietonie „Ten sam? Inny?” („Tygodnik Powszechny” nr 50, 16 grudnia 2007, s. 47, rubryka: „Na marginesie”). Nie odmawia jednak nowemu zespołowi prawa do redagowania pisma Jerzego Turowicza po swojemu: „»Tygodnik« zaczyna nowy rozdział swojej historii. W nowym formacie i po wyraźnej zmianie pokoleniowej. Żeby pozostać sobą, potrzeba mu prócz rozpędu ku nowemu także bardzo mocnego zakorzenienia we własnej historii i jej imponderabiliach. Ta mała, świadomie marginesowa rubryczka będzie próbowała przyczynić się do tego”.

Nie zawsze łatwo było o porozumienie, czego dowodem wiele następnych felietonów. Tekst „Czarno na białym” („Tygodnik Powszechny” nr 10, 6 marca 2011, s. 40) ukazał się już w rubryce „List do redakcji” (autorka użyła nowego tytułu po raz pierwszy w „Tygodniku Powszechnym” nr 5, 30 stycznia 2011, s. 43). Jakby z jednej strony autorka nie potrafiła rozstać się z pismem, z którym związana była od ponad sześćdziesięciu lat, ale z drugiej uczciwość publicystyczna nie pozwalała jej utożsamiać się z tym, co ją z pismem coraz bardziej różniło. Okazało się, zdaniem felietonistki, że między innymi inaczej oceniają dorobek Jerzego Turowicza i jego środowiska oraz książkę Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec »Tygodnika Powszechnego«” (Czerwone i Czarne 2011). Józefa Hennelowa pytała: „Czy można uznać za logiczne przewartościowanie historii środowiska »Tygodnika« i Znaku, bo dotychczasowa to pono »legenda pieczołowicie budowana«, obrzucać jego twórców inwektywami – i równocześnie dalej mówić o »naszym środowisku«? Jak to ze sobą pogodzić? Ja nie potrafię. Nie wydaje mi się też, aby myśląc naprawdę rzetelnie, do bólu uczciwie, potrafił to ktokolwiek”.

„Wszystko musi mieć swój koniec. Cotygodniowa rozmowa z pismem, które przez kilkadziesiąt lat było jak własny dom – również” – zdecydowała Józefa Hennelowa kilkanaście miesięcy później w felietonie „Na pożegnanie”, ostatnim opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 29, 15 lipca 2012, s. 37). I choć redakcja zapewniała, że zamierza korzystać z pióra wieloletniej redaktorki swojego pisma, związanej z nim od 1948 roku, faktem jednak pozostaje, że biorąc pismo do ręki nie znajdziemy już „felietonu Hennelowej” na jednej z jego ostatnich stronic. Nazwisko zniknęło też ze stopki pisma.

Inaczej jednak niż chciała pani Hennelowa, to nie był koniec, tylko nowy początek. Od września 2012 roku w miesięczniku „Znak” ukazywały się jej rozważania, pod tytułem „Coraz bliżej albo coraz mniej”. Miesiąc później na stronie internetowej Klubu „Tygodnika Powszechnego” ukazał się pierwszy odcinek cotygodniowej rubryki komentarzy „Tu i teraz”.

***

Zmieniło się wszystko wokół felietonów Józefy Hennelowej: ustrój polityczny, liczba stron „Tygodnika”, nawet jego format, nie mówiąc o gronie redaktorów, którzy usiłują sprostać zarówno wysokim standardom dziennikarskim swoich poprzedników, jak niełatwym realiom współczesnej prasy. Zmieniła się nawet forma przekazu – bo od prawie ośmiu lat krótkie teksty redaktor Hennelowej pojawiają się tylko w internecie. Niemniej – ona sama jest. I tak jak w innych czasach pisze o tym, czego nie zauważamy, co pozornie bez znaczenia. Czułe ucho, bystre oko…

„To pisarstwo, płynące z głębokiego przeżywania Ewangelii, nacechowane jest ogromną wrażliwością społeczną, wrażliwością na ludzkie biedy, cierpienia i krzywdy, na niesprawiedliwość” – pisał Jerzy Turowicz na jubileusz półwiecza pracy pani Józefy w „Tygodniku Powszechnym” w czerwcu 1998 roku. Możemy być tylko wdzięczni, że w ogólnym zamęcie świata wciąż możemy się tym pisarstwem cieszyć.

Kraków, 1 kwietnia 2020 roku

Zmieniona wersja tekstu, który ukazał się po raz pierwszy na stronie internetowej Klubu „Tygodnika Powszechnego” 13 października 2012 roku.


JÓZEFA HENNELOWA (ur. 1 kwietnia 1925 roku w Wilnie) – publicystka, działaczka społeczna.

Córka Jadwigi z Jachimowiczów i Józefa Golmontów. Matka odumarła ją, kiedy miała niespełna dwa lata. Ojciec był krawcem sutann. Jedyna siostra, Teresa (1923–2018, po mężu Wielgut), ukończyła w 1950 roku Wydział Matematyczno-Fizyczny w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie i pracowała jako nauczycielka w Częstochowie.

Absolwentka gimnazjum sióstr benedyktynek w Wilnie (rysunków uczyła ją żona pisarza Antoniego Gołubiewa – Janina). Egzamin dojrzałości złożyła w 1943 roku w ramach tajnych kompletów (jednym z jej nauczycieli był Stanisław Stomma). Należała do Szarych Szeregów, uczestniczyła w tajnym nauczaniu. Studiowała polonistykę na podziemnym Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i, po wojnie oraz repatriacji z Wileńszczyzny w lipcu 1946 roku, na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dyplom uzyskała w 1951 roku na Wydziale Humanistycznym tej uczelni. Kontynuując zainteresowania akademickie, napisała wraz z Jerzym Szaniawskim książkę o Juliuszu Osterwie i jego działalności teatralnej („Juliusz Osterwa”, PIW 1956).

Z „Tygodnikiem Powszechnym” związana od maja 1948 roku, kiedy rozpoczęła w redakcji pracę korektorki i adiustatorki, a następnie dziennikarki i redaktorki. W latach 1953–1956, kiedy odebrane Turowiczowi pismo należało do Stowarzyszenia PAX współpracującego z władzami PRL, Hennelowa pracowała m.in. jako sekretarka w Instytucie Fizyki Jądrowej w Krakowie oraz jako redaktorka w Ossolineum, a później w Polskim Wydawnictwie Muzycznym. Po reaktywacji prawowitego zespołu „Tygodnika Powszechnego” w 1956 roku, została sekretarzem redakcji pisma, dzieląc funkcję z Krzysztofem Kozłowskim. W latach 1978–2007 była zastępcą redaktora naczelnego, od 1982 do 2012 felietonistką pisma. Autorka stałych rubryk, prowadzonych na łamach „Tygodnika Powszechnego” od początku lat siedemdziesiątych: „Rubryka rodzinna”, „Na co dzień i od święta”, „Widziane z domu”, „Z domu i nie tylko”, „Votum separatum”, „Na marginesie”, „List do redakcji”.

Przy jej udziale powstały w wydawnictwie Znak (który współzakładała) opracowania książkowe ankiet czytelniczych ogłaszanych na łamach „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”: „Moi rodzice” (1960), „Nas dwoje” (1965), „Kim jest dla mnie Jezus Chrystus. Wypowiedzi w ankiecie »Tygodnika Powszechnego«” (1975, 1976), „»…i dzień się już nachylił«. Wybór z ankiety »Tygodnika Powszechnego«, pt. »Myślę o swoim życiu«” (1980), „Powołanie i przygoda. Rodzice i wychowawcy o sobie” (1983), „Nasze sprawy rodzinne” (1990). W Znaku przygotowała też do druku zbiory: homilii prymasa Stefana Wyszyńskiego „W światłach Tysiąclecia” (1961, 1981) oraz homilii i listów pasterskich kard. Karola Wojtyły „»Aby Chrystus się nami posługiwał«” (1979, 2009). Była redaktorem wyborów publicystyki Jerzego Turowicza: „Chrześcijanin w dzisiejszym świecie” (1963) oraz „Kościół nie jest łodzią podwodną. Wybór publicystyki z lat 1964–1987” (1990). Współtłumaczyła książkę Jeanʼa Claudeʼa Barreau „»Abyście przez wiarę życie mieli«” (1969). W tym samym wydawnictwie ukazały się wybory jej publicystyki: „U nas w rodzinie” (1973, 1989), „My rodzice” (1977), „Niedowiarstwo moje. Refleksje religijne” (2002), „Coraz bliżej albo coraz mniej” (2017) oraz książka autobiograficzna „Bo jestem z Wilna… Z Józefą Hennelową rozmawia Roman Graczyk” (2001).
Wydała także: „Obecność” (fot. Zofia Rydet, Calvarianum 1988), „Votum separatum. Publicystyka 1982–1999” (Universitas 2000) oraz „Otwarty, bo powszechny. O Kościele, który może boleć” (Wydawnictwo Literackie 2012).

Posłanka na Sejm: kontraktowy (1989–1991) z ramienia Komitetu Obywatelskiego (później przekształconego w Obywatelski Klub Parlamentarny) i I kadencji (1991–1993), jako członkini Unii Demokratycznej. W Sejmie pracowała w Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz w Komisji Polityki Społecznej, w ramach której pracowała nad ustawą o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (uchwaloną 7 stycznia 1993 roku).

Odznaczona m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2013) i Orderem Św. Grzegorza Wielkiego (2015).
Mąż, prof. Jacek Hennel (1925–2014), był fizykiem jądrowym. Mieli troje dzieci: Agnieszka, po mężu Brzozowska, doktor psychologii, jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie; Teresa, po mężu Jabłonka, jest konserwatorem tkanin, mieszka w Niemczech; Franciszek Hennel jest doktorem fizyki, pracownikiem naukowym uniwersytetu w Zurychu.

Oprac. Anna Mateja

Dodaj komentarz