Posted on: 26 sierpnia 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

NSZZ Solidarność zorganizowała na rocznicę Sierpnia 1980 r. konferencję: „konstytucja dla obywateli, nie dla elit”, której gościem był m.in. prezydent Andrzej Duda. Tytuł tego przedsięwzięcia doskonale wpisuje się w obecną tendencję kreowania i ciągłego podsycania konfliktu pomiędzy „zwykłym człowiekiem” i „elitami”. Motyw ten jest stale używany w przekazie „mediów narodowych” i wypowiedziach polityków obecnie rządzącej formacji. Każdy, kto wie jak wyglądała propaganda PRL, ma poczucie jakby budził się ze snu trwającego ponad ćwierć wieku.

Kto nie wie, warto aby sięgnął do książek Michała Głowińskiego, w których ten wybitny literaturoznawca analizuje sformułowania używane w partyjnych środkach przekazu i wystąpieniach ówczesnych ludzi władzy. Pisał na bieżąco, niemal codziennie, dokonując w lakonicznych, kilkuzdaniowych notkach błyskotliwej analizy tego, co do niedawna zdawało się być daleką i bezpowrotnie minioną przeszłością. Tymczasem okazuje się, że to, co miało służyć już tylko jako źródło historyczne będące świadectwem czasów odległych, staje się na naszych oczach przenikliwą diagnozą współczesności. Głowiński w dniu 2 listopada 1968 r. zastanawiając się, w jaki sposób propaganda PZPR używa pojęcia „pseudointelektualiści”, zapisał: „Chodzi o zastąpienie opisu oceną (nazwa stanowi pochodną wartościowania), a w konsekwencji o wytworzenie wokół atakowanych odpowiedniej atmosfery. To nie szkodzi, że nikt nie określa się mianem pseudointelektualisty, ważne jest, by pewnych ludzi w tych kategoriach postrzegało społeczeństwo. A co się tyczy „pseudointelektualistów” to tak skłonni są nazywać myślącą inteligencję […] komunistyczni dzierżcy władzy. Dla nich zresztą, tak nieufnych wobec wszelkiej samodzielnej myśli, samo słowo „intelektualista” nasycone jest złowrogą treścią, nie muszą więc dodawać przedrostka „pseudo””. Dziś wystarczy zrobić jedno, zastąpić pojęcie „pseudointelektualista” innym – „elity”. Wszelki komentarz wydaje się zbędny. Lektura Głowińskiego przynosi dziesiątki takich skojarzeń, otwiera oczy, ukazuje zatrute źródła dzisiejszych propagandowych manipulacji.

Konsekwentne i wytrwałe budowanie antagonizmu lud – elity stoi w całkowitej sprzeczności z duchem, który ukształtował tamtą, pierwszą „Solidarność”. U jej fundamentów legła bowiem pewna szlachetna utopia, inspirowana nauczaniem społecznym Kościoła katolickiego, widoczna w działaniach Komitetu Obrony Robotników, Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża a wreszcie Komisji Ekspertów przy Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym w Gdańsku. Słowo solidarność w swym najbardziej podstawowym znaczeniu najlepiej tę utopię wyraża. Ci, którzy mogą strajkować podejmowali działanie w interesie tych, którym nie godziło się tego czynić, inteligencja ujmowała się za represjonowanymi robotnikami, robotnicy włączyli do listy swych postulatów zwolnienie więźniów politycznych. Władza, mimo wielkich wysiłków, nie była w stanie napuścić na siebie ludzi pochodzących z różnych grup zawodowych, o różnym pochodzeniu i statusie wykształcenia. Etos pierwszej „Solidarności”, fenomen Sierpnia 80, obywatelska rewolucja solidarnościowego karnawału na tym właśnie polegały.

Bez tej szlachetnej, choć oczywiście niemożliwej do pełnej realizacji, utopii nie byłoby Sierpnia, nie byłoby „Solidarności”, także tej dzisiejszej! Dlatego właśnie trudno nie odczuwać oburzenia, żalu i nostalgii za tym, co chyba bezpowrotnie minęło, trudno nie łapać się za głowę wobec rechotu historii. Ci, którzy mają się za spadkobierców Sierpnia, co gorsza również wielu weteranów tamtej epoki, głosi dziś hasła z ducha antysolidarnościowe, zaprzecza najpiękniejszym ideałom swej młodości, propaguje to, z czym przecież niegdyś walczyli. Zapominają, że „Solidarność” była wielkim ruchem społecznym, ideowo i światopoglądowo wielce złożonym. Mają w nim swe korzenie niemal wszystkie ugrupowania polityczne we współczesnej Polsce. Ona jest poniekąd wszystkich i nikogo zarazem.

Dzisiejszy szef KOD Jerzy Łoziński był w latach 1980 – 81 jednym z najaktywniejszych działaczy Regionu Mazowsze „Solidarności” a później solidarnościowego podziemia, represjonowany, skazywany, zwalniany z pracy. Dzisiejszy szef „Solidarności” Piotr Duda, oczywiście bez swojej woli, służył w czerwonych beretach, jego oddział ochraniał w stanie wojennym gmach telewizji przy ul. Woronicza w Warszawie. Który ma większe prawo do dziedzictwa tego wielkiego ruchu? Niestety widać dziś, iż z pamięcią Sierpnia 80 dzieje się to samo, co stało się onegdaj z pamięcią Powstania Warszawskiego. Prawdziwym powstańcem przestaje być ten, który co prawda walczył na barykadach stolicy, ale dziś stoi po niesłusznej stronie. Na bohaterów Sierpnia są kreowane postaci wówczas trzeciorzędne, ale dziś słuszne. Każdy, kto ma choćby elementarną wiedzę historyczną czuje, jakim absurdem jest brak miejsca na oficjalnych obchodach rocznicy porozumienia gdańskiego dla Bogdana Borusewicza. To mniej więcej tak jakby na rocznicę Deklaracji Niepodległości USA nie zaprosić Tomasza Jeffersona, albo Benjamina Franklina!  Naprawdę, Jerzy Urban może znów otwierać szampana!

comments

Leave a Comment