Posted on: 15 sierpnia 2012 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

Sierpień -taki bogaty miesiąc. Przyroda bogata- słońce, wiśnie, śliwki, jabłka, nawet gruszki już soczyste, grzyby w lesie, resztki jagód , jeżyny lśniące, soczyste pod koniec…parujące bogate lato sierpnia. Schulzowski upał i bujność łopianów też w sierpniu. I zapachy -zmysłowe, słodkie, ciężkie…

I świąt bogactwo.

W sierpniu Przemienienie Pańskie- światłość, objawienie chwały Bożego Syna

W sierpniu pielgrzymki i do Częstochowy: bo to i Wniebowzięcie 15-go i Cud nad Wisłą i Matki Boskiej Częstochowskiej 26-go. Miesiąc maryjny. Pielgrzymkowy.

W sierpniu bogactwo świętych- Dominik i Augustyn i matka jego, Monika, a wśród świętych męczenników- Edyta Stein, Wawrzyniec, ojciec Maksymilian Kolbe…

Jest też obfitość -cierpienia. Sierpień naznaczony jest straszna pamiątką czasów Zagłady- „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.” Nie sposób zapomnieć że w tym soczystszym, gęstym, bogatym upale eksplodującego owocami sierpnia umierali stłoczeni ciało przy ciele, w bydlęcych wagonach wśród odoru karbidu, odchodów ludzkich i potu wygłodzeni i umordowani gettem Żydzi; umierali postrzeleni w czasie ucieczki, poganiani pejczem, szczuci psami, umierali dusząc się w komorach gazowych. Umierały dzieci z matkami i same matki albo oddzielone od nich dzieci, umierali starcy i chorzy, a wybrańcom- młodym, zdrowym, silnym- zostawiono jeszcze trochę życia…zginął Korczak wraz z innymi wychowawcami i setkami dzieci- sierot, zginęła Edyta Stein i tysiące, miliony innych.

Chodzę w sierpniu 2012 po świecie pięknym i bezpiecznym, świecie dostatnim, między straganami eksplodującymi obfitością warzyw i owoców, między pięknymi chłopcami i dziewczynami, którzy śmieją się, piją piwo, jedzą lody i właśnie wrócili znad morza-Bałtyku, Adriatyku, Śródziemnego…widzę zgrabne i uśmiechnięte mamy pchające komfortowe wózeczki z dziećmi miękko, lekko,gustownie ubranymi i dobrze odżywionymi, mijam ludzi starszych, schludnych, zadbanych, z laseczkami lub bez, w słomianych kapeluszach i czapeczkach z daszkiem na bakier…

I krzyczą do mnie tamci.

– Matko Boża, Królowo Polski, Pani Wniebowzięta, jak to było? Jak to było? Proszę powiedz, bo nic nie rozumiem…

I oto mam w reku książkę czytaną przed laty, którą znów czytam z zapartym tchem. Książkę Hanny Kral. Pośród innych znajduję opowiadanie „Zbawienie” ze zbioru „Żal”. Czytam.

W warszawskim getcie, w sierpniu 1942 roku , Andzia, (młoda kobieta) i Lina (jej córka, lat 7) wnuczka i prawnuczka rabina ze Szczekocin, zgarnięte przez policje żydowską, jadą drabiniastym wozem na Umschlagplatz. Starzy ludzie, którzy jadą razem z nimi proszą policjantów, żeby je puścili, bo takie młode. Ci zgodzą się pod warunkiem, że ktoś pojedzie za nie, bo oni muszą się wyliczyć z dostawionego pogłowia. I wówczas pojawia się na ulicy młoda kobieta w kostiumie i wojskowych butach z pustymi menażkami w reku. Dogania wóz, bo jechał wolno. Cytuję:

„..Oparła rękę o drewnianą belkę dyszla i powiedziała ni to pytając, ni to stwierdzając oczywisty fakt:
-Pani nie chce jechać na Umschagplatz, prawda?-mówiła do Andzi. Andzia zaskoczona milczała.
-Ona nie chce jechać- zawołał ktoś, a wtedy kobieta zwróciła się do Andzi po raz drugi:
-Proszę zejść, ja pojadę za panią.
Andzia i Lina siedziały nadal, mimo, ze ludzie zaczęli wołać:
-Na co pani czeka, niech pani zejdzie!
-Niech pani zejdzie- powtórzył za ludźmi policjant i wtedy dopiero Andzia opuściła na jezdnię córkę i sama zeskoczyła.

Kobieta wdrapała się na wóz” (… )„Andzia z córką wydostały się na aryjską stronę i przeżyły wojnę.”

Oczywiście cudowne to ocalenie wzbudziło sensację i ciekawość -kim była ta kobieta, która poszła na śmierć zamiast Andzi i jej córki? Nikt nie mógł zgadnąć. I tu włącza się Autorka tekstu, która po wielu latach wysłuchuje tej historii z ust dorosłej już Liny:

„-To mogła być Miriam- powiedziałam, kiedy Lina i jej mąż Władek opowiedzieli mi o kobiecie. Nie zrozumieli.

-Miriam. Ta, którą chrześcijanie nazwali później Marią. (…)
Władkowi przypomniał się wojenny dowcip, który opowiadano w getcie. Kiedy z kościoła dla chrześcijan- Żydów Niemcy wygarnęli ludzi, w kościele został jeden, ostatni Żyd, ten na krzyżu. Zszedł z krzyża i skinął na swoja Matkę. – Mame, kim…Co po żydowsku znaczy:- Mamo, chodź… I poszła na Umschlagplatz.
Że w kostiumie? Trudno, żeby zjawiła się w swojej szacie z kościelnych obrazów i z aureolą. Że z pustymi menażkami? Było w nich przedtem jedzenie, ale spytała kogoś: – Prawda, że jesteście głodni? Nakarmiła ich i poszła na Ciepłą do drabiniastego wozu.”

O tak, tak było! Byłaś tam , MIRIAM, razem ze Swoim Synem! W kostiumie, z menażkami, albo w jedwabnej sukience w groszki, gdy trzeba było zastąpić kogoś, kto jechał do gazu, a kogo mogłaś uratować. Biegłabyś sama, nie proszona, ale w dodatku Syn powiedział, -mame, kim!- więc nie było chwili do stracenia!
Dzięki Panie, że poznałam jeszcze jedno oblicze Tej, którą wziąłeś do nieba- może w oficerskich butach, z pustą menażka, albo w letniej sukience, bo był sierpień gorący…

Dzięki za Hannę Krall, która pojęła to w jednej chwili olśnienia i o tym napisała.

Sierpień Matki Bożej i sierpień ginącego narodu żydowskiego połączył się wreszcie w sensowną całość.

O, Pełna Łaski! Módl się za nami!

comments

Leave a Comment