Posted on: 7 października 2014 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 1

Mała Tereska

W październik wkracza zwycięsko -po długim oczekiwaniu, po bardzo długim, z nadludzką cierpliwością znoszonym, cierpieniu- Mała Teresa z Lisieux . Mała-dlaczego? W odróżnieniu od Wielkiej poprzedniczki. Sama lubiła nazywać się małą i używała chętnie tego przymiotnika: ”Mały kwiatek, małe dziecię, mała droga.” Wstąpiła do klasztoru jako dziecko nieomal, więc chcąc-nie chcąc była karmelitańską „la petite..” Przecież ona po wstąpieniu jeszcze rosła! W całkiem dosłownym fizycznym sensie. Nie o tę małość, ani nie o tę dziecięcość jednak jej chodzi. Dziecięcość- to całkowita ufność i śmiałość, lekceważąca hierarchię i struktury- śmiałość miłości. Teresa wyobraża sobie siebie, jako dziecko nie u stóp Jezusa, ale na jego kolanach, tulące się i całujące go po twarzy! Małość- to droga na której wszystko, cokolwiek robisz- codzienne powtarzalne czynności, drobne usługi świadczone innym, wypełnianie żmudnych i zarazem prostych obowiązków, nawet uśmiech- mogą być i są czynami przez które przejawia się Jezus, jeśli podejmowane są z miłości. Do siostry, która najbardziej ją drażniła i była wobec Teresy złośliwa, uśmiechała się najpiękniej, z całego serca. Gderliwej, nieznośnej, chorej zakonnicy, rugającej ją za byle co, nosiła jedzenie, a zauważywszy, że reumatyczne palce nie dają sobie rady z odrywaniem kawałków chleba- drobiła jej ten chleb przed podaniem. I – uśmiech! Toż to wielkość! Stałe przezwyciężanie natury- z miłości!

Niemniej owa „sentymentalna” językowa postać jej tekstów wielu ludziom(w tym początkowo i mnie) nieco przeszkadza przy pierwszym kontakcie. Jednak, gdy przeskoczymy ten język dziewiętnastowiecznej pensjonarki, jeśli zobaczymy CO ona mówi, to i JAK nie będzie przeszkadzało, by ujrzeć Jej wielkość.

Nawet Tomas Halik w książce „Cierpliwość wobec Boga” przyznaje, że odrzucił go od czytania Dziejów Duszy i styl, i zdania, które wydały mu się wyświechtane i sentymentalne – „ach! miłość, miłość, miłość…” A jednak gdy przeczytał (musiał do tego dojrzeć – co znaczy zarówno rozwinąć się jak i spostrzec..) zobaczył w Teresie wielkiego Człowieka, przerastającego dalece swój czas i uwarunkowania społeczno- rodzinne. Człowieka, który pod koniec XIX wieku- wieku zamknięcia i lęku Kościoła przed nowinkami i innością,  potrafił deklarować wspólnotę z ateistami od wewnątrz ateizmu. A, jak sam powiada, „Tereska ateisty pewnie na oczy nie widziała”- no jasne, bo niby gdzie i kiedy? Ani w domu -bardzo religijnym, ani w klasztorze. Więc jednak wielka…

Jeśli się wczytać w Akt Oddania Miłości Miłosiernej- przebija z niego do oślepienia głęboka wiara najwyższej próby i śmiałe, w pełni świadome wejście w postawę heroiczną. Co potwierdzone zostało jej calutkim życiem, każda chwilą, najdrobniejszymi aktami każdego szarego karmelitańskiego dnia. Przecież nie została kanonizowana z powodu „kwiatuszków” i słodkiej buzi ze złotymi loczkami! Jest nie tylko Oblubienicą, ale wiernym naśladowcą Chrystusa. Róże, które zrzuca z nieba(prawdziwe, z kolcami- jak słusznie zauważa Halik) są owocem wierności i miłości wyznawanej każdym oddechem pośród niebywałego cierpienia fizycznego,psychicznego i duchowego. Była i jest miłością w sercu Kościoła. I to wspaniałe zdane, gdy umierała trzeci chyba miesiąc: „Już nie pragnę ani cierpienia, ani nie-cierpienia. Pragnę tylko pełnić Jego wolę”.

Biedaczyna z Asyżu

Ledwie złapaliśmy oddech po święcie Tereski- pojawia się święty Franciszek. Boży wagabunda, wędrowiec sławiący wszędzie imię Pana i słowem i czynem i całym sobą. Pierwszy w swoim czasie , który tak do końca i tak czule pokochał świat Stworzony oraz Panią Biedę. Całował trędowatych, pielęgnując ich troskliwie; restaurował kościołek gołymi rekami. Pierwszy od tysiąclecia chyba o tak wolnym sercu, bez żadnego lęku, wypełnionym wyłącznie miłością. Obdartus z papieskiego snu, który odbudował Kościół. Dziecko, które nie zna się na społecznych hierarchiach i politycznych zawiłościach! Dziecko, które poszło do sułtana i zaproponowało mu, by odrzucił Mahometa a przyjął Jezusa. Gotowe, by go przekonać o swej wierze, wejść w ogień. I -o dziwo!- uchodzi z życiem (nie tylko dlatego, że żaden z duchownych islamskich nie kwapił się podjąć tej próby, a więc i jemu była oszczędzona, ale dlatego, że zyskał szacunek i podziw sułtana). Twórca szopki Bożenarodzeniowej. Biedaczyna od Stygmatów. Ten, który z przepełnionego serca wyśpiewał radosną Pieśń Słoneczną, sławiącą w uniesieniu całe stworzenie, łącznie ze Śmiercią, która nazywa swoją siostrą. Franciszek. Wcielenie Miłości, Zwierciadło Chrystusa.

Umierając z uśmiechem (ułożony na ziemi z głową na kamieniu) i wzbijając się w Niebo – zostawia nam święta Faustynę.

Faustyna i Miłosierdzie

Wiejska dziewczynka, ledwie piśmienna, najpierw pasąca krowy, a potem na służbie tu i tam; na służbie, żeby zarobić na posag- bo on , niestety jest potrzebny, aby wstąpić do klasztoru(powołanie nie wystarczy…). O ile Teresce Pan nie dał żadnych wizji, ani obrazowych ze sobą spotkań, o tyle Faustyna została nimi zarzucona. Rozmowy, słodkie intymne spotkania trzymane (do czasu) w tajemnicy, a wreszcie-sprawiające tyle dotkliwych trudności prośby- nakazy: ”Powiedz matce przełożonej, że chcę”…”Namaluj obraz”. „Powiedz, żeby było to Święto” Jak to zrobić, gdy jest się nic nie znaczącą w zakonie siostrą posługującą. Jakże Matka Przełożona może uwierzyć, że ta wiejska dziewczynka rumiana i prosta ot tak, swobodnie rozmawia z Panem…najpewniej wariatka! Ile upokorzeń, ile wstydu, jak bardzo musiała się przełamywać biedna mała Faustynka!

To, co było wewnątrz niej, wielka łaska przekraczająca jakiekolwiek ludzkie możliwości, a co dopiero jej możliwości- dla ludzkiego oka długo była niewidoczne. Posłuszna poleceniu spowiednika, nieporadnym, zgrzebnym,  językiem próbuje oddać to, czego doświadcza, KOGO doświadcza…Z prostotą rozmawia z Jezusem, ufając mu i kochając i jednocześnie cierpi z powodu wątpliwości podsycanych przez siostry zakonne, że to wszystko niemożliwe, że ona tak bardzo tego jest niegodna („Jezu, czy Ty aby nie jesteś jakąś zjawą? Bo przełożona mówi, że z taką nędzą nie możesz tak poufale przestawać”) a wreszcie kuszona przez szatana-w przystępie dotkliwej niepewności wrzuca do ognia część Dzienniczka. Szkoda.

Ilu uczonych, konsekrowanych mężów kręciło z niedowierzaniem głową czytając te małe, biedne, niezdarne słowa, które zasłaniały im wielkość. A przecież właśnie ich zgrzebność najdobitniej świadczyła, że nieuchronnie jest tu obecna Boża Interwencja! Im skromniejsze naczynie, jeśli przeźroczyste- co możliwe jest tylko gdy czyste i pokorne-tym bardziej jaśnieje Ten, który przez nie przemawia…

Trzeba było innej wielkości pokornej i pełnej miłości, powołanej z tego samego ludu, wielkości pewnego krakowskiego kardynała(który na szczęście został Papieżem), żeby nie wątpił o jej Świętości i ujrzał w tekstach Faustyny to, co najważniejsze- przesłanie o Bożym Miłosierdziu.

Teresa Wielka

A wreszcie w połowie miesiąca, 15 października, wkracza święta Teresa z Avila. Hiszpańska piękna Oblubienica Chrystusa, która była wzorem dla późniejszej Małej Świętej. Mam wrażenie, że wkracza tanecznym krokiem tarantelli, przy dźwiękach przez siebie ułożonej pieśni dla Ukochanego i do taktu uderza w tamburyn.

W Żywotach świętych, Tadeusz Żychiewicz przytacza anegdotę, którą pozwolę sobie także opowiedzieć. Któregoś dnia, podczas swych licznych podróży, gdy zakładała(i to jak!!) klasztory o nowej regule na terenie Hiszpanii, wysiadała z powozu w jakieś mieścinie, na rynku i spod habitu wysunęła się niechcący jej śliczna, niezwykle kształtna nóżka. Traf chciał, że przechodzący cavaliero zobaczył tę nóżkę, zatrzymał się w zachwycie z wyrazem uwielbienia (i nie tylko) na twarzy, a za chwilę zbaraniał, gdy ujrzał całą postać w habicie. Teresa wyskoczyła z powozu, w widząc owego szlachcica z otwartą gębą w stuporze, podciągnęła habit do kolan ukazując dwie zgrabniutkie łyki, po czym opuściła suknię z rozmachem i rzekła: „A cóżeś ty myślał, senior?”- i poszła równie zamaszyście wykłócać się z miejscowymi władzami kościelnymi o lokal na kaplicę i klasztor.

Ten jej zniewalający temperament ujawnił się bardzo wcześnie; dziewięcioletnia, wraz z nieco starszym bratem, uciekła z rodzinnego domu, udając się do kraju Maurów by, jak pisze w Życiu „…tam ucięto im głowy dla miłości Chrystusa”. Wujek na szczęście zawrócił płomienne rodzeństwo. Wcześniej zaś oba dzieciaki rozważały swoje przyszłe życie w niebie z Bogiem powtarzając w uniesieniu: „Na wieki! Na wieki! ” . Echem tych słów są inne, po wielu latach; gdy zdarzyło się, że razem z Janem od Krzyża w zachwyceniu zaczęli unosić się ponad ziemią, trzymając się za ręce próbowali przeciwdziałać Bożej interwencji i przywołać ziemskie ciążenie wołając: „Pokory! Pokory!!!!”

Teresa…płomień mistyczny i mocne stąpanie po ziemi: nawet w zachwyceniu, które”napadało”ją w rożnych momentach, nie wypuszczała z ręki patelni na której smażyła rybę dla sióstr -nigdy niczego nie przypaliła; eksplozja talentów- i pokora, która je lekceważyła: nie czytała nigdy tego, co napisała(daj Boże każdemu, kto sto razy poprawia swoje teksty, aby choć w małej części były one tak wspaniałe), a spowiednikowi, który NAKAZAŁ jej spisywać swoje przemyślenia, przeżycia i doświadczenia mistyczne, we wstępie napisała, że nie rozumie, dlaczego ona, nieuczona kobieta ma w ogóle pisać, tracąc czas, który mogłaby wykorzystać lepiej siedząc przy kądzieli…i poradziła mu po przeczytaniu wrzucić rękopis do ognia w kominku, jako bezużyteczny. Jakie szczęście, że tego nie zrobił!

Swoją reformę wprowadzała z gorliwością i przebojowo- gdy chciała gdzieś założyć klasztor- to choćby wszyscy ziemscy i kościelni władcy byli przeciwni- zakładała. I jechała dalej. Robiła to czasem w nocy, w jakichś podarowanych jej ruinach, zakrywając rozwalone ściany dywanami-aby tylko odprawić jak najszybciej mszę (co czynił równie ukradkiem zaprzyjaźniony kapłan)-bo gdy będzie tam Najświętszy Sakrament – już nie ma odwrotu…

Gdy padło na nią podejrzenie o herezję- oddała inkwizycji swoje pisma i sama oddała się do dyspozycji. I żadnego haka na nią nie znaleziono.

Swoje liczne podróże odbywała warunkach dość tragicznych, jeżdżąc po bezdrożach i wertepach trzęsącym się wozem z płócienną budą, czasem dwukółką, po wiele godzin, w upale i pyle- a była cały czas mocno schrowana i każdego dnia miała mdłości do południa. Towarzyszyła jej zawsze co najmniej jedna siostra. Któregoś dnia na noclegu w ponurej jakiejś knajpce(siennik na podłodze), towarzyszka ta popadła w dziwny lękowy nastrój i zapytała: „Matko, a co ty byś tu sama zrobiła na tym pustkowiu, jeśli ja w nocy bym umarła?” Teresę początkowo naprawdę to strapiło, ale zaraz się otrząsnęła: „Na razie żyjesz, a jak umrzesz, to zacznę się martwić. Śpij.”

Rysuję postać, a może trzeba by byłoby opowiedzieć o jej życiu wewnętrznym i co nam przekazała w sprawach wiary, ufności a co najważniejsze- modlitwy? Może o mistycznych spotkaniach z Jezusem? Nie. Zatrzymuję się u progu Twierdzy Wewnętrznej. Po pierwsze nie potrafię jeszcze wejść do środka, choć widzę jaśniejące wnętrze przez otwarte drzwi: gady i płazy przed progiem ciągle jeszcze bronią mi dostępu. Po drugie- uważam, że tę podroż trzeba przebyć sam na sam z Teresą. Czego z całego serca czytelnikom życzę!1

1Trzy Tomy Pism, gdzie jest chyba wszystko, co napisała są dostępne nawet w Internecie…

comments

1 people reacted on this

Leave a Comment