Posted on: 19 stycznia 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

I niedziela okresu zwykłego.
J 2, 1-12 .
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi da Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?” Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.


Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Oni zaś zanieśli.
A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”.
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

Było to już po chrzcie w Jordanie, ale On jeszcze nie uczynił żadnego cudu. Zaledwie trzy dni minęły od chwili, gdy spotkał Natanaela, wcześniej szedł za nim Filip i jeszcze dwaj, być może kilku dołączyło do nich. Nie była to wielka gromadka, bo nie miał jeszcze wielkiej sławy. Niemej zaproszono Go na weselne gody w Kanie wraz z uczniami. Być może należał do dalszej rodziny gospodarzy, być może szybko szerzyła się wieść, że ten młody rabbi jest wyjątkowo mądry i zaszczytem jest jego obecność na weselu.

Matka Jezusa już tam była. Zapewne, jako dobra gospodyni, a może i daleka krewna, pomagała przygotować potrawy. Może świetnie przyrządzała baraninę w kwaśnym sosie? Albo rybkę po galilejsku? W każdym razie, wraz z innymi kobietami, krzątała się w kuchni i przy stołach weselnych. Musiała być mocno zaangażowana w przygotowania, a i potem troskliwie obserwowała rozkręcającą się ucztę, skoro pierwsza zauważyła brak wina.

Zapewne wiedziała, że w piwnicach nic już nie ma i trudno będzie tak od razu dokupić kilka dzbanów. Może nawet znała cichą tajemnicę: rodzina wykosztowała się na ucztę do ostatniego asa, ba, nawet zapożyczyła, więc nie ma już nawet za co tych dzbanów dokupić. Nikt poza nią się jeszcze nie zorientował; młodzi i najbliżsi krewni używali dotychczas trunku bez ograniczeń i nie mogli mieć trzeźwego osądu sytuacji. Wiemy to z późniejszych słów starosty: „…a gdy się napiją…”; to znaczy napiją się tak, że nie odróżnią zacnego wina od cienkusza. Słowem, gdy się upiją. Starosta też obserwował weselników i wiedział, co mówi. Skoro ona jedna wiedziała, musiała coś z tym zrobić!

I w tej właśnie sytuacji wydarza się pierwszy cud. Ciche, krótkie zdanie Matki. Nawet nie prośba- informacja. Ufność, że Syn rozumie (zapewne w tej chwili wszystko, co zachowywała w sercu odżyło w online casino dgfev jej pamięci: niezwykłe Poczęcie, Narodziny, królowie z darami, aniołowie, a potem proroctwo Symeona i wreszcie dziwne wydarzenie w Świątyni, gdy miał lat dwanaście – wszystko to naraz skłoniło ją do ufności). Zrozumiał i – choć przykra była Jego odpowiedź – zadziałał.

Odpowiedź Jezusa była przykra, ale prawdziwa. To właściwie nie była Jej (ani Jego) sprawa, jak słusznie zauważył; nie Jej wstyd, nie jej wesele. Nie Jego pora jeszcze ni godzina, żeby dokonać Pierwszego Cudu i objawić Swoją Chwałę. Sprawa poza tym była błaha. Wszyscy już się napili sporo, jedzenia jest w bród. Co więc skłoniło Matkę, by zaangażować Syna przed czasem?

Przecież to wesele! Cud miłości między dwojgiem ludzi osiągnął spełnienie! Zostali sobie poślubieni! Stęsknieni jednoczą się wreszcie! To błogosławiony czas pełni miłości i rozpoczynania od nowa! Czas Niezwykły! Czas początku! Biesiadnicy tańczą, śpiewają w uniesieniu! I teraz, z tak wydawałoby się błahego powodu, nastąpiłoby przykre zamieszanie. Wstyd gospodarzy, rozżalenie biesiadników. Natchnione przyśpiewki zamilkną, albo zabrzmią fałszywie i sztucznie; koło coraz szybciej wirujących w zapamiętałym tańcu rozsypie się, rozpadnie; opadną ręce falujące rytmicznie ku Niebu, klaszczące dłonie zwiędną; stopy wybijające coraz bardziej szalony rytm zatrzymają się, zachwieją. Zamilkną flety i bębenki. Załamie się, zniknie wspaniała, beztroska i pełna uniesienia WESELNA RADOŚĆ! Załamie się, gdyż zabrakło napoju, który tę radość wyzwala, uwalnia w sercach, pozwala jej unosić się bez granic! Jakże można pozwolić na to, żeby wesele odbywało się bez radości! Rozumieli to oboje, Matka i Syn, każde po swojemu. Toteż powiedziała. A On zadziałał.

Cichym, naprawdę pierwszym cudem było już to, że służba zaniosła w dzbanach wodę ze stągwi, ufając, że nie zostanie obrugana za niewczesny żart. Posługacze weselni uwierzyli pierwsi, ZANIM stał się cud. I on się stał. W efekcie niewiarygodnej przemiany na stole pojawiło się wspaniałe wino, które starosta docenił. Dopiero wówczas „…uwierzyli w Niego Jego uczniowie”?

Nie zabrakło wina na tej uczcie, na której Jezus był po raz pierwszy ze swoimi uczniami, aby radość wszystkich uczestniczących w święcie miłości dwojga młodych była pełna. Gdy ucztował z uczniami po raz ostatni, dokonał innej o wiele trudniejszej przemiany: przemiany wina w Swoją Krew. Pozostawił nam wszystkim na zawsze to cudownie przemienione wino, owoc Jego Męki, jako napój miłości pełnej, zbawczej. A do uczniów powiedział: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania będziecie trwać w miłości mojej, tak, jak ja(..) trwam w miłości Ojca Mego. To wam powiedziałam, aby radość moja była w was i aby radość wasz była pełna.”(J.15.10-11)

Wszyscy oczekujemy takiej uczty w Domu Ojca na której każdy i każda z nas będzie Oblubieńcem i Oblubienicą. Uczty do której wraz z nami zasiądzie Syn, gospodynią będzie Matka, a Duch Miłości Ojca i Syna będzie przenikał każdego z nas na wskroś, a Miłość ta będzie słodsza niż wino i radość nasza będzie pełna!
Żeby zakończyć to rozważanie jak ono tego wymaga, czyli skocznie i radośnie, a zarazem żartobliwie, jak to na weselu bywa, zapraszam wszystkich do radosnego ewangelicznego mazura zapisanego przez Oscar Kolberga

Na to Pon Bóg dał niedziele,
By po tygodniowym trudzie
Cłek dobrze sobie odpocoł,
Jak dawniej cynili ludzie.

Rzek ksiundz plebon na ambonie,
Jak w niedziele mioł kazanie,
Ze Pon Jezus z apostołem
Pośli w Galilejskie Kanie

A ze ludzie biedni byli
I mało piniendzy mieli,
Mało wina nakupili,
A na borg im dać nie chcieli….

Rzek Pon Jezus do celadzi:
„Hajze, chłopcy, hajze ino,
Nalejta wody do kadzi,
Ja wam wnetki zrobie wino!”

Jak sobie podochocili,
– beło wino, a nie lura –
To Pon Jezus z apostołem
Puscili sie do mazura!

A Judas, pijacka dusa,
Jak se winem zalał pałke,
Poprosił Pana Jezusa,
By z wina zrobił gorzałkę!

Świenty Jontek z Magdalyną
Przemykali sie cichacem,
A Pon Jezus to zobacył
I pogroził pogrzebacem!

…i tak dalej i tak dalej, wiadomo, że weselne przyśpiewki trwają bez końca…
Dziękuję Ci Panie, że zakryłeś te sprawy przed wielkimi, a objawiłeś maluczkim…

comments

Leave a Comment