Posted on: 13 listopada 2020 Posted by: Joanna Rózga Comments: 0

„Ufne czekanie na akceptację”, tak powiedziała jedna z naszych rozmówczyń o postawie swojego syna po jego „coming out”. IIe w tych słowach wiary w tę bezwarunkową miłość, która była w tytule spotkania w Klubie Tygodnika Powszechnego Warszawa z rodzicami osób LGBT.

Rodzice są łącznikami dla swoich dzieci między światami osób homo i hetero seksualnych, mówiła Katarzyna Remin, organizatorka wielu inicjatyw na rzecz środowiska LGBT w tym „Akademii zaangażowanego rodzica”, której dziesięcioletnia działalność pomaga coraz większej liczbie rodziców w procesie zrozumienia i zaakceptowania swojego dziecka w pełni i świadomie. Zadanie rodziców polega na stworzeniu warunków, by mogło ono swobodnie mówić i czuć się bezpiecznie ze swoją orientacją.
W życiu bywa jednak różnie i czasem nauczenie się bycia takim rodzicem to proces zarówno w wewnętrznej akceptacji jak i umiejętności wparcia dziecka.To  zmierzenie się z obawą o to, jak poradzi sobie dziecko w życiu, w realnym świecie. Dlatego często potrzebna jest pomoc, możliwość porozmawiania, okazanie zrozumienia, poczucie wspólnotowości. Swoimi doświadczeniami w tej kwestii  dzieliła się Aleksandra Jakubczyk.
Na przestrzeni lat zmienił się dyskurs publiczny i głos rodziców zaczął być słyszalny, również dzięki takim organizacjom jak „My Rodzice”. Marek Błaszczyk, aktywista tego ruchu, rozumie potrzebę bycia razem, jednoczenia się i okazywania wsparcia swoim dzieciom przez publiczne działania, takie jak: marsze równości i protesty.

Solidarność rodziców bardzo się ostatnio rozwija, ale  rodzi się też bunt. Pani Aleksandra odniosła się do trudnej sytuacji w Kościele, który ze środowiska LGBT zrobił sobie poligon walki. Do tej pory nie było takiego języka i takiej agresji. To wypchnęło ją poza ramy instytucjonalnego Kościoła, ale jej dzieci całkowicie od niego odeszły. Komfort dziecka jest dla niej najważniejszy, ale też doświadczyła, że czasem trzeba pomóc sobie, by dobrze zadbać o dziecko. „Coming out” , nie tylko dziecka, ale też i jego rodzica, to jest ciągły proces, to dzieje się cały czas.

-Czego nauczyliście się od swoich dzieci?- spytał Paweł Dobrowolski prowadzący rozmowę.
-Odwagi, tego, jak ważne jest bycie sobą, i otwartości mówienia, kim się jest -padła odpowiedź.
To olbrzymi dorobek rodziców, dodała pani Katarzyna, gdy potrafią spojrzeć na swoje dziecko jak na dobre doświadczenie i szansę. Szansę rozwoju, poszerzenia horyzontów i zaczerpnięcia wiedzy.
Uważam, że u podłoża akceptacji dziecka, tym, kim jest, leżą trzy zasady, mówił pan Marek. Dziecko nie jest naszą własnością i nie musi spełniać naszych oczekiwań. Nie obowiązuje nas żadne posłuszeństwo wobec zasad i autorytetów, które chcą nas wpędzać w poczucie winy, oraz zrozumienie, że odmienność naszego dziecka nie jest żadna tragedią, powodem do smutku czy uczucia zawodu, ale doświadczeniem, które może przynieść wiele dobrego i wiele  radości.
Nasze dziecko nie potrzebuje pomocy, ale towarzyszenia i oparcia. I nie ważne, co czują i mówią inni, jeśli my jesteśmy z nim szczęśliwi, skomentowała jedna ze słuchających matek.

Nie zawsze jest to jednak takie oczywiste, proste. Dochodzi bowiem do wielu dramatów, do wykluczeń dzieci, wiele niepotrzebnego nieszczęścia i bólu. Dlatego ważne jest, by pokazywać, że rozumiemy i odbieramy odmienność nie jak zło czy niewygodę, ale dobro i szansę. Powinniśmy okazywać miłość, bez wyznaczania granic, budowania barier, miłość wolną od uprzedzeń. Bezwarunkową. Ufnie czekającym na akceptację.

comments

Leave a Comment