Uczciwe, rzetelne, kościelne…

Niestety tym razem nie zgadzam się z ks. Kazimierzem Sową i to bardzo zasadniczo. Wypytywany przez „Gazetę Wyborczą” (2 stycznia 2013) o stosunek do mediów ojca Rydzyka (radio, telewizja, gazeta codzienna) spokojnie polemizuje z ich hasłami i bez tracenia równowagi przyznaje, że kierowany przez niego kanał Religia.tv nie cieszy się takim poparciem hierarchii w Polsce, donosi także, że nie będzie rywalem ojca Rydzyka w ubieganiu się o koncesję cyfrową. Eksponuje w tej rozmowie tezę, której nie potrafię przyjąć („GW” podkreśla ją dużą czcionką): „(…) jesteśmy wolnym krajem. Każdy ma prawo głosić dowolną bzdurę”.

Otóż, niestety nie – nego maiorem. Rzeczywiście teza, z jaką ojciec Rydzyk organizuje protesty, brzmi: żądamy wolności słowa, której nam nie dają. Ale z jednej strony jest to zwyczajna nieprawda, gdyż wtedy twórcy jego mediów nie mogliby się skarżyć na to, że są atakowani. Jak wolność słowa, to przecież wolność słowa… A z drugiej strony, nie podobna wyobrazić sobie uczciwie wierzącego dziennikarza, który wyznawałby zasadę: każdy ma prawo głosić dowolną bzdurę, czyli uchylać się od wszelkiej odpowiedzialności za słowo.

Nie chodzi mi wcale o sam spór na temat miejsca na multipleksie dla telewizji toruńskiej. Chodzi o to, że media mające służyć Kościołowi muszą być do gruntu uczciwe i rzetelne, a nie tylko w pewnym procencie, jak się pociesza Lech Wałęsa. Nie mogą być jednostronne w informacji, bo to jest fałsz. Nie mogą być byle jakie, bo to jest grzech przeciwko prawdzie – prawda nigdy nie jest byle jaka. Nie mogą być nieumiejętne, bo każda praca musi być pracą odpowiedzialną, a to znaczy, że potrafimy ją wykonywać dobrze. Nie może operować słowem, jako narzędziem wzniecania złych emocji, do czego niestety posłużyć mogą również słowa piękne i wzniosłe. Rachunek sumienia za stan mediów w Polsce, a w wyniku tego za stan opinii publicznej i jakość naszego przeżywania spraw wspólnych w ojczyźnie, w Europie i na świecie, w największym stopniu jest obowiązkiem właśnie dziennikarzy spod znaku Kościoła. I tego zlekceważyć nie wolno pod żadnym pozorem.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

1 Komentarz

Avatar

Rob · 5 stycznia 2013 o 22:13

Bardzo trafne słowa. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

O felietonistyce Józefy Hennelowej
Anna Mateja

Józefa Hennelowa publikuje felietony od 1981 roku. Na przestrzeni lat – najpierw pod wpływem wydarzeń politycznych, później za sprawą zmian zachodzących w redakcji – zmieniał się tytuł jej felietonowej rubryki. Na nowy początek, bo za taki wolno chyba uznać pojawienie się komentarzy Józefy Hennelowej na stronie internetowej Klubu „Tygodnika Powszechnego”, warto przypomnieć, co było wcześniej. Czytaj więcej...