Posted on: 22 października 2015 Posted by: Redakcja Comments: 0

Bp Damian Bryl, Łukasz Dulęba i dr Piotr Forecki dyskutować będą na temat stosunku katolików do uchodźców podczas spotkania zatytułowanego „Uchodźca – nasz bliźni? Co o polskim katolicyzmie mówi nasz stosunek do uchodźców”. Spotkanie odbędzie się w czwartek, 29 października o godz. 19 w restauracji Cafe Misja (ul. Gołębia 1).

Kryzys humanitarny zwiazany z napływem do Europy rzesz uchodźców oraz apel sformułowany w związku z nim przez papieża Franciszka obnażył istotne słabości naszego katolicyzmu. Środowiska eksponujące dotąd swoją kościelną ortodoksję, zarówno w wymiarze doktrynalnym, jak również instytucjonalnym (przykładem niech będzie choćby „Fronda”), zareagowały nań z wyraźną niechęcią. Ksenofobiczny, trącący niekiedy wręcz rasizmem, język, jakże odległy od ewangelicznego „nie ma już Greka ani Żyda”, opanował fora, profile, blogi osób i środowisk, które kojarzone są niekiedy jako twarze Kościoła (Terlikowski). Mimo szlachetnej i wielkodusznej reakcji wielu biskupów, liczni księża dają wyraz swoim antyimigranckim i antyislamskim fobiom ( http://www.fronda.pl/a/ks-winiarski-dlaczego-nie-przyjme-uchodzcow,56659.html). Można odnieść wrażenie, że ostatnie wydarzenia odsłoniły pewien niepokojący, i nie nowy bynajmniej, rys naszego katolicyzmu, widoczny szczególnie wyraźnie w formacji narodowo-katolickiej. Otóż od dawna (na pewno było tak już w okresie międzywojennym) obecny był w nim ten nurt, eksponujący wartość Kościoła głównie jako wspólnoty tradycji, instytucji podtrzymującej i wzmacniającej tożsamość narodową, gwarancji ładu publicznego opartego na hierarchii, porządku, posłuszeństwie. Ewangeliczne idee „miłości bliźniego”, „nadstawiania drugiego policzka” etc. były w tej logice pomijane lub przesuwane na dalszy plan, ich praktyczna realizacja stoi bowiem w sprzeczności z tradycjonalistyczno-autorytarnymi skłonnościami spadkobierców nacjonalizmu katolickiego. Ksenofobiczne wypowiedzi formułowane w tych środowiskach trafiają na żyzną glebę społecznych – skądinąd zrozumiałych i usprawiedliwionych – lęków i obaw. To, co dotąd mogło tkwić w podświadomości polskiego katolika, ale o czym mówić i myśleć świadomie raczej się nie godziło, jest teraz legitymizowane. Skoro kojarzeni z wiernością Kościołowi ludzie nie miarkują swego języka to czemuż przeciętny katolik miałby powstrzymywać się przed mówieniem o „brudzie”, „robactwie” etc. Można odnieść wrażenie, że dominujący język obecnej narracji sugeruje, że najważniejszym zadaniem chrześcijanina jest nie życie według wartości i zasad ewangelii, ale stanie na straży „cywilizacji zachodniej”. Wiara i wyznająca ją wspólnota Kościoła tracą więc wymiar nadprzyrodzony, eschatologiczny, nabierają za to charakteru doczesnego, związanego z doraźnym porządkiem otaczającej nas rzeczywistości. Czy zatem możemy katolicyzm wielu z nas nazwać jeszcze faktycznie chrześcijańskim? Czy wielu z nas nie uczyniło ze swego katolicyzmu bożka doczesnego ładu cywilizacyjnego? Czy wzmacniając mury strzegące „katolickiej Polski” nie czynimy jej mniej chrześcijańską?

comments

Leave a Comment