Posted on: 11 grudnia 2012 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Im więcej dociera wiadomości o podejmowanych w tysiącach miejsc Polski staraniach o bliźnich, o sprawienie im chociaż chwili radości na Boże Narodzenie, tym większa nadzieja, że nie zatryumfują nad nami wydarzenia ponure i pokusa, aby na nich się skupić, szukając winnych, koniecznie za dzielącymi nas barykadami.

Chciałabym dzisiaj po prostu dołączyć swoje życzenia do tego tysiąca dobrych znaków. I będzie to życzenie bardzo proste: aby jak najwięcej z nas potrafiło ofiarować komuś na Gwiazdkę swój czas i swoją obecność. Nawet bez prezentu, bez paczki, bez odśpiewanej kolędy, jeżeli brak nam głosu i słuchu. Największym ciężarem człowieka było, jest i będzie osamotnienie, i jeśli tylko można na chwilę bodaj je unicestwić, ofiarując czas bez rachuby, obecność, która potrafi obyć się bez słów, ale jest otwarta na tego, przy którym usiądziemy, to Boże Narodzenie staje się znowu rzeczywiste, a nie tylko tradycyjne i konwencjonalne.

Gdy przyjdą do ludzi samotnych – i w swoim odczuciu niepotrzebnych – wolontariusze ze wspólnoty parafialnej, oby mieli chwilę więcej czasu, by nie tylko złożyć życzenia i wręczyć upominek, ale pozostać dłużej. A najbardziej marzę o ziszczeniu się rzeczy niewyobrażalnej w tej chwili: że właśnie w wielkie święta, takie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, samotni w domach, z których już wyjść nie potrafią, doczekają się wysłannika niosącego im Eucharystię. Chrześcijanie pierwszych wieków, docierający z Eucharystią także do więzień, pewnie by nie uwierzyli, że to w naszych warunkach uznawane jest za niewykonalne, chociaż tak właśnie jest na przykład w Polsce. Wierzę, że kiedyś okaże się to możliwe.

comments

Leave a Comment