Posted on: 4 stycznia 2014 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

Rajewski Bartosz - PortretUROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO – 6 stycznia 2014 r.
(Mt 2,1-12)

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

 

Ponieważ jestem w Anglii, zainspirowany jednym z tekstów o. Wiesława Dawidowskiego, na początku moich rozważań nad Bożym słowem chciałbym sięgnąć do literatury angielskiej. John Donne to poeta angielski, który żył w XVII w. Napisał on kiedyś przypowieść: pewien mężczyzna po wielu latach poszukiwania Boga doszedł do wniosku, że zamieszkuje On wysoką górę. Postanowił wspiąć się na szczyt i ruszył wschodnim zboczem. W tym samym czasie Bóg pomyślał, że życie w nieskalanej izolacji nikomu nie służy: postanowił zamieszkać między ludźmi i ruszył w dół zboczem zachodnim. Jak można się domyślać, rozminęli się: Bóg trafił między ludzi i tam zamieszkał, człowiek dotarł na szczyt, ale zastał pustkę. Pomyślał: „Może Go w ogóle nie ma?”, i w rozpaczy uznał, że skoro tak, to już nie ma po co wracać między ludzi pogrążonych w ciemnościach niewiedzy.

Żyjemy w czasach, w których człowiek może dokonywać rzeczy niezwykłych. Potrafimy eksplorować nieznane dotychczas zakątki naszej planety, lot w kosmos nie jest już problemem, w ciągu kilku godzin można być na drugim końcu świata, potrafimy klonować ludzi, dowolnie konfigurować ludzką płeć i swobodnie kształtować naszą rzeczywistość, niczym w filmach science fiction sprzed 20 lat. Wydaje się, że weszliśmy już na szczyt góry naszej doskonałości i coraz częściej dostrzegamy, że to my jesteśmy bogami! Wystarczy spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość, wystroje sklepów, ulic, mieszkań, na całe przesłanie, jakie płynęło ze świątecznego czasu. Czy widział ktoś w tym wszystkim Nowonarodzonego Chrystusa – Boga, który przychodzi do człowieka?!

Niczym nie różnimy się od ludzi współczesnych Jezusowi. Pośród nich też tylko nieliczni dostrzegli przychodzącego Boga: ubodzy pasterze, astrologowie Orientu, ludzie skrzywdzeni, odrzuceni, zranieni, powszechnie uznawani za mieszkających w ciemności grzechu.

Zastanówmy się w naszym dzisiejszym zamyśleniu nad Bożym słowem, jakie przesłaniem płynie z niego dla nas? Z pewności Bóg chce powiedzieć bardzo wiele i każdemu coś innemu. Skupmy się przynajmniej na trzech kwestiach.

Po pierwsze: Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale każdy z nas nosi w sobie Betlejemską Gwiazdę – wewnętrzne światło, umożliwiające interpretację naszych losów, naszej codzienności przez pryzmat Bożego objawienia. Nie trzeba szukać Boga wysoko. Wystarczy dopuścić możliwość Jego mieszkania i działania pomiędzy nami. Chodzenie za gwiazdą sumienia jest o wiele korzystniejsze niż patrzenie w chmury wymyślonych przez siebie ideałów i najwznioślejszych pragnień. Czy jednak rzeczywiście troszczymy się o tę wewnętrzną gwiazdę – nasze sumienie?

Po drugie: Jako ludzkość dochodzimy – wydaje się – do granic naszych możliwości poznawczych. Nie potrafimy jednak dostrzec Boga w naszej codzienności. Wydaje nam się, że to my jesteśmy bogami. Wspinamy się na górę, podobnie jak bohater przypowieści z początku naszych rozważań, i popadamy w rozpacz, depresję, przygnębienie i samotność, jakiej nigdy wcześniej ludzkość nie doświadczała. Tymczasem Bóg przychodzi niepostrzeżenie, pośród naszej codzienności. W dzisiejszej Uroczystości po raz kolejny nam o tym przypomina, że jest Emmanuelem – Bogiem z nami.

Po trzecie: Pośród nas, ludzi wierzących, nie brakuje takich, którym wydaje się, że znaleźli Boga, poznali Go i nie muszą niczego więcej szukać, ani poznawać. To przejaw pobożnej pychy i religijnej arogancji, jakże często dostrzegany w konfesjonale. Nie brakuje ludzi religijnych, podobnych do kapłanów i uczonych w Piśmie, którym wydaje się, że wszystko już wiedzą. Tymczasem tak, jak wówczas Bóg objawił się tym, którzy byli daleko – Mędrcom ze Wschodu, tak samo i teraz objawia się nie tym, którym wydaje się, że są najbliżej Niego, ale tym, którzy uważają, że są niegodni i nędzni. Nie ci, którzy byli blisko dostrzegli gwiazdę, lecz ci, którzy byli daleko. Czuwajmy, bądźmy gotowi i każdego dnia na nowo rozpoczynajmy naszą wyprawy w stronę Boga: z wielką pokorą, z pokorą Mędrców ze Wschodu.

comments

Leave a Comment