Posted on: 3 stycznia 2014 Posted by: Konrad Stanowicz Comments: 2

konrad_stanowiczW kontekście osławionego listu biskupów na Niedzielę Świętej Rodziny głos zabrał ks. dr hab. Dariusz Oko. Uczynił to w stylu od dłuższego czasu dla siebie charakterystycznym, a więc nie szczędząc inwektyw pod adresem inaczej myślących. W obu wywiadach – dla „Naszego Dziennika” i portalu wpolityce.pl – oberwało się nie tylko standardowemu wrogowi w postaci bliżej nieokreślonych „ideologów gender”, ale także – za sprawą apelu Błażeja Strzelczyka o rezygnację z odczytu listu z ambon – całemu środowisku „Tygodnika Powszechnego”.

„Tygodnik” to zdaniem księdza profesora „koń trojański w Kościele”, „piąta kolumna”, pismo „utrzymywane przez przeciwników Kościoła”, tworzone przez „ludzi, którzy przeszli na stronę przeciwnika”. Natomiast stanowisko ws. listu jawi się mu jako „niedopuszczalne”, „otwarte nawoływanie do buntu przeciw całemu Episkopatowi i Ojcu Świętemu”, „oczywiste zaprzaństwo, „zachowanie judaszowo-kainowe”, znowu „oczywista zdrada”, „samobójstwo duchowe” itd.

Dla pełni osądu wisienka na torcie, czyli cios w stronę najbardziej cenionego przez czytelników „Tygodnika” autora (co potwierdziły wyniki przeprowadzonej ostatnio ankiety) i najbardziej znienawidzonego przez przeciwników, czemu przy każdej możliwej okazji należy dać wyraz. Bo przecież „skoro jednak sam ks. Boniecki, redaktor »Tygodnika«, tak dobrze czuje się w towarzystwie satanisty »Nergala« albo ks. prof. Michała Czajkowskiego, który przez 20 lat współpracował z SB, wydając jej ludzi Kościoła, to trzeba się liczyć z tym, że trudno o niegodziwość, której jego redakcja nie byłaby gotowa się dopuścić w swojej nieustannej walce z nauczaniem Kościoła”.

„Nie należy wchodzić na drogę Judasza, ale iść drogą Jezusa” – puentuje ksiądz Oko swój wywód poświęcony „Tygodnikowi” w rozmowie ze Stanisławem Żarynem. I śmieszno, i straszno. I w odniesieniu do języka tak dalekiego Chrystusowemu przykazaniu miłości, i w odniesieniu powielanych zarzutów pod adresem ks. Adama Bonieckiego.

„Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: »Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?« On, usłyszawszy to, rzekł: »Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników«” (Mt 9, 10-13).

Droga Jezusa to droga szeroka, na której jest miejsce także dla błądzących. Już w Jego czasach byli tacy, którzy nie mogli tego pojąć. Dla wielu naturalne jest, że postępujących źle należy odseparować, potępić. Tymczasem Jezus wyznacza inne rozwiązanie – spotkanie z grzesznikiem, które może pomóc dojść mu do poprawy.

Czy więc  – trawestując słowa bohatera tekstu – skoro Chrystus wyciąga rękę do grzeszników, to trzeba się liczyć z tym, że trudno o niegodziwość, której nie byłby gotów się dopuścić w swojej nieustannej walce z nauczaniem Kościoła? Dokąd my dochodzimy?

Znając przeszłość ks. prof. Michała Czajkowskiego, zaprosiłem go w kończącym się roku na spotkanie Klubu „Tygodnika Powszechnego” we Wrocławiu i poprosiłem o to, w czym jest niekwestionowanym specjalistą – egzegezę Pisma Świętego. Wspólnie analizowaliśmy treść „Kazania na górze”. Myślę, że jedno z zawartych w nim Ośmiu Błogosławieństw zasługuje w tej sytuacji na przytoczenie: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

I jeszcze jedno. Pozytywnym zaskoczeniem minionych świąt było dla mnie wyznanie mojego przyjaciela, który oznajmił, że jestem ojcem jego nawrócenia. To było jak balsam dla duszy, ale w tej samej chwili pojawiły się pytania: jak, dlaczego, co ja takiego zrobiłem? Nigdy przecież nie czułem się specjalistą w nawracaniu, a nachalny prozelityzm jest mi czymś obcym. Może to właśnie ta obecność i cichy doping w duchowych poszukiwaniach stały się kluczem do sukcesu. Bo czy pozytywnymi konsekwencjami mógłby skutkować ostracyzm czy napiętnowanie?

Istotą chrześcijaństwa nie jest sprzeciw wobec gender, a głoszenie miłości Chrystusa Zbawiciela, o czym ja, skromny młody człowiek, chciałbym księdzu profesorowi przypomnieć.

 

comments

2 People reacted on this

  1. ahh, btw. co do „ojcostwa nawrócenia”, bycie CZŁOWIEKIEM a nie wszystkowiedzącym sędzią i faryzeuszem-legalistą zawsze przynosi podobne owoce, może nie słyszał tego Pan wcześniej ale jestem przekonany że niejedna osoba weszła na podobną drogę co przyjaciel. Do ochoczego prozelityzmu w stylu frondy czy faryzejskiego Oka ludzie mają awersję, jeżeli ktoś się z nimi nie zgadza to odrzucają stawianiem suchego legalizmu ponad ewangelie. Natomiast widząc człowieka który widzi siebie w innych i bierze sobie do serca nauki Jezusa żyjąc nimi zamiast głosić je na prawo i lewo, ludzie są ciekawi skąd się to bierze, szukają sami, dochodzą do własnych wniosków i taka wiara jest najcenniejsza.

  2. Zabawne jak „księża profesorowie” i inni „katoliccy publicyści – legaliści” rzucają kamieniami w konkretnych ludzi, a zasłaniają się obroną „wiary” akurat w czasie czytania w kościołach przypowieści o faryzeuszu i celniku. Kto ją zna ten dobrze pamięta faryzejskie „dziękuję Ci że jestem bogobojny, uczciwy i przestrzegam przykazań, nie jak Ci grzesznicy, cudzołożnicy (siema Terlikoski, fajny napisałeś ostatnio artykuł o rozwiedzionych, tylko 2 kamienie poszły! :—) ) albo ten celnik obok…”

    Czytając Biblię NIE MOŻNA pisać ani mówić rzeczy jakie prezentuje Dariusz Oko, niektórzy biskupi albo publicyści, po prostu nie można. Jedyne „napominanie” wspomniane w Biblii przez Pawła to oko w oko, twarzą w twarz, prywatnie albo we wspólnocie, a nie publiczne linczowanie ludzi którzy nie wyznają nawet takiej samej wiary. Rozumiem jeszcze w protestantyzmie gdzie nie można podeprzeć się tradycją, ale w katolicyzmie, bogatym w pisma ojców kościoła i przypowieści ojców pustyni? O tym jak nawracali służąc i woleli np. udawać że skręcili nogę żeby nie wędrować po nocy widząc że przewodnik się zgubił, zamiast zwracać mu uwagę? No proszę was..

Leave a Comment