Posted on: 24 czerwca 2010 Posted by: Anna Łukaszewska Comments: 0

Datowany na 27 czerwca 2010 r. „Tygodnik Powszechny” to numer najciekawszy od kilku miesięcy. I nie tylko dlatego, że wyposażony został w dwa dodatki („Magazyn Literacki” oraz „Słuchajcie Tischnera”).

Pierwszą lekturę nowego numeru „odbywam zawsze w autobusie, w drodze z lub na uczelnię. Okładce (biało-czerwonej) przyglądam się jednak bliżej dopiero teraz. A głosi ona:

„[ ] POLSKA
jest
[ ] ZGODY
trzeba

taki wybór”

Owe „[ ]” przypominają, rzecz jasna, pola na karcie do głosowania – dwie opcje nawiązują zaś do haseł kandydatów, którzy przeszli do II tury wyborów prezydenckich. Skoro Polska (już) jest, a zgody (wciąż) trzeba, to chyba jasnym jest, po której stronie opowiada się „Tygodnik”?

Wątpliwości nie ulega, ku czemu zwraca się we wstępniaku ks. Adam Boniecki (od którego zaczynam lekturę w autobusie). W dowcipnym (choć przecież bardzo serio) tekście przypomina on, że od procentowego rozkładu głosów na poszczególnych kandydatów istotniejsza jest inna liczba, a mianowicie 45,6% uprawnionych do głosowania, którzy do wyborów nie poszli. „Co ich powstrzymało? Grypa? Koklusz? Zapalenie korzonków nerwowych?” – pyta dramatycznie redaktor naczelny.

Od tematów politycznych, którym poświęconych jest wcale dużo tekstów w tym numerze, ciekawsze są jednak inne tematy, jak choćby rozpisane na cztery głosy (Zasady, Tornielliego, Bonieckiego i Nosowskiego) rozważania o sprawie abpa Paetza. Jednak po aktualny „Tygodnik” sięgnąć należy przede wszystkim z powodu dużej dawki kultury.

Lekturę „Magazynu Literackiego” zaczynam, co oczywiście i niepodważalnie słuszne, od felietonu prof. Piotra Śliwińskiego. I przecież nie tylko dlatego, że Profesor to mój krajan, i że lokalno-patriotyczną dumą napełniła mnie jakiś czas temu uwaga pewnej osoby z tygodnikowego kręgu, że w Krakowie bardzo zazdrości się nam Śliwińskiego. A ten, filolog w końcu polski, znów budzi podziw swą językową nonszalancją (by nie rzec: dezynwolturą), tytułując swój felieton „Transformers”, ale i zaskakuje pisownią słowa „seksi”.

Stronę wcześniej „Lektury pobożne” ks. Adama Bonieckiego. Tym razem tylko dwie pozycje – piszę „tylko”, bo od dawna szacunek wzbudza sama ilość książek, które nie tylko przeczytać, ale i przenikliwie zrecenzować potrafi naczelny „Tygodnika”: zwykle „Lektury pobożne” chodzą czwórkami. Uwagę zwraca „dziwna książka”, która na recenzję czekała na biurku ks. Adama cały rok.

Przeglądam „Magazyn Literacki” wstecz, a tam co strona, to interesujący artykuł. Obiecuję sobie wrócić do tekstów o „Kadencji” J. J. Szczepańskiego, o „Wierszach wybranych” A. Zagajewskiego, o śmierci J. Saramago. Zerkam jeszcze na relację z wrzesińskiej „Lekcji czytania”, podpisanej „MP”. Coś mi się kojarzy, zwłaszcza to „MP” (prawie jak: „JP”), mój autobus jednak wkrótce dotrze do celu, odkładam więc „Magazyn” i wracam do głównego grzbietu „Tygodnika”.

A tam wciąż o literaturze. Artykuł o Françoise Sagan jest jednak stanowczo za długi, kartkuję więc dalej (z żalem pozostawiając nieprzeczytaną relację z wystawy „Ars Homo Erotica”), w nadziei na Stalę, od którego przecież powinienem był właściwie zacząć. Trafiam wreszcie na dział z felietonami, ukryty przebiegle nawet nie na przedostatniej, ale na przed- przedostatniej rozkładówce. Rozpacz. Stali nie ma!

Jest za to Ewa Szumańska. Udaje mi się przeczytać tylko pierwszy segment jej felietonu, ten o pamięci. Tak jak Autorkę zainspirował pewien hydrolog, mówiąc o „pamięci rzek”, powracających w czasie powodzi w swe dawno zapomniane koryta, tak mnie inspirują Jej słowa o dniach „Trzech Ogrodników” i „Zimnej Zofii”. Rozważania o ludowych źródłach tych określeń przerywa jednak enuncjacja „Osiedle Sobieskiego”, której nie czyta, niestety, znany aktor sceny poznańskiej (a w Krakowie przystanki zapowiada Anna Dymna…).

Pieczołowicie składam „Tygodnik” na pół i chowam do torby. Jeszcze ze sobą nie skończyliśmy.

comments