Posted on: 23 września 2019 Posted by: Anna Żarnowiecka Comments: 0

Autentyczny problem, przed którym stoi Europa od kilku lat stał się narzędziem walki politycznej, doskonale nadającym się do manipulacji w zarządzaniu społecznym lękiem, do rozgrywania politycznych strategii pojedynczych partii, rządów państw czy światowych mocarstw. Z drugiej strony stał się ów kryzys migracyjny swoistym „testem ludzkiej twarzy” dla starej Europy. O tym, jak w praktyce wygląda realizacja tego wielkiego i bolesnego sprawdzianu, opowiedziała nam na ostatnim spotkaniu Alina Czyżewska, wolontariuszka z obozu dla uchodźców Moria na greckiej wyspie Lesbos z przełomu 2017/2018 roku.

Kogo nazywamy uchodźcą?

Zgodnie z Konwencją Genewską Dotyczącą Statusu Uchodźcy z 1951 r. za uchodźcę uznaje się każdą osobę, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa, albo która nie ma żadnego obywatelstwa i znajdując się na skutek podobnych zdarzeń poza państwem swojego dawnego stałego zamieszkania, nie może lub nie chce z powodu tych obaw powrócić do tego państwa.”  Polska ratyfikowała Konwencję Genewską oraz Protokół Nowojorski w 1991 r.)

Zatem pierwsze wyjaśnienie: uchodźca nie musi pochodzić z terenu objętego działaniami wojennymi.

Lesbos to wyspa położona blisko zachodniego wybrzeża Turcji. Piekło od pozornego raju, śmierć od życia, beznadzieję od nadziei, dramat życia od szansy na jego poprawę, dzieli około kilkunastu kilometrów w linii prostej przez morze. Drogę tę można pokonać płacąc przemytnikom 1000 do 3000 $ za miejsce w pontonie, który zabiera nocą wielokrotnie więcej pasażerów niż to dopuszczalne. Płyną mężczyźni, kobiety, dzieci i niemowlęta. Proceder jest tyleż niebezpieczny, co nielegalny, gdyż UE płaci Turcji za zatrzymanie uchodźców, głównie z Syrii, ale również z Iranu, Iraku, Bangladeszu, na swoim terenie.

Nocą na Lesbos brzeg morza jest nieustannie patrolowany przez organizacje pozarządowe skupiające wolontariuszy z całego świata. To do nich należy przejęcie zatłoczonych łodzi, przeprowadzenie ludzi na ląd, natychmiastowe zaopatrzenie w koce i żywność, przekazanie służbom medycznym, wprowadzenie w machinę proceduralną. Nie wszyscy mają szczęście dopłynąć, a najokrutniejszy los spotyka zazwyczaj dzieci.

Pierwszym miejscem zakwaterowania jest obóz Moria. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że to miejsce spokoju, bezpieczeństwa i wytchnienia. To, co z założenia miało być ośrodkiem rejestracji i identyfikacji, stało się obozem, w którym uchodźcy przebywają nawet do dwóch lat, a ich liczba przekracza czterokrotnie planowaną ilość 2 tysięcy i wynosi 8 tysięcy osób. Władze świadomie ociągają się z udzielaniem jakiejkolwiek pomocy, dotyczącej najbardziej podstawowych potrzeb bytowych, aby wiadomości o nieludzkich warunkach docierały do potencjalnych uchodźców i hamowały ich dopływ do Europy. Organizacje pomocowe, jak np. Lekarze bez Granic, nie chcąc uczestniczyć w tym procederze przenoszą swoją działalność poza granice obozu. Brak higieny, przemoc, konflikty wewnętrzne to codzienność w Morii. Na tym etapie zabronione jest podjęcie pracy. Umożliwia to dopiero uzyskanie tzw. niebieskiej pieczątki. Jedną z zarobkowych aktywności jest szycie toreb, torebek i portfeli z kamizelek ratunkowych zalegających tysiącami na morskim brzegu.

Dzięki pani Alinie mogliśmy poznać indywidualne, dramatyczne, historie niektórych uchodźców, zobaczyć ich twarze, poznać ich imiona:
Omar – Irakijczyk, przeżył masakrę w Tikricie.
Omran – Syryjczyk, przedsiębiorca, bezpodstawnie oskarżony przez reżim Assada o współpracę z terrorystami, wtrącony do więzienia na 16 miesięcy, torturowany.
Margaret – Nigeryjka, katoliczka, porwana przez Boko Haram i sprzedana do Turcji jako niewolnica seksualna
Jonathan – Kongijczyk, lat 20, pochodzący z rodziny opozycyjnej wobec dyktatorskiego reżimu w swoim kraju; ojciec zginął w trakcie demonstracji protestacyjnych, bracia aresztowani; na hasło Polska odpowiada pierwszymi skojarzeniami: Wałęsa, Solidarność, Warszawa.
Taha – uciekinier przed ISIS wraz z rodziną, pochodzi z irackiego Mosulu, gdzie miał dom i pracę.

Wyjaśnienie drugie: dla wielu z tych ludzi powrót do ojczyzny ogarniętej wewnętrznym konfliktem oznacza tylko jedną alternatywę: poddanie się dyktatorskiemu reżimowi lub przystąpienie do terrorystycznych bojówek; argument obligujący „młodych, silnych mężczyzn do walki w obronie własnego kraju” jest w takim wypadku nie do zrealizowania.

Dramatyczna sytuacja uchodźców wyzwala też wiele dobra i budzi chęć do działania wśród ludzi, którzy mogą przyjść z pomocą, czasem w dość zaskakujący sposób. Poza obozem Moria, w innym obozie prowadzonym przez lokalne władze na Lesbos lub pomiędzy nimi, powstają różne inicjatywy:

– The White Hearts – grupa Syryjczyków w błękitnych T-shirtach z logo „firmy” zajmuje się sprzątaniem;
– Amir – Irańczyk, twórca muzyki elektronicznej, przysłał instrumenty, dzięki czemu mógł powstać muzyczny band;
– organizacja One Happy Family – działa z uchodźcami dla uchodźców, organizując dożywianie, przestrzenie aktywności dla dzieci, tworzy miejsce, gdzie przy wsparciu wolontariuszy uchodźcy sami kreują własną rzeczywistość;
– Nikos – Grek, restaurator, nieustannie organizuje posiłki dla uchodźców;
– Kalet – uczy języka angielskiego.

Wyjaśnienie trzecie: część uchodźców, która ma już możliwość funkcjonowania poza obozami, żyje wśród ludności miejscowej i nie wzbudza poczucia zagrożenia. „To przecież normalni ludzie, tacy jak my. Czemu mam ich się bać” – mówi pani w okienku pocztowym. „Bać można się ludzi złych, a tacy zdarzają się w każdym społeczeństwie”.

Tyle pokrótce refleksji z ostatniego spotkania klubowego.

Więcej na temat sytuacji na Lesbos można dowiedzieć się z „Listów do Jarka i Beaty” publikowanych przez Alinę Czyżewską na łamach Gazety Wyborczej, a o innych jej działaniach na stronie nicdoukrycia.strikingly.com

 

comments

Leave a Comment