Posted on: 22 stycznia 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 1

Zamknęliśmy rok, w którym celebrowaliśmy stulecie urodzin Jerzego Turowicza, i chociaż wiele jeszcze przed nami, jest się z czego cieszyć. Fundacja Jerzego Turowicza zasługuje na wielką wdzięczność wcale nie z powodów towarzyskich. To, co zrobiono, to utrwalona pamięć (tablice na mieszkaniach Jerzego w Krakowie, rondo w Warszawie, turowiczowski księgozbiór, z którego będą korzystać studenci Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II w Krakowie), ale przede wszystkim książki, w których Jerzy Turowicz dalej dzieli się swoim życiem i swoją twórczością tak, jakby był wśród nas. Osobiście najbardziej czekam na wznowienie jego pism rozproszonych po tytułach prasowych oraz na publikację jego listów do przyjaciół, gdzie był sobą, bo na przyjaźń otwierał się najbardziej. W publicystyce, która nigdy nie była gwałtowna, zwyciężał umiar i mądrość, a przeżycia bardziej dotkliwe czy poruszające zostawiał zwierzeniom czynionym przyjaciołom i bliskim.

Dzisiaj mamy już trzy książki o Jerzym Turowiczu. Pierwsza to Andrzeja Romanowskiego: „Wielkość i upadek »Tygodnika Powszechnego«” (Universitas). Historycznie pełna detali dokumentujących okres zmian w redakcji po śmierci Szefa. Szczególnie cenne są zebrane przez Annę Mateję („Co zdążysz zrobić, to zostanie”, Znak) rozmowy z przyjaciółmi o samym Jerzym, a także o jego domu, książka nagradzana właśnie tytułem Krakowskiej Książki Miesiąca przez Śródmiejski Ośrodek Kultury. Czyta się ją tak, jakby się właśnie siedziało na Lenartowicza 3. „Krąg Turowicza (»Tygodnik«. Czasy. Ludzie. 1945–1999)” Witolda Beresia, Krzysztofa Burnetki i Joanny Podsadeckiej to mozaika całej przygody tamtego czasu zarówno w wymiarze politycznym, jak duchowym (plotka chyba wyeliminowana). Ale i tak brakuje jeszcze biografii przygotowywanej przez Tomasza Fiałkowskiego, gdzie prawdopodobnie odnajdziemy „Tygodnik Powszechny” w jego wymiarach tak dokładnych, w jakich zachował się w pamięci nielicznych już żyjących redaktorów. Z tego wynika, że rok Turowicza potrwa jeszcze kilka miesięcy, co i chwała Bogu.

A ja mam ochotę dorzucić do tej listy książek najnowszą pozycję księdza Mieczysława Malińskiego „Na każdy wieczór” (WAM), choćby dlatego, że to w „Tygodniku Powszechnym” któregoś dnia przed dziesiątkami lat pojawiły się w druku najkrótsze kazania w Polsce, na które sarkali tradycyjni kaznodzieje, ale na które świeccy wierzący latami chodzili z wdzięcznością. W rozdziale „Niebo” pierwsze kazanie to trzy linijki druku, ale zabiera się je ze sobą jak cenny dar. Więc cieszę się tą książką i dlatego, że mogę znowu czytać tego autora, choć już, niestety, nie na łamach „Tygodnika”.

comments

1 people reacted on this

  1. Pani Redaktor zapomniała o książce, który wyszła chyba rok temu – „Gen ryzyka w sobie miał” Joanny Podsadeckiej. Zbiera ona frapujące rozmowy o Jerzym Turowiczu – także z panią Hennelową, Janiną Ochojską, Krzysztofem Kozłowskim, Adamem Michnikiem, Stefanem Wilkanowiczem, ks .Bonieckim i prof. Szczeklikiem. Ważna książka. Przynajmniej dla mnie.

Leave a Comment