Słowa, jak trzęsienie ziemi

Można, oczywiście, przypominać teraz osobę Krzysztofa Kozłowskiego: z szacunkiem dla dokonań i milczącym podziwem dla cierpienia (dokładnie jutro, 20 marca, odbędzie się w Senacie RP sesja, pt. „Rewolucja po polsku. Konferencja w 5. rocznicę śmierci Krzysztofa Kozłowskiego”). Można robić kolejne rachunki sumienia z przeszłości, aż do sporu o nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Można pytać, niestety po niewczasie, o plusy i minusy niszczonego właśnie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku (tu wielki znak zapytania nad artykułem Piotra Stankiewicza „Gabinet oczywistości” z „Tygodnika Powszechnego” nr 12/2018) i zagrożonego istnienia w obecnym kształcie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie. Można debatować o korzeniach polskiego antysemityzmu…

Wszystkie te działania i dyskusje są zrozumiałe, a nawet jakoś bezpieczne, zwłaszcza, gdy dochodzi do zdarzenia, które działa niczym trzęsienie ziemi. Mam na myśli zdanie z homilii ks. prof. Edwarda Stańka, wygłoszonej 25 lutego 2018 roku w krakowskim kościele sióstr felicjanek, i jej medialne konsekwencje. Przypomnijmy, że były rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, znawca historii Kościoła starożytnego i teologii Ojców Kościoła, powiedział: „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca”. Mam gorącą prośbę do pasterzy, którzy nas prowadzą – teraz i w czasie z dnia na dzień otwierającym się przed nami, jako wyzwanie na przyszłość: nie zostawiajcie nas po tych słowach z jakimkolwiek niedopowiedzeniem albo wygładzaniem wyzwania, które te słowa oznaczają. Tu już nie ma możliwości schowania się w dyskusjach o sprawach z przeszłości. Jest tylko człowiek, jako droga Kościoła.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.