Pytanie o Niepodległą

Dawno temu co tydzień publikowałam felieton na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Teraz jednak rzadko recenzuję teksty ukazujące się na łamach mojego dawnego pisma, mimo że od ponad sześciu lat ogłaszam komentarze na stronie internetowej klubów zrzeszających jego czytelników. Tym razem jednak muszę zrobić inaczej, a to z racji artykułów, które ukazały się w „Tygodniku” z okazji Święta Niepodległości („TP” nr 46/2018). To wydanie budzi we mnie wyjątkowo wiele emocji – albo krytycznych, albo pełnych niepokoju.

Na okładce mamy zdanie złożone z trzech słów: „Dokąd maszeruje Niepodległa”, ale fotografia, na której je umieszczono, nie przekonuje. W środku pisma nic mojego niepokoju nie wycisza, bo żaden z autorów na żadne pytanie nie odpowiada. Ten numer nie powie nam niczyim tekstem „dokąd maszeruje Niepodległa”. Gorzej, mam poczucie, że nikomu nie zależało na podaniu odpowiedzi. Jeden z autorów napisał nawet, że może nie warto świętować tej daty. A inny w każdej linijce strony, którą zwykle rozporządza, akcentuje z coraz większą uporczywością pytanie o to, czym Niepodległa jest tak naprawdę. I dla innych, i dla niego.

Odłożyłam ten numer z poczuciem, że może w następnym „Tygodniku” znajdę jakąś odpowiedź. Na razie pozostaje nią dla mnie (i nie tylko dla mnie), zwyczajnie i najprościej, napis nad cmentarną bramą na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem: „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody, tracąc pamięć, tracą życie”. Po kolejny numer „TP” chciałabym jednak sięgnąć z przekonaniem, że pytanie o Niepodległą nie będzie miało kształtu tamtej ręki z okładki, cóż że w założonej nań biało-czerwonej rękawiczce. Za dużo wydarzyło się w minioną niedzielę. Jednego, czyli nacjonalistów i chęci zdobycia przez nich władzy, trzeba się bać. Drugie, czyli chrześcijański kształt miłości ojczyzny, to zadanie – do przyjęcia albo do odrzucenia.

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.