Posted on: 28 czerwca 2010 Posted by: Witold Bereś Comments: 0

Nigdy nie zapomnę, jak to przy jakiejś jednej z wielu towarzyskich imprez w „Tygodniku”, z licznym udziałem tzw. młodych, wzięło mnie, człeka chodzącego po obrzeżach Kościoła, na filozoficzne dywagacje. Ze łba mi się dymiło i nuże Wielebnego (bo tak zawsze mówiliśmy do księdza Tischnera, czując, że wypada unikać tak powszechnego dziś tykania) pytać o wiarę, Boga i Absolut. A Tischner, z nieodmiennie dobrotliwym uśmiechem zagadał z góralska: „Cały świat jest boski. I góry som boskie, i kwiotecki boskie, i żyjątka. Ale ty się tym nie trap Bereś. Ty mos wiedzieć tylko tyle: świat jest boski, ale dziewcęta som nase”.

Jakże kochaliśmy go za to, że nawet do nas, najmarniejszych boskich zyjątek, potrafił znaleźć klucz. Po jakimś czasie okazało się, że dla zebrał ten uniwersalny klucz w postaci serii góralskich przypowieści, gdzie i filozofia się znalazła, i góralski folklor, i tischnerowa życiowa mądrość, no i przede wszystkim – jego niezwykłe, podhalańsko – krakowskie poczucie humoru. Nic więc dziwnego, że gdy mój przyjaciel Baron wpadł na pomysł wyreżyserowania „Historii filozofii po góralsku” dla telewizji, z radością poleciałem do Wielebnego z tym pomysłem. Spodobał mu się. Zrazu trapił się jak napiszemy scenariusz i czy reżyser podoła, potem sam podpowiedział, by jego, Narratora, rolę zagrał Jerzy Trela, wreszcie, gdy już obejrzał odcinki (a wówczas już chorował i leżał w szpitalu), wziął mnie na bok i wyszeptał chorym, ale szalenie szczęśliwym głosem: „Ale udał się nam ten reżyser, co Bereś? No i ten Trela – gada jak ja”. Nie sprawdziły się też jego żarty, że górale to naród zacny, tylko bankowego wyznania. Wszyscy na Podhalu, gdy słyszeli, że kręcimy Tischnera, natychmiast chcieli pomagać, grosza nie biorąc. Ba, nawet bezduszna machina telewizji publicznej okazała się nadzwyczaj sprawna i życzliwa dla projektu. Bo taka już była i jest „bosko moc” Wielebnego.

A czasami tak sobie myślę, że wśród postaci, które znalazły się na kartach książki, tak naprawdę Tischnera oddaje nie ów Narrator, ale jeden z głównych filozofów. „Sokrates czyli Jędrek Kudasik”. Wielebny takie oto słowa włożył mu w usta: „Gdzie moze być feler? Ludziska jeden rozum majom, a kozdy rozumuje inacej. Krowa i owca jednom trowe zrejom, a gówno inkse. (…) Poznaj cłeku samego siebie. Cym ześ cłeku jest? Mos noge, aleś przecie nie nogom. Mos brzuch, aleś przecie nie brzuchem. Do reśty: mos i ciało, aleś przecie nie ciałem. No to cym – eś? Dusom – ześ cłeku, dusom. Tak więc chodzem i namowiom kogo moge, coby ani o ciało, ani o piniondze nie staroł, jako o duse, coby ona była nolepso. Bo przecie nie z piniendzy dzielność sie biere, ino piniondz z dzielności. I mnie sie widzi, ze cłek gorsy ni ma prawa zaskodzić lepsemu. Nie powiem, moze go zabić. Moze go przegnać z miasta. Ino ze jo nie uwazujem tego syćkiego za zło. Wieksym złem jest nastawać na cłeka, judzić przeciw cłekowi, jontrzyć, ocerniać. To wom powiym: do dobrego cłeka ni mo przystępu zodne zło, ani za zycio, ani po śmierzci”.

Wielebny to był po prostu bardzo dobry człowiek.

I jeśli dziś czegoś u kogoś mi najbardziej brakuje, to właśnie tischnerowskiej mądrości połączonej z tischnerowską miłością…

WITOLD BEREŚ – polski dziennikarz, autor książek oraz scenarzysta i producent filmowy. Wyprodukował m. in film „Tischner. Życie w opowieściach” oraz „Historia filozofii po góralsku według ks. Józefa Tischnera”.

comments