„Demokracja”, „Patriotyzm” i „Słowo” – te terminy pojawiają się jako nowe w stosunku do poprzedniego Alfabetu Tischnera, ukazującego się tym razem w serii „Mądrość człowiek gór”. 

Wojciech Bonowicz powinien otrzymać specjalną nagrodę w kategorii umiejętnego tworzenia prostej formy przekazu myśli ks. Józefa Tischnera. Już we wstępie oznajmia, że za cel postawił sobie stworzenie praktycznego przewodnika po pojęciach. Nie bojąc się podjęcia trudnych i nośnych wątków. Pojęcia takie jak demokracja czy patriotyzm stały się modnymi hasłami politycznego sporu, oddalając się od swoich pierwotnych znaczeń w stronę jałowych sloganów.

Bonowicz podjął próbę przybliżenia nam, czytelnikom wizji rzeczywistości, człowieczeństwa, jakie reprezentował ks. Tischner.

„Nie jest to cały Tischner, nie jest to Tischner w pigułce. Są to raczej wydobyte Tischnera „pigułki” na różne dolegliwości naszego czasu” – pisze Bonowicz w ostatnich zdaniach wstępu do niniejszej książki. W jednym z wywiadów prasowych, zapytany o wspomniane wyżej nowe hasła dodaje: Myślę, że to są sfery, które obecnie wymagają szczególnego „leczenia”. Owe medyczne terminy są być może jednym z kluczy do właściwego odczytania tego, co redaktor całego tryptyku chce nam przekazać: że oto do Tischnera warto sięgać, warto go zgłębiać, bo on nam może bardzo pomóc w zrozumieniu drugiego człowieka. 

W tej samej rozmowie Bonowicz, uzasadniając pojawienie się trzeciego z nowych haseł, mówi: Nie chodzi o to, żeby ścigać za złe słowo, ale żeby wytwarzać społeczną presję i wsparcie dla dobrych słów. Tymczasem wydaje się, że to właśnie „złe słowa” gromadzą wokół siebie coraz więcej ludzi”.

Oto właśnie fenomen Tischnera: w dramacie ludzkiego życia zawsze stara się poszukiwać dobra, stara się to dobro odnaleźć po prostu w człowieku, wcale nie sugeruje, że „bycie dobrym” jest łatwe.

„Czy warto być dobrym? Ludzie często zadają sobie to pytanie. Bo w gruncie rzeczy ludzie boją się być dobrymi. Ludzie nie chcą być także złymi. Ale ich życie toczy się gdzieś na pograniczu dobra i zła” – tak to ujmował Tischner w haśle „Dobro i zło” (swoją drogą to jedyne obok „Nieba i piekła” hasło złożone z dwóch przeciwstawnych członów). Dalej filozof z Łopusznej pisze, że dla Chrystusa być dobrym „przede wszystkim znaczyło: odpłacać dobrym za złe”. Wielkie wyzwanie, którego jednak Tischner przed nami nie stawia, a jedynie przypomina, że tak wysoko poprzeczkę zawiesił chrześcijanom Bóg. Gdy jednak przyjrzymy się temu bliżej, to czy nie odnajdziemy tam po prostu chęci/potrzeby wytwarzania podobnej presji, o jakiej w przypadku „dobrych słów” mówi Bonowicz?

Nie jest „Alfabet duszy i ciała” lekturą zupełnie łatwą, ale widać, że włożono w nią wiele pracy, by był książką dla każdego. Zaletą alfabetu jest też to, że można, a może nawet warto go czytać od dowolnej strony. Hasła pozwalają bowiem w łatwy sposób zajrzeć lub powrócić do wątku, który w danym momencie w sposób szczególny nas nurtuje. Warto po lekturze wybranego hasła zatrzymać się na nim na dłużej, być może nawet na resztę wieczoru, pogłębić je o lekturę innych dzieł Tischnera.

Taką zresztą rolę ów alfabet ma pełnić, o czym autor wyboru pisze wprost: „to zachęta, by rozpocząć poszukiwania na własną rękę: samodzielnie sprawdzić jakie pojęcia – i jak – żyją w myśli Tischnera”. Zachęca was do tego i niżej podpisany. Także dziś, tuż przed świętami, bo ta lektura może pomóc nam przeżyć prawdziwie święte święta.

Alfabet duszy i ciała.

ks. Józef Tischner

Wydawnictwo Znak

Kraków 2018

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.