Posted on: 13 kwietnia 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

III Niedziela Wielkanocna
J 21, 1-14

Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób:
Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów.
Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.
A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.
A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, czy macie co na posiłek?» Odpowiedzieli Mu: «Nie».
On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.
Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze.
Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci.
A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb.
Rzekł do nich Jezus: «Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili».
Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała.
Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie, posilcie się!» Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?» bo wiedzieli, że to jest Pan.
A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im, podobnie i rybę.
To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.
A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje!»
I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje!».
Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje!
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz».
To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

 

Jako chłopiec, każde ferie i wakacje spędzałem w nadmorskim Świnoujściu. Podziw i tęsknoty chłopięcej duszy wzbudzała we mnie praca rybaków, którzy jeszcze przed świtem wypływali w morze. Nadal marzę, aby wziąć udział w takim połowie. Jest jakaś przedziwna tajemnica w zawodzie (a może powołaniu) rybaka. Ta praca wymaga trudu, poświęcenia, pasji, samodyscypliny, tężyzny fizycznej, mocnej psychiki. Z jednej strony pozwala doświadczać nadprzyrodzonego piękna w chwili, gdy na horyzoncie pojawia się wstające ze snu słońce, a z drugiej – wystawia człowieka na śmiertelnie niebezpieczną próbę w czasie sztormu. Niezwykła przygoda.

W dzisiejszej Ewangelii mamy ukazaną scenę kolejnego objawienia się Zmartwychwstałego Chrystusa uczniom. Aby dobrze zrozumieć to, co wydarzyło się wówczas nad brzegiem Jeziora Galilejskiego, należy powrócić do wydarzenia początku – pierwszego spotkania rybaków z Jezusem. To właśnie wtedy ci ludzie stanęli w obliczu samego Boga, zafascynowali się Tym, który pojawił się na drodze ich życia. Ta fascynacja doprowadziła prostego galilejskiego rybaka oraz jego towarzyszy do decyzji pozostawienia dotychczasowego stylu życia i pójścia za Mistrzem. Podążając za Jezusem, byli świadkami niezwykłych – cudownych zdarzeń. Wydawać by się mogło, że ich wiary nic nie jest w stanie zniszczyć Tymczasem po trzech latach świat uczniów Jezusa, w tym świat Szymona Piotra (a może szczególnie jego świat) ulega całkowitemu rozpadowi. Jezus zostaje zdradzony, pojmany, niesprawiedliwie osądzony, skazany na śmierć. W życiu apostołów pojawia się pustka i rozpacz. Jeszcze dotkliwszy dramat rozgrywa się w sercu św. Piotra, który przecież trzykrotnie zaparł się Mistrza. Co począć ze swoim życiem? Nie ma już euforii, fascynacji, zachwytu, świadomości bycia wybranym. Serce wypełnia gorycz i żal. Nic dziwnego, że nie mogą spać. Którą to już noc nie śpią, szukając pomysłu na nowe życie? Rozlega się wszechogarniająca cisza, która w gwałtowny sposób zostaje przerwana zdecydowanym stwierdzeniem Piotra: „Idę łowić ryby”. Powracają do tego, co kiedyś już pozostawili. Zrezygnowani, przegrani, zrozpaczeni i zalęknieni powracają do swojego dawnego stylu życia…

Czy i w naszym życiu nie jest podobnie? Również i my poznaliśmy Jezusa, doświadczyliśmy fascynacji, a może nawet euforii, staramy się za Nim kroczyć, naśladować Go. Nagle okazuje się, że nasz pomysł na życie jest całkowicie różny od pomysłu Boga. Przecież także i w naszym życiu, na skutek różnych okoliczności losowych, a przede wszystkim grzechów, zdarzają się okresy, kiedy Jezus wydaje się nieobecny, milczący, jest niczym umarły. Jakże łatwo wpaść wówczas w przygnębienie, frustrację i rozpacz, i powrócić do dawnego stylu życia, w którym nie ma miejsca dla Boga, a jedynie jeszcze większa frustracja i depresja.

Tymczasem Jezus uświadamia nam dzisiaj, że takie doświadczenia nie muszą być dla nas śmiertelne. Mogą być natomiast – podobnie jak dla Szymona Piotra i innych apostołów – okazją do przejścia z wiary pozornej do wiary autentycznej. Ukazana w pierwszym czytaniu postawa Piotra wobec Arcykapłana jest dowodem właśnie takiej życiowej przemiany. To właśnie Piotr z zalęknionego i tchórzliwego ucznia, zapierającego się swojego Mistrza, po zmartwychwstaniu przemienia się w mężnego obrońcę wiary, aż do męczeńskiej śmierci.

Taka oto dobra nowina płynie dla nas z dzisiejszej liturgii słowa. Nie ma takiej ciemności, której Zmartwychwstały Chrystus nie zdołałby rozświetlić. Nie trzeba Go nawet za wszelką cenę szukać. To On wychodzi z inicjatywą. Potrzeba jedynie pozwolić Mu się odnaleźć, jak pozwolili się odnaleźć rybacy nad Morzem Tyberiadzkim. Tylko serce czyste, serce otwarte, serce szczerze oczekujące rozpozna Boga, gdy Ten się pojawi i po raz kolejny zapyta: „Czy kochasz mnie?”.

Prawdziwe chrześcijańskie życie wiarą w codzienności jest wymagające niczym praca rybaka, ale jest też niezwykłą przygodą. Z jednej strony pozwala doświadczać nadprzyrodzonego piękna w chwili, gdy na horyzoncie życia pojawia się Chrystus, niczym Wschodzące Słońce, a z drugiej – wystawia człowieka na próbę, gdy pojawia się sztorm i życiowa zawierucha. Żaden sztorm nie jest jednak straszny dla tego, kto przez oceany życia płynie wraz z Jezusem.

comments

Leave a Comment