Ksiądz prymas senior abp Henryk Muszyński i „soborowa kultura dialogu”

Zapewne wspólne jest dziś dla nas wszystkich przekonanie o degeneracji, jakiej podlega współczesne polskie życie publiczne a ponad wszystko język, którego używają politycy, dziennikarze, niekiedy również ludzie Kościoła. Najbardziej widocznym znamieniem tego zjawiska zdaje się być brak szacunku dla adwersarza, agresja, pogarda wobec niego, brak umiejętności oddzielenia stosunku wobec człowieka – osoby od potrzebnej przecież nieraz krytyki jego poglądów.

Jakżeż niegdyś doceniane pojęcia tolerancji i dialogu bywają dziś odrzucane a priori, wprost, z pełną premedytacją, jako przebrzmiałe, szkodliwe w epoce, która podobno domaga się od nas jasnego samookreślenia i pełnej jednoznaczności. Taka postawa – która w hasłach dialogu i tolerancji upatruje znamion szkodliwej ideologii liberalnego permisywizmu – zdaje się kształtować obraz dzisiejszego Kościoła w Polsce. Słusznie czy nie tak właśnie bywa On odbierany przez wiele środowisk laickich, skądinąd nie z założenia Mu wrogich. Chciałoby się powiedzieć, jakżeż daleko odeszliśmy od czasów Vaticanum II i powszechnego wówczas przekonania o potrzebie aggiornamento, rozumianego jako idea dialogu ze współczesną cywilizacją.

Czyż nie jest paradoksem, że soborowa kultura dialogu trwa dziś przede wszystkim za sprawą tych hierarchów Kościoła polskiego, którzy pamiętając z autopsji tamte emocje, skłonni są także i dziś podporządkowywać im swoje słowa i czyny. Nie należą oni jednak do dominującego nurtu naszego episkopatu i nie są, nawet jak na kościelne standardy, ludźmi młodymi. To oni jednak przenoszą w dzisiejsze czasy ożywczego ducha tamtej „wiosny Kościoła” i najsłabiej ulegają defetyzmowi każącemu w owej soborowej kulturze dialogu upatrywać źródeł wszelkich nieszczęść europejskiego katolicyzmu przełomu tysiącleci. Bez wątpienia najbardziej znaczącym i miarodajnym przedstawicielem tego środowiska pozostaje dziś prymas senior ks. abp Henryk Muszyński, obchodzący w tych dniach osiemdziesiątą rocznicę urodzin. Jeśli przejrzymy dokumenty episkopatu, szczególnie te opublikowane w latach aktywnej biskupiej posługi księdza prymasa seniora, wyraźnie dostrzeżemy ślady charakterystycznego dlań języka i znamienne myśli, których najbardziej wyrazistą cechą jest ich zakorzenienie w owej, wspominanej powyżej, soborowej kulturze dialogu.

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć pewien tekst, jeden z najważniejszych dokumentów polskiego Kościoła w latach dziewięćdziesiątych: „Orędzie Biskupów Polskich o Potrzebie Dialogu i Tolerancji w Warunkach Budowy Demokracji”, opublikowane w 1995 r., a którego był ks. abp Muszyński, wraz z nieodżałowanej pamięci abp Józefem Życińskim, współautorem. Niełatwo dziś dotrzeć do tego tekstu! Nic nie daje użycie Google`a, znajdziemy co najwyżej krótkie omówienia i bezużyteczne linki, nie ma go na stronach Konferencji episkopatu, KAI, etc. Sam ksiądz arcybiskup mówi z pewnym żalem w swym ostatnim wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego, że nie ma go też wśród oficjalnych dokumentów episkopatu. Znalazł się jednak na szczęście w wydanym przed dziesięciu laty zbiorze listów pasterskich episkopatu po 1945 r. Któż jednak, poza specjalistami, odnajdzie go w tym, kilka tysięcy stron liczącym i trudno dostępnym, dziele? A słowa i myśli tam wypowiedziane zdają się być godne tego aby przywołać je właśnie dziś w dniach gdy tak daleko odeszliśmy, także w Kościele, od ducha soborowego dialogu. Orędzie było pisane w czasach, które nazywane bywają epoką „zimnej wojny religijnej”, gdy powoli, aczkolwiek dość wyraźnie, torować sobie zaczynało drogę przekonanie o szkodliwości zaangażowanie Kościoła w sferę bieżącej walki politycznej. Wydawało się to podówczas tendencją trwałą i błogosławioną. Cóż, nic na tym świecie nie jest wieczne… .

Wszyscy, którzy przyjęliśmy z nadzieją początki III RP pozostawaliśmy wtedy pod negatywnym wrażeniem politycznej codzienności zdominowanej przez, jak nam się zdawało, niezwykle brutalne formy walki. Sądziliśmy, iż to przejściowe schorzenia młodej demokracji, jej, jak powiadał niegdyś Piłsudski: „moral insanity”. Jakżeż się myliliśmy! „Orędzie…” episkopatu miało być przyczynkiem do sanacji ówczesnego życia publicznego, ale było także koscielnym głosem pro domo sua, mającym uświadomić ludziom Kościoła właściwą formę ich publicznego zaangażowania. Chciałoby się przytoczyć cały tekst, zachowuje on przecież i dziś wielka aktualność, i moc przekonywania. Może dałoby się go umieścić na stronie tygodnikowych Klubów, jako swoiste motto ich działania. Stałoby się to zapewne piękną formą urodzinowego prezentu dla jego Współautora. Tutaj niech wystarczy krótki cytat, będący sednem nie tylko tego dokumentu, ale chyba także całego publicznego zaangażowania księdza prymasa seniora: „Niepokojacym zjawiskiem kulturowym, dostrzeganym obecnie w polskich dyskusjach, jest ton pogardy, agresji lub lekceważenia, płynący z braku elementarnego szacunku dla osoby ludzkiej. […] Z głębokim niepokojem przyjmujemy sporadyczne lecz niepokojące przejawy niechęci wobec cudzoziemców, agresji wobec Romów, obojętności wobec chorych na AIDS, oskarżeń i potępień, w których przyjmuje się zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Z bólem stwierdzamy częste zjawisko braku elementarnej kultury politycznej, operowania intrygą, pomówieniem i plotką, przekształcania rzeczowej dyskusji w spektakl nienawiści. Ból ten jest tym wiekszy, jeśli do takich metod uciekają się wyznawcy Chrystusa, wezwani w dialogu do miłości.”

Wszyscy powinniśmy dziś, w Kościele i poza nim, wsłuchać się w te proste przecież słowa i docenić przez nie wartość soborowej kultury dialogu, której niestrudzonym apostołem jest ks. abp Henryk Muszyński. Niech nim pozostanie przez następne jak najdłuższe lata!

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.