Posted on: 30 września 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

gugara„-Widzisz niebo?…
-Widzę…
-I co widzisz?…
-Urodę.
-Ale ja się pytam, co widzisz… Co myślisz, jak patrzysz?
-A co mam myśleć?
-Bo nie jesteś Ewenkiem… Prawdziwy Ewenk czyta z nieba jak z książki.”
Andrzej Dybczak, Gugara

W Księdze Jeremiasza zamknął Bóg wykładnię losu wędrowców. Mówi się tam o tych, którzy w drodze nie ustają, kroczą na przekór. Metaforyczność przemierzanej drogi przedkłada się tu nad dosłowność znaczeń. W Gugarze Andrzeja Dybczaka podobnie. Podróż do ni to osady, ni legowiska ludu Ewenków, stanie się wyruszeniem po świat nie z tego świata.
Reporter jedzie na Syberię, by przede wszystkim wysłowić siebie. Owszem, opowie o pasterzach reniferów żyjących w XXI wieku z dala od cywilizacji. Uda się wraz z nimi w niezmierzoną przestrzeń tajgi. Rozpozna drogę powrotu do namiotu. Uchwyci sens codziennej krzątaniny wokół spraw, dobytku. Ale rozczaruje się ten, kto oczekuje po Gugarze epickiej rozlewności, linearnego porządku narracji. Dybczak wielowątkowość historii świadomie rozbija. Na margines spycha to, co mogłoby się wydawać istotą reportażu o odległej kulturowo społeczności – pierwotność życia Ewenków, ich zaklinania duchów i zjaw.

To się da pojąć – zdaje się mówić narrator. Znacznie gorzej będzie zmierzyć się z tym, co zapowiada jeden z uczestników wyprawy: „Jak odejdziemy w tajgę, zacznie się milczenie”. Kierując się tą wskazówką autor da pierwszeństwo w mówieniu metafizyce przestrzeni. Dybczak osobliwości topografii wyrazi poprzez synestezję. Połączy wrażenia zmysłowe, dźwiękowe i słuchowe w jeden obraz, by opisać falę nadrzecznych pejzaży czy czerń nocy w tajdze. Ta pisarska strategia, odczuwana jako środek zaradczy na niemożność rozpisania szerszej perspektywy świata, nie porwie czytelnika żywiołowością narracji. Ale to nie jest celem Dybczaka. Pisarz nie rozbudowuje kwestii dialogowych, wyraźnie zaznaczając, że interesuje go prawda usytuowania słów w kontekście tajgi. Ta ostatnia zaś uczy milczenia. Dlatego tekst reportażu został poddany segmentacji, a rozmowy zbudowano z grup członów współrzędnych nie zespolonych spójnikami – figury retorycznej, zwanej asyndetonem. Zastosowane w Gugarze poetyckie chwyty czynią z reportażu formę „bardziej pojemną”, zacierają granice między dokumentem a prozą artystyczną. Ale to zjawisko nienowe, wśród mistrzów gatunku ma swoich admiratorów. Małgorzata Szejnert w „Domu żółwia.

Zanzibarze” nie odsłania katalogu encyklopedycznych dziwów i dziwności opisywanej wyspy. Nie zanurza się w historię, by oddalić Zanzibar, ale czyni go bliższym poprzez opisanie historii wyspy poprzez doświadczenie utraty. A to uczucie jest bardzo mocno osadzone w polskiej historiozofii. Reportaż Szejnert oswaja nie tyle z egzotyką, co z myślą, że świat dookolny wyraża się w tych samych formułach: domu i drogi. Tak myśli Dybczak.
Tajga determinuje zatem rozluźnienie formuły epickości. Perspektywa oglądu świata wyostrza się dzięki temu, rozwiera się na niepojęte – milczenie. Wobec tego, co nieujarzmione, co narasta w tajemnicy ciszy, takiej, że słyszy się nadciągające chmury, projekcja wyobrażeniowa zyskuje status podmiotu opowieści. Dybczak świata Ewenków nie zawłaszczy. Znaki rzeczywistości mierzone inaczej odda głębią swego doświadczenia, choćby narastającą tęsknotą za domem, która przypominać mu będzie tragiczny finał historii śmiałków z początków ubiegłego wieku, wyruszających balonem na eksplorację bieguna północnego. Przerazi, do trzewi wniknie w świadomość niejedna rozmowa, nawet ta półgłosem tocząca się o Ninie, która zburzyła porządek kosmosu Ewenków, i musiała ją spotkać kara.
Za ukonstytuowanie dwóch stylów odbioru rzeczywistości uchodzi w Gugarze starcie żywiołów mowy: wypowiedzianej na głos, odpowiadającą za werystyczny charakter narracji oraz tej, odzwierciedlającej fantazmaty. Narrator uczy się słówek języka Ewenków. Wie, co oznaczają: gulułum, dilasa, gugara. Nie daje to krzepiącej nadziei, że dźwięk tych słów, forma i znaczenie, moc sprawcza i ocalająca, które niosą, przedłużą byt Ewenków.
Dybczak wyrażeniem pozornej niemocy twórczej uchwycił uniwersum znaczeń. Wybrzmiał wszechświat. Oddech tajgi.

comments

Leave a Comment