Posted on: 25 lipca 2009 Posted by: Redakcja Comments: 0

Do dziś przechowuję małą kartkę – notatkę z kazania księdza Adama Bonieckiego wygłoszonego w krakowskim kościele jesienią 2002 r. Mówił zaledwie pięć minut.

– Rozliczenie z życia – powiedział – będzie polegało na konieczności odpowiedzi na pytanie: jak pomnożyłem talenty, które dostałem?

Pierwszy talent – istnienie. Jak istnieję? Drugi talent – człowiek obok mnie w oczekiwaniu na gest, który pomoże mu żyć. I talenty zakopane – skarbiec pamięci rzeczy dobrych i złych, z którego lękam się zaczerpnąć i dlatego nie potrafię zrozumieć mojego „teraz”.

Zbierałam materiał do reportażu o nim. W mieszkaniu przy kościele św. Floriana opowiadał swoje życie, paląc na węgiel grzanki, którymi chciał mnie ugościć.

Pierwszy talent – trop Boga – w rodzicach, którzy pochylali się z powagą nad grubym mszałem rzymskim w ławce przy ołtarzu. W służeniu ojca do mszy. We wspaniałości świata. Ale kiedy wchodził w dojrzałość, dopadła go myśl, że niebo jest obojętne. Potem znów chwytał trop, aż doszło do spotkania. „Było to wtedy, kiedy ostatecznie zaakceptowałem klęskę (…). Wtedy On, nierozpoznany, powiedział moje imię”.

źródło: Gazeta.pl

comments