Posted on: 22 grudnia 2018 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 23 grudnia 2018

IV NIEDZIELA ADWENTU

Łk 1, 39-45

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.

Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana».

 

Jak opisać takie spotkanie? Ewangelista mógłby zaangażować wymiar kosmiczny. „Mgławice zadrżały w tym Dniu, dalekie słońca przygasły wobec blasku tego Poczętego, który wkroczył w łonie Matki do domu krewnej. Konstelacje zmieniły swoje konfiguracje, a muzyka sfer niebieskich zagłuszyła wszystko inne”. A jeśli nie kosmos, to choć naszą planetę „Na Ziemi oceany wytrysnęły w niebo jak fontanny, pustynia zakwitła bujną roślinnością, zwierzęta zatrzymały się w biegu, a wszyscy ludzie odczuli głęboką radość.”  Albo co najmniej, „Orszak królewski towarzyszył Dzieweczce, a trąby anielskie grzmiały”.

Ale przecież tak nie było.

Spotkanie wydarzyło się w cichym zakątku globu, w małym miasteczku o nieustalonej nazwie, na podwórku lub na progu całkiem zwykłego domu, całkiem zwykłej rodziny. Wydarzyło się między dwoma nieznanymi w świecie, ani na królewskich dworach, cichymi, prostymi kobietami. Młodsza pobiegła w góry, do swojej starszej krewnej. Z nowiną? Po radę? Po wsparcie? Biegła sto pięćdziesiąt kilometrów z Nazaretu do Ain -Karim, (jak chce tradycja, choć w ewangelicznym opisie nie ma tej nazwy). Łukasz nie pisze nic o trudach i niebezpieczeństwach podróży, która musiała trwać co najmniej pięć dni. I pięć nocy. Jednym zdaniem, jak skokiem, pokonuje góry, zbójnickie jaskinie, dzikie zwierzęta. I już Miriam stoi przy furtce, już wita krewną. I od razu słyszymy niezwykłe słowa Elżbiety. Skąd ona to wszystko wie? Miriam nie zdążyła jeszcze wspomnieć o swoim zdumiewającym spotkaniu z  Bożym Posłańcem i jeszcze daleko do czasu, gdy jej brzemienność będzie widoczna. A Elżbieta woła „Matka mojego Pana!” Bo dzieciątko poruszyło się w jej łonie? To chyba nie aż taki dziw w szóstym miesiącu ciąży. Kopie, przesuwa się, zmienia położenie – normalka!

W jaki sposób leciwa matka miałaby wyjaśnić, że zamknięte w łonie dziecko przekazało jej pełną i niezwykłą informację? Sama tego nie wie! „Błogosławiona, któraś uwierzyła w Słowo dane ci od Pana” – mówi do dziewczątka. Tak, to był cud, i ten przekaz niebiański i szalona wiara i odwaga Miriam, która zgodziła się na wszystko i to, że Słowo było zarazem poczęciem i ten nieulękły bieg przez góry… o tak, błogosławiona! Lecz i Elżbieta błogosławiona, bo uwierzyła w wiadomość przekazaną z wnętrza, skąd raczej nie przenikają aż tak dokładne informacje. Dziecko nienarodzone powiedziało jej, jak wielka Tajemnica weszła w progi tego domu, a ona uwierzyła!

Ten dialog zapiera dech. Rozmawiają najpierw ci Dwaj, Prorok i Zbawiciel, jeszcze fizycznie nie gotowi do przyjścia na świat. Młodszy nawet jeszcze nieukształtowany cieleśnie, dla samej Matki jeszcze nie wyczuwalny!

Dwie przyszłe matki, wyrażają w natchnieniu wszystko, czego się dowiedziały w sposób niezwykły, wszystko, czego doświadczają, w co są zaangażowane, co je przerasta, wyśpiewując hymny i błogosławieństwa!

Jedyny taki moment całkowitego zrozumienia, wspólnego uniesienia i radości.

Co się dzieje potem? Nic niezwykłego. Miriam zostaje u ciotki, może jej pomaga, aż do chwili porodu. I dalej o Elżbiecie, ani nawet o jej dziecku (oprócz imienia) nie ma ani słowa, aż do jego dorosłości, gdy odziany w skóry prorokuje na pustyni. Życie Proroka między tym dniem, gdy przemówił do Matki z jej wnętrza, a dojrzałym życiem pustelniczym, wydaje się być zwykłym życiem, zwykłego niemowlaka, dziecka, młodzieńca, mężczyzny. Życie jego Matki upływa w milczeniu.

A Miriam? Jeszcze sen Józefa, który chroni ją przed wygnaniem, a potem wielkie wydarzenie Narodzenia, na które tak niecierpliwie teraz czekamy, o którym trzeba mówić osobno. Jeszcze dziwne zdarzenie w Świątyni, może jedno słowo w Kanie – a poza tym zwykłe życie. Do czasu.

Elżbieta być może nie dożyła dnia, w którym Jan poszedł na pustynię. Miriam towarzyszyła Synowi do Jego śmierci, lecz wiele wskazuje na to, że prócz kilku przebłysków,  nie zawsze pamiętała o Jego niezwykłym pochodzeniu i misji. Dopiero na starość opowiada o tym Łukaszowi, jakby chcąc przywołać postać swojej krewnej i oddać jej należną pamięć.

Być może te dwie kobiety już nigdy potem się nie spotkały. Może nie miały nigdy okazji wspólnie wspominać i cieszyć się raz jeszcze tym wydarzeniem, patrząc na swoich dorastających synów.

To był moment wybrany przez Pana. Moment, w którym wicher Ducha tańczył i buzował między kobietami i ich dziećmi. A potem –  życie zwyczajne, ciche, monotonne, wypełniane obowiązkami i zadaniami na każdą godzinę dnia.

*    *   *

Jakże często my, jeśli wydarzy nam się w życiu moment olśnienia, ekscytacji, nagłego otwarcia się Tajemnicy (którym to momentom przecież daleko do tego, co One przeżyły), przy każdej okazji karmimy się wciąż bledniejącym jej blaskiem, wyciskamy do dechy wszystkie, z czasem słabnące, emocje,  przypominamy i przypominamy, wreszcie wspominamy wspomnienie, bo źródło wyblakło.

Może warto przechowywać wszystko w swoim sercu? Może dopiero z czasem, po latach zachowując taki skarb w milczeniu, zobaczymy nie tylko błysk, ale trwałą jasność? Może, gdy zaprzestaniemy ekscytacji i oprzemy się powierzchownej potrzebie ciągłego wydobywania emocji ze wspomnienia, jaśnieć będzie ono coraz jaśniej? Aż zobaczymy Twarzą w Twarz?

Miriam! Dziewczynko mądra i natchniona! Elżbieto! Pani, późno pobłogosławiona! Pomóżcie mi odważnie wchodzić w niezrozumiałą Tajemnicę. Strzeżcie mego języka, trzymajcie na wodzy moje łatwe i szybkie emocje! Aby Tajemnica we mnie, dana mi przez Pana, zjaśniała we właściwym czasie pełnią blasku! Amen.

comments

Leave a Comment