Paradoksy Marszu Niepodległości

Marsz Niepodległości w 2018 r. Fot. Więź

W ostatnich latach Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska nacjonalistyczne, urósł do roli największej i najgłośniejszej inicjatywy związanej ze świętem 11 listopada. Spory o ocenę tego wydarzenia ujawniają się co roku: szowinistyczno-rasistowska impreza domorosłych faszystów, albo szlachetny w swych intencjach objaw patriotyzmu, w którym uczestniczą całe rodziny, a ewentualne ekscesy to margines, może nawet prowokacja. Nie mam zamiaru dorzucać kolejnej opinii w tym dość jałowym sporze, chciałbym jedynie pokazać kilka paradoksów obecnych w dzisiejszej formie obchodów święta niepodległości.

Rachunek sumienia w przeddzień kanonizacji

tu-i-teraz600

Nie ma chyba człowieka w Polsce, który by chciał zaprzeczyć, że Pan Bóg wyróżnił nas darem, jakim było pojawienie się pośród nas osoby Karola Wojtyły. Ostatni raz upewniliśmy się w tym podczas beatyfikacji Papieża z Polski w maju 2011 roku, pewni że dzielimy te uczucia z milionami mieszkańców Ziemi. Ale przecież nie mogą nas usprawiedliwić ani same uczucia, ani miliony oklasków, którymi tylekroć obsypywaliśmy Jana Pawła II, ani stawiane mu pomniki jak Polska długa i szeroka. Ani śpiewanie jego ulubionych pieśni pod oknem papieskim w Krakowie na Franciszkańskiej i wszędzie tam, gdzie go wspominamy. To bowiem przychodziło nam łatwo, a co warte były te uczucia i gesty zaczęły potwierdzać – lub podważać – nasze dzieje, odkąd Jan Paweł II nas zostawił odchodząc do Ojca. I z tego powinniśmy zrobić rachunek sumienia, zanim jeszcze rozpłaczemy się z radości 27 kwietnia – w dniu kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II.

Czytaj dalej

Dawny kształt dialogu. O wymianie myśli Kardynała i Redaktora słów kilka.

Wiele padło w ostatnich dniach słów o wewnątrzkościelnym dialogu, powodem tego była oczywiście sprawa ograniczeń, które nałożył na ks. Adama Bonieckiego jego zakonny przełożony. Sposób, w jaki potraktowane zostały przez zwierzchność poglądy byłego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, zdaje się wyznaczać pewien standard, który nazwać moglibyśmy normą w przestrzeni polskiego Kościoła.

Czytaj dalej