Anatomia poety. Biografia Zbigniewa Herberta autorstwa Andrzeja Franaszka

Herbert nie był Panem Cogito. Bywał zarówno małostkowy i bezwzględny, jak też szlachetny i szczery. W poezji uciekał do Wielkiego Piękna i czystej formy, ale w życiu zmagał się z kompleksami, zazdrością, w końcu z chorobą psychiczną. Andrzej Franaszek, specjalista od biografii, stworzył solidny, prawdziwy portret poety; bez wzruszeń, ale i bez banalnych rozliczeń. Pokazał nam Herberta w całej jego złożoności.

Nie przepadam za biografiami, szczególnie poetów. W zasadzie wolę poznawać artystów poprzez ich twórczość niż narracje wokół samej osoby. Ostatnio jednak trafiłem na dwie fenomenalne prace biograficzne – „Komeda. Osobista historia jazzu” Magdaleny Grzebałkowskiej i „Herbert. Biografia” Andrzeja Franaszka.

Choć zarówno książki, jak i style pracy obu autorów są skrajnie różne (biografistka Komedy jest reportażystką szukającą prawdy o człowieku w drugim człowieku, zaś redaktor „Tygodnika Powszechnego” to archiwista wydobywający opowieści z pożółkłych kart) to lektura wspomnianych publikacji sprawiła, że zarówno pionier jazzu, jak i autor „Barbarzyńcy w ogrodzie” stali się mi bliscy, prawdziwi, ludzcy; zeszli z wysokich pomników do osobistej szkatułki pamięci. Czytaj więcej »

Czekam na biografię Turowicza

tu-i-teraz600

Nie zgadzam się z ks. Adamem Bonieckim, który w tekście „Duchowy testament Turowicza” („Tygodnik Powszechny” nr 1, 5 stycznia 2014, s. 2) stwierdza, że trzy tomowy wybór pism Jerzego Turowicza, przygotowany przez Annę Mateję (Universitas, Kraków 2013), jest ważniejszy i potrzebniejszy niż powstająca biografia Naczelnego. A nawet, że ten wybór to swoista autobiografia. Przygoda życia zawsze jest najprawdziwszym sprawdzianem autentyczności tego, co się mówi albo głosi. A przygoda ulicy Wiślnej 12, czyli miejsca redakcji w jej kolejnych rozdziałach od 1945 roku, jest jednym z bezcennych świadectw nie tylko o Naczelnym, lecz o wszystkich, których gromadził wokół siebie. Wiem, że nie zdołam do tego przekonać ludzi młodszych ode mnie o pół wieku albo i więcej, którzy nawet nie tęsknią za jakimkolwiek sięganiem po wspomnienia o świecie i czasie, tak dla nich mało albo wcale nierozumianym. Ale nie dotyczy to przecież długoletnich współpracowników i przyjaciół, jak redaktor-senior „Tygodnika Powszechnego”… Czytaj więcej »

Turowicz wciąż obecny

Zamknęliśmy rok, w którym celebrowaliśmy stulecie urodzin Jerzego Turowicza, i chociaż wiele jeszcze przed nami, jest się z czego cieszyć. Fundacja Jerzego Turowicza zasługuje na wielką wdzięczność wcale nie z powodów towarzyskich. To, co zrobiono, to utrwalona pamięć (tablice na mieszkaniach Jerzego w Krakowie, rondo w Warszawie, turowiczowski księgozbiór, z którego będą korzystać studenci Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II w Krakowie), ale przede wszystkim książki, w których Jerzy Turowicz dalej dzieli się swoim życiem i swoją twórczością tak, jakby był wśród nas. Osobiście najbardziej czekam na wznowienie jego pism rozproszonych po tytułach prasowych oraz na publikację jego listów do przyjaciół, gdzie był sobą, bo na przyjaźń otwierał się najbardziej. W publicystyce, która nigdy nie była gwałtowna, zwyciężał umiar i mądrość, a przeżycia bardziej dotkliwe czy poruszające zostawiał zwierzeniom czynionym przyjaciołom i bliskim.

Dzisiaj mamy już trzy książki o Jerzym Turowiczu. Pierwsza to Andrzeja Romanowskiego: „Wielkość i upadek »Tygodnika Powszechnego«” (Universitas). Historycznie pełna detali dokumentujących okres zmian w redakcji po śmierci Szefa. Szczególnie cenne są zebrane przez Annę Mateję („Co zdążysz zrobić, to zostanie”, Znak) rozmowy z przyjaciółmi o samym Jerzym, a także o jego domu, książka nagradzana właśnie tytułem Krakowskiej Książki Miesiąca przez Śródmiejski Ośrodek Kultury. Czyta się ją tak, jakby się właśnie siedziało na Lenartowicza 3. „Krąg Turowicza (»Tygodnik«. Czasy. Ludzie. 1945–1999)” Witolda Beresia, Krzysztofa Burnetki i Joanny Podsadeckiej to mozaika całej przygody tamtego czasu zarówno w wymiarze politycznym, jak duchowym (plotka chyba wyeliminowana). Ale i tak brakuje jeszcze biografii przygotowywanej przez Tomasza Fiałkowskiego, gdzie prawdopodobnie odnajdziemy „Tygodnik Powszechny” w jego wymiarach tak dokładnych, w jakich zachował się w pamięci nielicznych już żyjących redaktorów. Z tego wynika, że rok Turowicza potrwa jeszcze kilka miesięcy, co i chwała Bogu.

A ja mam ochotę dorzucić do tej listy książek najnowszą pozycję księdza Mieczysława Malińskiego „Na każdy wieczór” (WAM), choćby dlatego, że to w „Tygodniku Powszechnym” któregoś dnia przed dziesiątkami lat pojawiły się w druku najkrótsze kazania w Polsce, na które sarkali tradycyjni kaznodzieje, ale na które świeccy wierzący latami chodzili z wdzięcznością. W rozdziale „Niebo” pierwsze kazanie to trzy linijki druku, ale zabiera się je ze sobą jak cenny dar. Więc cieszę się tą książką i dlatego, że mogę znowu czytać tego autora, choć już, niestety, nie na łamach „Tygodnika”.

W ogniu wypróbowany

Historia „Tygodnika Powszechnego”, będącego forum dla wolnej myśli, rozpoczyna się z chwilą gdy wiara w słowo jeszcze nie zginęła. Jest tarczą, znieść pozwala wiele: koszmar wojny, ataki władzy ludowej, postępujący relatywizm etyczny. Przepełniony wizją odczynienia zła w duchu absolutnej wierności imponderabiliom był Jerzy Turowicz, wieloletni naczelny redaktor pisma. Niezłomny, od dalekosiężnych wizji i szkoły charakteru. Czytaj więcej »

Życie nienudne

Rozmowa Michała Komara z Krzysztofem Kozłowskim jest ważnym zapisem historii polskiej inteligencji XX wieku. Dzieje rodziny wieloletniego redaktora „Tygodnika Powszechnego” obejmują istotne wydarzenia zarówno z XIX-wiecznej,jak i współczesnej historii Polski. Losy bohatera wspomnień wskazują tylko na konsekwencje obranej przez niego drogi intelektualnej, która nie pozwalała mu na zakwestionowanie sensowności własnego zaangażowania. Czytaj więcej »