W trakcie czterech lat mojej edukacji w liceum (chodziłem jeszcze starym systemem) jedynie w pierwszej klasie zajęcia z języka polskiego nie były dla mnie smutnym obowiązkiem. Wręcz przeciwnie – wtedy po raz pierwszy w życiu doświadczyłem zajęć prowadzonych z pasją. Odnoszę wrażenie, że podobne uczucia towarzyszyły uczniom podczas lekcji czytania, które w tym tygodniu odbyły się we Wrześni i Poznaniu.

Pomysł “Lekcji czytania z…”, który wypłynął z okolic redakcji “Tygodnika Powszechnego” od razu wzbudził moje zainteresowanie. A że niemal natychmiast po ukazaniu się informacji o tym pomyśle na łamach “Tygodnika” (a może nawet tuż przed taką oficjalną informacją, dokładnie nie pamiętam), zostałem poproszony o pomoc w organizacji tych lekcji na terenie Wielkopolski, to idea stała mi się z góry wyjątkowo bliska,, ale i społecznie ważna. Zastanawiałem się tylko, jak koncepcja przemówi do licealistów.

Przypomnę tylko, że koncept lekcji czytania jest pochodną dyskusji, jaka przelała się przez “Tygodnik” w minionym roku, poświęconej sytuacji polskiej polonistyki. I choć paradoksem można by nazwać fakt, że lekcje w szkołach policealnych zrodziły się z dyskusji dotyczącej głównie stanu szkolnictwa wyższego, to jednak wnikliwiej się całej sytuacji przyglądając przyznamy, że jest to jednak naturalna kolej rzeczy. Mało tego – jeśli chce się poprawić umiejętności i wiedzę absolwentów filologii polskiej, podobne, choć rzecz jasna nie identyczne, inicjatywy wdrażać się winno na jeszcze niższych szczeblach polskiej edukacji.

Jak zatem jest z tym przemawianiem do licealistów? Już pierwsze lekcje, które odbyły się w Krakowie, pokazały dość jednoznacznie, że pomysł jest trafiony. Oglądając, niestety tylko w internecie, lekcje prowadzone przez tuzów polskiej humanistyki (bo jak inaczej nazwać Piotra Śliwińskiego, Marka Bieńczyka czy Michała P. Markowskiego?), widząc niecodzienne zaciekawienie ale i odwagę w oczach uczniów, utwierdziłem się w przekonaniu, że “Lekcje czytania z…” mogą być jedną z lepszych recept na bolączki polskiego szkolnictwa.

Skoro utwierdziłem się w tym przekonaniu jeszcze przed lekcjami w Wielkopolsce, tym łatwiej było mi wziąć udział w lekcjach we Wrześni i Poznaniu. Nie miałem żadnych obaw co do powodzenia przedsięwzięcia w obu liceach, tak ze względu na prowadzącego, którym był w obu przypadkach prof. Piotr Śliwiński, jak i uczniów. Ci ostatni wykazali się dodatkowo niesamowitym zaangażowaniem – we Wrześni dla przykładu przygotowali wystawę poświęconą autorowi omawianego wiersza – Marcinowi Świetlickiemu. Nie bez kozery więc pierwszym pytaniem Profesora było: “z czym kojarzy ci się Marcin Świetlicki?’. I nie wiedzieć czemu tu najczęściej pojawiającą się odpowiedzią była: “Świetliki!”…

I stałem się naocznym świadkiem tego, jak Profesor Śliwiński do młodych przemówił. Przemówił niesamowicie, pokazywały to świetnie ich reakcje w czasie spotkania, ale i wypowiedzi po nim. Dość powiedzieć, że ledwie kilka dni po czytaniu organizatorka spotkania we Wrześni zadzwoniła do mnie i radosnym głosem poinformowała, że chcą we Wrześni kolejnej lekcji. Identyczne, tuż po spotkaniu, zareagowała poznańska koordynatorka “Lekcji…”. Mało tego, obecne na spotkaniu nauczycielki z innych szkół już zapowiadały, że chcą podobne zajęcia zorganizować u siebie.

O reakcji uczniów, bo ta rzecz jasna jest tu najważniejsza, mógłbym pisać sporo. Zamiast tego zaproszę do wysłuchania wypowiedzi jednej z uczennic wrzesińskiego ogólniaka, która dostępna jest tutaj. I zaznaczę tylko, że nie dostrzegłem różnicy pomiędzy poziomem zajęć prowadzonych w liceum w mniejszym mieście, a większym. Staram się w ten niezgrabny sposób nawiązać opinii jednej z blisko związanych z “Tygodnikiem” osób, która sugerowała, że taka różnica pomiędzy szkołami może zaistnieć. Jako że osobiście bardzo mnie to ubodło teraz Szanownego Rozmówcę tryumfalnie ripostuję, zachęcając do obejrzenia relacji video choćby z Wrześni, która niebawem w sieci dostępna będzie.

Mówię więc, podsumowując ów przydługawy wywód, “Lekcjom czytania z …” stanowcze i zdecydowane tak. Mam też nadzieję, że beneficjentem tej idei będzie pismo, z którego ta inicjatywa wyszła. “Tygodnik Powszechny” po raz kolejny pokazał bowiem, jak duże znaczenie ma dyskusja na łamach pisma o tematach ważnych oraz że może on, jako pismo, poprzez taką debatę zainicjować dzieło, które jest ważne, wartościowe, a nawet modne. I tej mody na czytanie, wszystkim życzę! Pozostawiając jedynie na koniec jedną wątpliwość: czy w miejscu dwukropka w owym tytule wstawiać się winno nazwisko autora wiersza, czy może prowadzącego?

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.