Posted on: 1 maja 2016 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

jola_elkanJ 14, 23-29

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.
Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie.
A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie.

Na początku rozdziału 14 (14,1)i pod koniec (14, 27), który jest fragmentem wielkie pożegnalnej mowy Jezusa w Wieczerniku, Pan mówi do uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze.” W ostatnim fragmencie dodaje: Niech się nie lęka”(a nawet- „niech się nie kuli ze strachu.”)

Czy uczniowie się boją?

Zapewne ogarnia ich święta groza, gdy słyszą tak niezwykłe i niezrozumiałe słowa:; O jedności Ojca z Synem; o miłowaniu obecnym i przyszłym przez Boga; o tym, ze Ojciec i Syn zamieszkają w nich. A wreszcie o odejściu Pana do Ojca (z którego to odejścia powinni się cieszyć) i o Jego do nich powrocie… jak to wszystko można pojąć?  Woleliby, żeby nie odchodził, poza tym- jak odejdzie? Przypominają się odległe słowa o tym, ze Syn Człowieczy zostanie wydany i będzie cierpiał i umrze…ale czy rzeczywiście o tym mówi?

Niech się nie trwoży wasze serce – mówi  Pan- bo daję wam Mój Pokój.

Zapewne słuchają z trwożnym zdumieniem i oczekują z lękiem wyjaśnień. Nie są jednak w stanie pojąć żadnego wyjaśnienia, mimo, ze Jezus wielokrotnie je powtarza. Będą wchodzić powoli w rozumienie tych słów w miarę wydarzeń. Gdy Słowo nie będzie już mówić słowami- będzie się dziać. Pan przygotowuje ich nie tylko na jutrzejszy Sąd i Swoją kaźń. Już teraz przygotowuje ich do przyszłego świadectwa.  Do którego będą zdolni dopiero, gdy zamieszka w nich  Duch, który pocieszy, przypomni, pouczy – da Swoją Moc. Będą świadczyć, zarówno życiem, jak śmiercią, w pokoju serca, w Jego Pokoju

Lęk i brak pokoju często jest wynikiem niewiedzy, niezrozumienia.  I trudno z nim walczyć, trudno się z niego uwolnić, czy kogoś z niego uwolnić, jeśli polega się tylko na argumentach i słowach. Potrzeba, aby zadziałał Duch. Potrzeba doświadczyć Jego Mocy.

Cała plejada męczenników chrześcijańskich na przestrzeni dwóch tysiącleci, od uczniów Jezusa począwszy a na współczesnych męczennikach z Syrii i siostrach zamordowanych z zimna krwią w  Jemenie skończywszy świadczy życiem i swą nieulękłą śmiercią o mocy Ducha i obecności Ojca i Syna w ich sercach. Siostry z Jemenu były doskonale świadome, że mogą zostać zabite, mogły tego uniknąć, ale zdecydowały się nie opuszczać swoich podopiecznych.  Syryjczycy nie chcieli i nie chcą umierać, chcą żyć spokojnie ze swoimi rodzinami, dlatego uciekają i szukają schronienia;  ale ci, na których przyszła chwila, nie kulili się ze strachu.

A gdyby na nas przyszła taka chwila? Co będzie z moim i  twoim sercem? Nikt z nas nie chce umierać, szczególnie taką śmiercią. Na szczęście, na razie nas to nie dotyczy. Na razie.

Na razie serca nasze drżą ze strachu na myśl o udzieleniu pomocy syryjskim ofiarom wojny, ofiarom głodu, nędzy i konfliktów z całego świata. Na myśl o domniemanym niebezpieczeństwie i ewentualnym zagrożeniu, jakie ta pomoc za sobą pociągnie. A może drżą ze strachu przed wizją  niewygód i pewnych ograniczeń we własnej codzienność? Kto wie, czy ten lęk nie jest najsilniejszy, bo ma posmak realności,  choć najmniej jest  eksponowany…

A co z miłowaniem? Co z zachowywaniem przykazań, w tym najważniejszego? „Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.”  Jak więc jest możliwe, aby kochający Chrystusa, Jego uczeń, sprzeciwiał się najważniejszemu przykazaniu, przykazaniu miłości? Miłości bliźniego?  Kto jest moim bliźnim- pytał Pana faryzeusz. Odpowiedź jest jasna: ten, który jest najbardziej pokrzywdzony, pobity, poraniony i najbardziej bezsilny. Zdany na mnie całkowicie. Więc, w obliczu tego lęku, nie przed gwałtowną śmiercią, zbombardowaniem domu, utratą najbliższych, kalectwem naszych dzieci, lecz wobec lęku przed potrzebującymi naszej pomocy poranionymi, pokrzywdzonymi, pobitymi, zrozpaczonymi i bezsilnymi, lęku przeradzającego się w agresję, bo to obcy, rodzi się pytanie:   gdzie podziało się nasze, ponoć pielęgnowane przez 1050 lat chrześcijaństwo? W jaki sposób zachowujemy Chrystusowa naukę?

Znamy i pilne odmawiamy pacierze; jesteśmy na coniedzielnej mszy; znamy Wyznanie Wiary. Spowiadamy się. Przyjmujemy Ciało Pańskie . Uczestniczymy w nabożeństwach.  Odbywamy okresowe rekolekcje w Adwencie i w Wielkim Poście. Nie jemy mięsa w piątek. Odpowiednio świętujemy  Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego. Cały rok liturgiczny mamy we krwi. Od wichrów jesiennych i pierwszych śniegów, poprzez wiosenne roztopy i pierwsze liście, majowe słońce i litanie przy kapliczkach, a wreszcie w upał wędrówkę do czterech Ołtarzy w Boże Ciało… i znów do jesieni w święto Chrystusa  Króla.  Ten rytm ostatnio łamie się trochę; przez smarkaczy, gejów i feministki, ukrytych komunistów i jawnych ateuszy nie jest już taki miarowy i oczywisty, ale tym bardziej trzeba walczyć o jego utrzymanie i wzmocnienie. Trzeba wreszcie zabrać się za tych, którzy grzeszą, na mszę nie chodzą, na kocią łapę żyją. Świąt nie przestrzegają, kiełbachę wcinają w piątek, z wszetecznikami się zadają, albo i sami nimi są, współżyjąc na sposób obrzydliwy Panu. A szczeniaków, którzy dokonali świętokradztwa- do więzienia! Dzięki Bogu, my tacy nie jesteśmy. Zachowujemy Słowo i strzeżemy wiary. Więc jesteśmy w porządku i żadnych obcych, co by mogli nam kraj zislamizować nie wpuścimy.

Z trwogi i lęku zasklepiły się, zaschły nasze pobożne serca, bazaltowe są i zatrzaśnięte na głucho. Jakże do nich może wejść Pan, skoro nie wpuszczamy tam żadnego bliźniego? I jak mamy pokochać bliźniego, jeśli serca nasze zamknięte są przed Panem? Jakże może zapanować w nich Boży Pokój?

O, my biedni! W poczuciu wyższości i dobrze spełnianej powinności religijnej zagłuszamy swój głęboki lęk, oddalamy się i oddalamy… Krzywdzimy nie tylko tych ludzi, którzy czekają na naszą rękę, mogącą ich wyciągnąć z topieli. Krzywdzimy nie tylko Boga, który poprzez tych ludzi ku nam rękę wyciąga. Krzywdzimy najpierw siebie. To my w końcu utoniemy, jeśli nie ockniemy się w porę i nie przestaniemy się bać; jeśli nie zrobimy w sercach choćby szczeliny…

Zmiłuj się nad nami, Panie!

 *                   *                      *

A siostry Misjonarki Miłości chcą wrócić do Jemenu, by nadal opiekować się osobami chorymi, kalekimi, niepełnosprawnymi… Ich serca nie znają trwogi, bo przepełnione są miłością…

comments

Leave a Comment