Posted on: 2 marca 2015 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Jedno z najważniejszych wyznań autorki „Maliny”: „Najchętniej czytam na podłodze, także na łóżku, prawie wszystko na leżąco, nie, nie tyle chodzi przy tym o książki, liczy się przede wszystkim czytanie, czarne na białym, litery, sylaby, wiersze, te nieludzkie utrwalenia, znaki, te ustalenia, to zastygłe w wyraz szaleństwo, które wydobywa się z ludzi. Liczy się również przewracanie kartek, gonitwa od jednej strony do drugiej, ucieczka, liczy się nikczemność przerzutni, ubezpieczenie życia w jednym jedynym zdaniu, ubezpieczenie wtórne zdań w życiu. Czytanie jest nałogiem, intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią…wiele książek nie znajduje do mnie przystępu, jedne łykam tylko przed południem, inne tylko w nocy, są książki, od których się nie odrywam, chodzę z nimi po mieszkaniu, przenoszę z pokoju do kuchni, czytam na stojąco w korytarzu, nie używam zakładek, przy czytaniu nie poruszam ustami…”

„Symultanka”. Jeszcze jeden tekst o pejzażu włoskim. Ingeborg Bachmann szkicuje drogę, która wiedzie z Rzymu wybrzeżem Morza Tyrreńskiego przez Nettuno, Salerno, Palinuro do Maratei.

Niech nie zmyli jednak nautyczne obrazowanie. Autorkę w najmniejszym stopniu interesuje szkicowanie relacji z podróży po świętych miejscach świata starożytnego. Bohaterowie opowieści (tłumaczka i jej znajomy, oboje pochodzący z Wiednia) oglądają świątynie z oddali, czy to mijając je w samochodowym pędzie, czy obserwując z hotelowego tarasu. Bazyliki pozostają zawieszone w niedookreśloności, nie zaczepione o konkretny  światopogląd, nie ufundowane na dostatecznej opoce. Perspektywa otwiera się i uszczupla zarazem w chwili, gdy bohaterowie postanawiają przezwyciężyć schemat podróży –  i bez pośpiechu doświadczać życia nadmorskiej prowincji.

Ale przeszłość pozostawiona za plecami powraca. Kłębiącym się dramatycznym myślom  (o przemijaniu, trwodze i kryzysie cywilizacji) odpowiada gra żywiołów: morze burzy się, wyrzuca na skaliste brzegi, droga skalna prowadzi nad urwiska. Mimo onomastycznych sygnalizacji – to krajobraz Północy. Zimne morze, nieprzyjazna ziemia oddalone od idylli cienistych gajów literatury Południa.

Bachmann każdy detal, najmniejszy węzeł fabuły wiąże mistrzowsko. Np. wieńcząca utwór figura Chrystusa z Marytei nabiera szczególnej mocy! „Symultanka” to utwór o narracji stylizowanej na mowę prowadzoną w różnych rejestrach i odmianach języka: usytuowanej na pograniczu mówienia i pisania, czytania i słuchania, rejestrującej style komunikacyjne kobiet i mężczyzn, a także oddającej problem wielojęzyczności. Motywy błądzenia i odnajdywania drogi, zdawałoby się literacko wyczerpane, narzucające dwudziestowiecznemu pisarzowi wizję odysei, autorka „Maliny” rozszerza o właściwe sobie światoodczuwanie. Kieruje się w stronę refleksji dotyczącej  semantyki i lingwistyki tekstu. To przecież język okaże się dla bohaterki, zawodowo trudniącej się tłumaczeniem, wektorem dalszej życiowej wędrówki – od tej pory słownik  (porządkująca wszystko „Biblia”) stanie się źródłem poruszeń duszy, a nie wypisem łatwych rymów:

„Il miracolo, come sempre,  è il risultato della fede  e d’una fede audace. Odłożyła książkę i spróbowała wypowiedzieć to zdanie, zmieniając je:

Cud

Cud jest jak zawsze

Nie, cud jest rezultatem wiary i

Nie, rezultatem wiary i śmiałej, nie, więcej niż śmiałej,

więcej niż to…

Nie potrafiłaby przełożyć tego zdania na żaden inny język, chociaż sądziła, że wie, co każde słowo oznacza oraz jak je zastosować, ale nie wiedziała, z czego to zdanie naprawdę jest zrobione.”

comments

Leave a Comment