Posted on: 5 maja 2018 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 6 maja 2018

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

J 15, 9-17

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.

Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali».

 

ks. Andrzej Perzyński. Fot. Adam Walanus

Chrześcijanie (a zwłaszcza kaznodzieje) bardzo lubią mówić o miłości; o chrześcijańskiej miłości, oczywiście. I całkiem niezależnie od tego, czy robione to jest w guście zachowawczym czy modernizacyjnym – jedno jest wspólne, a mianowicie ogromna wprawa. Przygnębiająca wprawa zawodowców, którzy słowo „miłość” traktują jak wytrych do wszystkich drzwi, odmieniane przez wszystkie przypadki przy wszystkich możliwych okazjach. A ile przy tym wzruszeń i uniesień, ile głaskań i poetycznych inwokacji. W końcu dusznawo się robi i mdławo; i słuchać trudno. Prawie nie słychać już i nie widać prostych i dość surowych spraw ewangelicznych.

Mówiąc o miłości Jezus w Wieczerniku mówił o zachowaniu jego przykazań, jak i on sam zachował aż do końca przykazania Ojca. Nazywając apostołów przyjaciółmi, mówił równocześnie o świadomym posłuszeństwie nakazom, czynią owo posłuszeństwo rękojmią i równoznacznikiem przyjaźni. Jest w tym coś z niespodzianki: mówi o przykazaniach i zaraz dodaje: „to wam powiedziałem, aby radość moja była w was”. Nie przywykliśmy; bywa to bowiem dość trudna radość. Świat już taki jest, że w wielu wypadkach trudno jest czynić słuszność i dobro z radością. Często czyni się je ze znużeniem, a niekiedy wbrew sobie. Stąd też przywykliśmy pełnić przykazania z pewną solennością i nie wolną od namaszczenia powagą. On jednak chce, aby czynione to było z radością; nie zaś z ową obrzędową chrześcijańską solennością. To jest w swej istocie tak proste, że aż zgrzebne: ten obowiązek, wierność, posłuszeństwo, radość. A może właśnie dlatego najtrudniejsze. O wiele łatwiejsze bywają bowiem kaznodziejskie zawijasy skręcone czasem w paragraf, a czasem w ozdobne znaki zapytania.

Trzeba, aby nad tym światem i nad nami było jakieś niegasnące, proste światło. I chociaż wiadomo, że sytuacje ludzkie pozostaną trudne i splątane, chociaż uczynki nasze będą podobne – dobrze, że jest nad światem i nad ludźmi przykazanie najprostsze. Bo to jest tak, jakby człowiek potykający się o siebie samego i świat – miał jednak nad sobą światło.

 

comments

Leave a Comment