Posted on: 29 czerwca 2015 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Między środą a niedzielą – czyli między dniem, kiedy pojawia się w sprzedaży nowy numer „Tygodnika Powszechnego”, a datą jaką nosi – dzieje się tak wiele, że nie sprawdza się żadna okładka i żaden materiał. Ani papież Franciszek, ani ojciec Stanisław Jaromi, franciszkanin i przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (teksty opublikowano w „TP” nr 26 z 28 czerwca 2015), nie otrzymali czasu, który im ze wszech miar przysługiwał. Wolno ufać, że jeszcze wrócimy do tych tematów – w nich zawiera się przecież przyszłość naszego świata. W tej chwili jednak to nie awantury, jakie wybuchły po paru konwencjach partyjnych i pierwszych podróżach przedwyborczych, ale tragedie, które rozegrały się w Tunezji, Kuwejcie i na południu Francji, są wielkim znakiem zapytania. Nieprędko znajdziemy na niego odpowiedź. I pewnie dlatego miotamy się wśród pytań rozpaczliwie nieważnych. Dlaczego godzinami w relacjach medialnych najważniejsze było uspokajanie, że wśród ofiar nie ma Polaków, skoro wszystkie ofiary były tak potwornie niewytłumaczalne? Dlaczego polskich turystów zapytywano, czy jednak na pewno chcą wyjechać? I pokazywano tych, którzy gotowi są wejść na plażę ze śladami krwi na piasku, żeby dalej realizować marzenia o beztroskim trwaniu z zamkniętymi oczami. W świecie, który ostatecznie przestaje być światem prawdziwym.

comments

Leave a Comment