Św. Mikołaj – historia legendy

W okresie przedświątecznym dostrzegamy jak św. Mikołaj jest zawłaszczony przez współczesny konsumpcjonizm. Staje się rekwizytem marketingowym, mając cudownie sprawić, aby lepiej sprzedawały się świąteczne smakołyki. Z drugiej strony wyłania się postulat ludzi wierzących, aby przywrócić św. Mikołaja Kościołowi, właściwej mu przestrzeni, przecież św. Mikołaj był biskupem, a nie gwiazdorem.

Jeżeli jednak mamy się trzymać prawdy historycznej, a na niej ma się opierać w Kościele kult świętych, postać św. Mikołaj powinna być usunięta, z jego przestrzeni i pamięci, natomiast niech sobie hula do woli w merkantylnym świecie. Problem ze św. Mikołajem polega na tym, że wiele się o nim mówi i pisze jak na postać, o której niewiele, albo nic pewnego nie wiemy.

Św. Mikołaj w przekazach hagiograficznych

Zacznijmy od tego, co rzekomo wiemy o św. Mikołaju. Powszechnie podaje się, że św. Mikołaj żył na przełomie III i IV w. o. Girardo Cioffari OP, popularyzator postaci świętego, autor popularnej we Włoszech książki „San Nicola di Bari” (Św. Mikołaj z Bari), wskazuje 255 r. jako datę urodzenia i 334 r. jako datę jego śmierci.

Przekazy hagiograficzne, których pochodzenie jest pewne w przeciwieństwie do ich merytorycznej zawartości, przekazują wiele szczegółów na temat św. Mikołaja. Najstarsza pisemna wzmianka o św. Mikołaju, zawierająca opis wybawienia od wyroku śmierci trójki oficerów Stratelatis („Oficerowie”), pochodzi z niezachowanego żywotu z pierwszej połowy VI w. Została spisana przez Eutymiusza, kapłana kościoła Hagia Sofia, w 583 r., a więc 250 lat po domniemanej dacie śmierci świętego.

Kolejne źródło to żywot św. Mikołaja z początków IX w. napisany przez Archimandrytę z klasztoru Studios w Konstantynopolu, jest to dzieło oparte na tradycji ustnej z okolic Myry. Z tekstu wynika, że biskup był uważany za męczennika. Na początku X w. powstał żywot kompilowany (Vita compilata), w którym anonimowy autor połączył w jedno wątki zawarte w poprzednich żywotach z anonimowym żywotem Mikołaja z Syjonu biskupa Pinary zm. w 564 r.

Na wschodzie najbardziej rozpowszechnił się żywot z końca X w. autorstwa Symeona Metafrastesa, zaś na zachodzie dzieło Jana Diakona z ok. 880 r. zawierające tłumaczenie na łacinę wspomnianych tekstów greckich. Ten materiał został wreszcie wykorzystamy przez włoskiego hagiografa dominikanina Jakuba de Voragine (1228-1298) autora Złotej legendy (Legenda aurea), który spopularyzował i uwiarygodnił na kolejne pokolenia postać św. Mikołaja.

W każdym wypadku mamy do czynienia raczej z biografią legendy niż historycznej postaci jak  streścił to mediewista Charles Jones w podtytule swojej książki dedykowanej Św. Mikołajowi (Saint Nicholas of Myra, Bari, and Manhattan. Biography of legend).

Św. Mikołaj w świecie legend

Z legend możemy wyczytać, że św. Mikołaj przyśnił się cesarzowi i w ten sposób doprowadził do uniewinnienia trzech niewinne skazanych oficerów; wskrzesił trzech zamordowanych ludzi; modlitwą wyratował tonących rybaków i żeglarzy, stąd stał się patronem ludzi morza, a na dowód jego świętości po jego śmierci spod sarkofagu wypływała pachnąca ciecz.

Legendy oczywiście posiadają swój walor dydaktyczny pod warunkiem, że są pisane starannie, tak aby było w nich jakieś otwarcie na historię i aby były zakotwiczone w chrześcijańskiej moralności i wizji świata. Jest np. legenda mówiąca, że św. Mikołaj brał udział w Soborze nicejskim. Sobór ten był zwołany w kontekście kryzysu ariańskiego. Legenda mówi, że św. Mikołaj uderzył tam Ariusza dając wyraz swojej niechęci wobec jego heretyckich poglądów. W jakim świetle ta wzmianka ukazuje św. Mikołaja? I co to jest za wiara, której trzeba bronić przemocą? Na szczęście jest to tylko legenda, która przede wszystkim, źle świadczy o jej autorze, który ani nie przysłużył się swojemu bohaterowi, ani nie wykazał się znajomością etyki chrześcijańskiej.

Biskup Myry w przekazach historycznych

Encyklopedia Katolicka pod hasłem „Mikołaj” zamieszcza następującą informację: „Mikołaj, św., bp, żył w IV w. w Myrze, jeden z czternastu wspomożycieli, patron Rosji, Grecji, Sycylii, Lotaryngii, kupców marynarzy, panien na wydaniu, dzieci oraz wielu innych grup zawodowych i społecznych, a także dialogu ekumenicznego (jako łączący wschodnie i zachodnie tradycje). Brak jest informacji historycznych o jego życiu, poza stwierdzeniem, że był biskupem Myry”.

Dla autora hasła jedyną historycznie pewną informacją jest to, że św. Mikołaj żył w IV w i był biskupem Myry. Źródłem historycznym potwierdzającym ten fakt ma być wzmianka zawarta w Historii Teodora Lektora. Encyklopedia nie precyzuje, czy chodzi o tzw. „Historia Tripartita”, która była skróconą kompilacją trzech tzw. kanonicznych dziejów Kościoła: Sokratesa Scholastyka (380 – 450), Sozomena (400-450) i Teodoreta z Cyru (386-466), czy o autorskie dzieło Teodora zatytułowane „Historia Kościoła”. Problem polega na tym, że z oryginału „Tripartity” zachowało się bardzo niewiele, a większość informacji na jej temat czerpiemy z późniejszych świadectw innych autorów. Jednakże z zachowanych fragmentów „Tripartity” i w samej „Historia Kościoła” Tedora Lektora (niedawno wydanej w tłumaczeniu na język polski: Teodor, Historia Kościoła, tłum. A. Szopa, R. Kosiński, K. Twardowska, Kraków 2019) nie ma żadnej wzmianki o biskupie Mikołaju. Pojawia się natomiast w spisie biskupów uczestniczących na soborze nicejskim, sporządzonym przez tegoż Teodora Lektora ok 515 r. Byłaby to dobra wiadomość, gdyby nie fakt, że spis ten powstał w VI w. i nie jest to wcale jedyny kłopot z tym dokumentem.

Mikołaj uczestnik soboru nicejskiego?

W swojej krytycznej historii św. Mikołaja (S. Nicola nella critica storica), wspomniany o. Gerardo OP, wskazuje, że żaden z pisarzy i hagiografów nie wspomina Mikołaja biskupa Myry aż do 583 r. tylko Teodor Lektor w ok. 515 wymienia go na liście uczestników soboru w Nicei (325 r.). Chodzi o manuskrypt (zob. foto) przechowywany w Bibliotece św. Marka w Wenecji (344, f. 37V). Również późniejsze indeksy greckie wymieniają wśród uczestników soboru Mikołaja.

W najbardziej kompletnym dziele poświęconym zachowanym spisom uczestników soboru „Patrum Nicaenorum Nomina Latine Graece Coptice Syriace Arabice Armeniace”, Heinrich Gelzer wymienia dwa spisy greckie, na których jest obecny bp. Mikołaj. Twierdzi jednak, że imię to zostało dodane parę wieków później. Żaden z spisów nie zachował się w oryginale, są to późniejsze odpisy, których wiarygodność wymaga dodatkowych badań. Spisów uczestników jest wiele, wywodzą się z różnych tradycji, greckiej, łacińskiej, koptyjskiej itd. jednakże na najstarszych indeksach łacińskich, na których wspomina się ok. 200 – 250 imion, nie widnieje Mikołaj biskup Myry, natomiast na spisach późniejszych wywodzących się z tradycji greckiej, zawierających ok. 300 uczestników, to imię widnieje, tak jak na najstarszym spisie greckim Teodora Lektora, na którym pośród 318 imion na 151 miejscu jest wymieniony Mikołaj.

Adon czy Mikołaj

Liczba 318 uczestników soboru nicejskiego pojawia się po raz pierwszy u Hilarego z Poitiers i jest nawiązaniem do liczebności oddziału, na czele którego stanął Abraham, aby zadać cios nieprzyjaznym królom (zob. Rdz 14,14). Mielibyśmy zatem do czynienia z alegoryzacją historii, a nie jej uwiarygodnieniem. Ze współczesnych badań wynika, że uczestników było ok. 250 taką liczbę podaje również uczestnik soboru Euzebiusz z Cezarei w dziele Życie Konstantyna. Późniejsi historycy jak Sokrates Scholastyk (380 – 450) podają jako liczbę ok. 300 uczestników. Jeżeli przyjąć za wiarygodną informację o 250 uczestnikach, to spisy podające ok. 300 imion np. 318 brakującą różnicę imion muszą po prostu wyczarować. Według obrońców historyczności św. Mikołaja za wiarygodnością spisu Teodora Lektora przemawia fakt, że umieszcza on imiona uczestników, poświadczonych przez historyków Kościoła Rufina, Sozomena i Sokratesa. Chodzi o biskupów Pafnucego i Spirydona pominiętych na listach uważanych za wiarygodne.

Faktycznie na jednym z indeksów łacińskich (bez Mikołaja), imiona biskupów są pominięte. Jednakże na drugim, nie tylko, że jest wymieniony Pafnucy, ale również biskup Licji Adon. Przez Licję natomiast należy rozumieć, że chodzi o biskupa stolicy Licji – Myry. A więc był nim Adon czy Mikołaj? Obrońcy Mikołaja tłumaczą, że Adon w miejsce Mikołaja pojawił się w wyniku błędu kopisty. Potwierdzeniem byłby fakt, że jest to jedyne źródło wymieniające Adona. Tak więc ani Adon, ani Mikołaj.

Biskup Myry

W IV w. Myra była ważnym ośrodkiem, stolicą prowincji, o jej świetności świadczą do dziś wzbudzające podziw ruiny miasta, szczególnie grobowce, a także imponujący, największy w całej Licji amfiteatr na 8 tys. miejsc. Jeżeli św. Mikołaj byłby rzeczywiście biskupem Myry, to z racji pełnionej funkcji powinien uczestniczyć w synodach kościelnych, w tym na soborze w Nicei letniej rezydencji cesarza położonej ok. 150 km od Konstantynopola i ok. 600 km od Myry. Zgromadzenie to odbywało się na zaproszenie cesarza, uczestnicy mieli do dyspozycji pocztę cesarską jako środek transportu, wreszcie powód zwołania dotyczył kluczowej kwestii sformułowania wyznania wiary (taki wskazuje ks. Henryk Pietras w swoim dziele Sobór Nicejski (325). Do IV w. Kościół faktycznie nie posiadał wspólnego tekstu Credo. Było wiele powodów i sprzyjających okoliczności, aby biskup Myry uczestniczył na soborze.

Problem w tym, że historycy nie odnaleźli żadnego zapisu z III czy IV wieku, który potwierdzałby istnienie bp. Mikołaja z Myry. Najwcześniejszą byłaby owa wzmianka Teodora Lektora z ok. 515 r.

Skoro jakimś cudem nie był na soborze nicejskim, choć miał stosunkowo blisko, to może na synodzie Ancyrze w 314 r, w Neocezarei (314-319 r.), może w Aleksandrii w (323 r. i 324-325 r.) w Cezarei Palestyńskiej (324), lub w Antiochii (wiosną 325), nie wspominam Rzymu (313 r.), Arles, czy Kartaginy ze względu na odległość. Biskupi wówczas podróżowali, spotykali się, obradowali.  Nigdzie nie jest wspomniany żaden Mikołaj z Myry. Nie wspomina go św. Atanazy w swoim obfitej spuściźnie literackiej (De decretis Niceaenae synodi; De synodis,), ani Euzebiusz z Cezarei, historyk, (264-340) również uczestnik soboru. Są za to wymienieni jego współcześni koledzy z pobliskich diecezji jak Eudemos z Patara, a więc biskup z rzekomo rodzinnego miasta św. Mikołaja.

Skoro Myra była ważnym ośrodkiem, stolicą prowincji, a Kościół w Myrze sięgał czasów św. Pawła (zob. Dz 27,5) to z pewnością na przełomie III i IV był tam biskup. Ale jak miał na imię? Czy był przykładnym biskupem i chrześcijaninem? Jaką naukę głosił? Czym się wsławił? Tego nie wiemy. Co zatem zrobić z liturgicznym wspomnieniem św. Mikołaja?

Aktualne przepisy regulujące sprawy kalendarza liturgicznego (Ogólne normy roku liturgicznego i kalendarza z 21 marca 1969 r.; Instrukcja Calendaria particularia, Kongregacja Kultu Bożego, z 24 czerwca 1970 r.; Notyfikacja dotycząca niektórych aspektów własnych kalendarza i tekstów liturgicznych z 20 września 1997 r.  oraz Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego) wskazują na trzy, postulaty, jakie powinny być uwzględnione, aby obchodzić wspomnienie świętego.

Mityczny święty

Pierwszy dotyczy badań nad historycznością świętych. Badania te, rozpoczęto już przed Soborem Watykańskim II, skupiły się w pierwszej kolejności na osobach męczenników rzymskich. W ich wyniku zaczęto podawać w wątpliwość istnienie niektórych z nich, lub kwestionowano charakter ich świętości. Tego typu wątpliwości, jak zauważa hiszpański znawca liturgii Matias Augé, uderzają w powagę i ważność celebracji związanych z kultem świętych.

Instrukcja Calendaria particularia (18 i 19), wskazuje, że w kalendarzu nie należy umieszczać imion świętych, o których historia mówi mało, lub nic nie wspomina. Dlaczego jest to takie ważne? Istotą liturgii Kościoła jest oddanie Bogu chwały za zbawcze działa jakich dokonał w historii ludu Bożego. Rozminięcie się z historią grozi popadnięciem w mitologię. Chrześcijaństwo jest historią, albo go nie ma w ogóle. Wiedza historyczna o życiu i działalności świętych nie tyle jest wymogiem historycznym, ale przede wszystkim teologicznym. Nie można mówić o historii zbawienia bez historii i nie możemy mówić o przykładzie życia bez przykładów historycznie udokumentowanych, nie możemy mówić o świętym bez świętego, nie można wreszcie celebrować legend i mitów.

Powszechne znaczenie legendy

Drugi postulat płynący z dokumentów posoborowych mówi, że do kalendarza liturgicznego powinno się wpisywać świętych jedynie o powszechnym znaczeniu, a więc tych, których życie wywarło wpływ na cały Kościół.

Zwiedzając starożytną Myrę możemy natknąć się na kościół pod wezwaniem św. Mikołaja (z XIX w.), pod którym odkryto mury bazyliki z VI w. z kryptą grobową, a w niej uszkodzony sarkofag, w którym spoczywały szczątki zmarłego. Do VII w kult św. Mikołaja miał charakter lokalny i koncentrował się wokół sarkofagu ze szczątkami biskupa. Ale już w VII w. wpisano świętego do Martyrologium Romanum, które stało się później podstawą uniwersalnego kalendarza liturgicznego obowiązującego w całym Kościele zachodnim. Pod koniec X w. kult świętego rozszerzył się w Niemczech a potem, za sprawą żeglarzy, którzy św. Mikołaja mieli za patrona, na inne kraje i stał się faktycznie powszechny. Obecnie w Kościele katolickim są dwa wspomnienia związane z postacią św. Mikołaja: 6 XII obchodzimy wspomnienie obchodzone w całym Kościele, natomiast w Bari dodatkowo 9 maja jest obchodzone wspomnienie translatio, czyli przeniesienia relikwii św. Mikołaja z Myry do Bari.

Gdy w XI w. wobec zbliżających się wojsk tureckich, sprowadzono relikwie świętego z Myry, tak eufemicznie grabież relikwii, jakiej się dopuścili kupcy włoscy w 1087 roku opisuje Nikefor z Bari w Translatio Sancti Nicolai Confessoris („Translacji świętego Mikołaja wyznawcy”) św. Mikołaj cieszył się powszechną czcią.

Czasy wówczas były niepewne. Bari było pogrążone w kryzysie, widmo ekspansji tureckiej przerażało mieszkańców miasta i całą chrześcijańską Europę. Potrzeba było jakiegoś znaku, który  tchnęłoby w ludzi nadzieję. W tamtym historycznym kontekście, sprowadzenie relikwii znanego w całej Europie wielkiego świętego i wspomożyciela budziło w mieszkańcach wielką nadzieję, miasto zyskiwało nie tylko potężnego patrona, ale również prestiż, a w ludziach rosła otucha. Z pewnością dla Bari, św. Mikołaj był i nadal pozostanie ważną postacią, choć dzisiaj jego wpływ na stan ducha i zamożność mieszkańców, oprócz turystyki pielgrzymkowej jest raczej niewielki.

Jedynym uzasadnieniem powszechnego znaczenia św. Mikołaja jest wyemancypowanie się świętego z przestrzeni kościelnej i firmowanie biskupem wszechobecnego szaleństwa zakupów. Ale nie o taką powszechność w liturgii chodzi.

Wspomnienie bardzo dowolne

Trzecim ważnym postulatem jest stopniowanie świąt. W Mszale Trydenckim Piusa V i w pierwszym Mszale łacińsko-polskim z 1968 r. dzień św. Mikołaja był wspomnieniem 3 klasy czyli wspomnieniem obowiązkowym. W Mszale Rzymskim dla diecezji polskich z 1986, dzień św. Mikołaja jest już wspomnieniem dowolnym. Został on słusznie zdegradowany. Mając jednak na uwadze postulaty dokumentów dotyczących liturgii, należałoby św. Mikołaja, zamiast dowolnie wspominać, raczej pomijać, co zgodnie z obowiązującymi przepisami jest możliwe, a zgodnie ze stanem wiedzy historycznej byłoby wskazane. W tym roku z racji, że wspomnienie przypada na pierwszą niedzielę adwentu, o św. Mikołaju może w ogóle nie usłyszymy. Choć wątpię, gdyż siła  legend jest większa niż racjonalnych dowodów.

Jaką prawdę o życiu św. Mikołaja może dzisiaj głosić Kościół? Co może przekazać wiernym jako wzór do naśladowania, skoro nic o tym świętym nie wiemy. To, że w III w. był sobie biskup Myry to stanowczo za mało.

Jest kilka powodów dla których św. Mikołaj powinien być zapomniany: (1) nie wiemy nic pewnego o biskupie Myry oprócz legendarnych podań; (2) nie możemy powołać się na świadectwo jego życia; (3) w sensie liturgicznym nie ma ani powszechnego, ani istotnego znaczenia.

Happy end ze św. Mikołajem

Jest jeden powód, aby pozostawić kult świętego w stanie nienaruszonym – ekumenizm – św. Mikołaj jest jednym z najbardziej czczonych świętych w Kościele prawosławnym. Ten święty nas łączy. Czy jednak da się budować jedność na iluzji? Jest rzeczą oczywistą, że Kościół Prawosławny, który otacza wielką czcią św. Mikołaja, w tradycji ludowej wymienia się go nawet pośród osób Trójcy Świętej, oraz Kościół w Bari są zainteresowani uwiarygodnieniem biskupa z Myry. Fakty są jednak bezwzględne. Postać ta pojawia się tylko na greckich wykazach uczestników soboru nicejskiego z których najstarszy pochodzi od kompilatora historii z początku VI w.

Jest jeszcze drugi powód dla którego legenda o św. Mikołaju powinna żyć dalej. Odpowiada ona na pewną ponadczasową potrzebę niesienia dobra, której chrześcijańska tradycja przydzieliła patrona – Św. Mikołaja. Postać ta wyrastała z nakładających się legend, których wspólnym mianownikiem jest dobro. To jemu przypada rola spełnienie naszych marzeń i pragnień, dostarczenia odrobiny szczęścia. Przecież święta mają być magiczne! Jeżeli tej roli nie spełni św. Mikołaj, to zapewne zrobi to ktoś inny, jak w dowcipie o małej dziewczynce, która oznajmiła swojemu tacie, że nie wierzy w św. Mikołaja, gdy ojciec odwołując się do rozsądku córeczki zapytał: kto w takim razie przyniesie ci prezenty, wówczas rezolutna dziewczynka odpowiedziała: wróżka Zębuszka. Lepiej, aby tej roli nie odbierano św. Mikołajowi. Po pierwsze lepsza jest legenda podszyta historią niż okultystyczna postać rodem z ludzkich urojeń. Po drugie, św. Mikołaj jest niezwykle skuteczny jak na legendarną postać i nadal ma szansę wnieść w świąteczny konsumpcjonizm iskierkę prawdziwego dobra. Tego wszystkim serdecznie życzę.

PS.

Jeżeli jednak nasza wiara ma zachować jakiś racjonalny wymiar, to z całą pewnością nie powinniśmy wspominać postaci św. Mikołaja w liturgii. Bóg ma wystarczająco dużo zasług zapisanych w historii zbawienia, nie potrzeba odwoływać się do legend.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz