Posted on: 8 marca 2011 Posted by: Redakcja Comments: 0

Był najchętniej czytanym, choć znacznie rzadziej słuchanym publicystą PRL-u i początków wolnej polski. Komuniści nie widzieli powodu, żeby go słuchać, bo ciągle powtarzał, że jest ich wrogiem. W wolnej Polsce nie słuchali go przyjaciele, bo mówił, że się z nimi kompletnie nie zgadza. – kompozytora, publicystę, polityka, Autora „Tygodnika Powszechnego” przypomina w artykule wstępnym poświęconym Stefanowi Kisielewskiemu MICHAŁ URBANEK, biograf rodziny Kisielewskich.

W dodatku także wybór listów Kisielewskiego i Giedroycia dokonany przez Tomasza Fiałkowskiego;

Rozmowa z wieloletnim przyjacielem Kisiela, ZDZISŁAWEM NAJDEREM: „Bywał ostrym polemistą, ale zachowywał życzliwość dla ludzi, z którymi krzyżował szpady: póki trwa polemika, walczymy, ale pozostajemy przyjaciółmi. Do mojej książki wiejskich gości wpisał mi się: „Potem Ci powiem: a nie mówiłem? (A wcale nie mówiłem)”. Była w tym życzliwość, ale i dystans do siebie. Ja w ogóle traktowałem go trochę jako człowieka z innego świata, bo on miał w głowie muzykę. To był świat dla mnie niedostępny i wyobrażałem sobie, że on robi mi zaszczyt, gdy zniża się do poziomu normalnego śmiertelnika.”

ANDRZEJ FRISZKE o politycznej myśli Kisiela: „Być może wtedy narastały w nim uprzedzenia, które dały o sobie znać już w okresie przełomu (choć, jak wiemy z lektury „Dzienników”, pretensje do własnego środowiska miał stale) i sprawiły, że gdy można było już prowadzić prawdziwą politykę, Kisiel dokonywał wyborów coraz mniej racjonalnych – z akcesem do Unii Polityki Realnej na czele. Choć namawiał do poszukiwania dialogu i kompromisu, sam był skrajnym indywidualistą, co sprawiało, że był też człowiekiem bezkompromisowym. To nie jest dobra cecha dla polityka, który powinien kalkulować i budować frakcje, zyskiwać zwolenników. On nie był politykiem, był po prostu publicystą, pisarzem, mówił we własnym imieniu i nie budował obozu politycznego.

TADEUSZ SYRYJCZYK o poglądach ekonomicznych Kisiela: „Brakuje dziś kogoś takiego jak Stefan Kisielewski, zwłaszcza że jesteśmy świadkami ideowej kapitulacji liberalizmu ekonomicznego przy akompaniamencie irracjonalizmu i niechęci już nie tylko do praw ekonomicznych, ale praw fizyki i matematyki. Wielu polityków, którzy byli przed laty zaangażowani w reformy, daje sobie narzucić, ba: sami używają języka „społecznych kosztów reform”. Tak jakby reformy kapitalistyczne robiło się w imię abstrakcyjnych celów, a ludzie z ich powodu tylko cierpieli, zaś przy braku reform nie byłoby żadnych cierpień ani społecznych kosztów. Logiczny wniosek byłby taki, że koszty braku reform są mniejsze od ich przeprowadzania…

A na stronie „Tygodnika” tekst AGNIESZKI KRUPY o relacjach Kisiela z „Tygodnikiem Powszechnym”: tygodnik.onet.pl/33,0,60497,artykul.html

comments

Leave a Comment