Posted on: 10 czerwca 2010 Posted by: Anna Łukaszewska Comments: 0

Przepraszam Autora i Czytelników strony internetowej „Klubu »Tygodnika Powszechnego«”, że dopiero w maju polemizuję z tekstem Marcina Pery „Manifest styczniowy, czyli dlaczego felietony Tygodnika są fajne”, zamieszczonym na stronie internetowej Klubu 5 stycznia 2010 roku. Przyczyna mojego opóźnienia jest prosta – dopiero dziś, przypadkiem zresztą, było mi dane tekst przeczytać.

Podzielam poglądy Autora, spostrzeżenia i obawy. Następujący fragment tekstu wymaga jednak pewnych sprostowań:

„Zgadzam się bowiem z faktem, że przed zmianami, które miały miejsce już jakiś czas temu, felietonistyka »TP« powoli stawała się coraz gorsza, delikatnie mówiąc. Mówiąc zaś dosadniej, po odejściu takich gwiazd polskiego felietonu jak Stefan Kisielewski i później Jerzy Pilch, łamy »Tygodnika« pokrył jeden wielki nieurodzajny chaos felietonistyczny. Być może nawet pojawiali się jacyś ciekawi felietoniści, jednak były to raczej rodzynki, które nie orzeźwiały generalnego stanu posuchy w wykonaniu chociażby prof. Marcina Króla.

Jednak wraz ze zmianami przyszedł czas nowego otwarcia także w dziale felietonistyki. I tam pojawili się, m.in. kolega ze studiów Jerzego Pilcha – prof. Marian Stala, znany poeta Wojciech Bonowicz i reżyser Jan Klata. Ze starego składu zostały jeszcze dwie szacowne panie – Ewa Szumańska i Józefa Hennelowa. Długo nie utrzymał się za to Jacek Podsiadło, którego zastąpił właśnie Bonowicz. Szkoda, bo jego felietony były dobre, choć zawiłością nieraz prześcigały jego bujną osobowość”.

Pisząc o zmianach, jakie „miały miejsce już jakiś czas temu”, Autor ma zapewne na myśli zmniejszenie formatu „Tygodnika Powszechnego” w grudniu 2007 roku. Niewątpliwie była to ważna cezura w historii pisma – zmienił się bowiem nie tylko format, ale w dużym stopniu także skład redakcji, autorzy, tematyka, światopogląd pisma. Jednak felietony – nie bardzo. „Dwie gwiazdy polskiego felietonu”, o których wspomina Marcin Pera, pożegnały się z „Tygodnikiem” wiele lat wcześniej: Stefan Kisielewski w 1990 roku, a Jerzy Pilch w styczniu 1999 roku. Natomiast w ciągu ośmiu lat, jakie upłynęły od odejścia Jerzego Pilcha z „TP” i przed zmianami, które zdaniem Autora zmeliorowały także „Tygodnikowe” poletko felietonowe, następujące osoby, poza Józefą Hennelową i Ewą Szumańską, pisały w „Tygodniku” felietony:
Jacek Bomba (świat z punktu widzenia psychiatry)
Andrzej Dobosz
Jan Klata
Marcin Król
Stanisław Lem
Michał Paweł Markowski
Zbigniew Mentzel
Jan Miodek
ks. Stanisław Musiał (felietony religijne w znakomitym cyklu „Dwanaście koszy ułomków”)
Małgorzata Musierowicz
Bohdan Pociej (felietony muzyczne)
Jacek Podsiadło (inaczej niż pisze pan Pera, Podsiadło „trzymał się” w „Tygodniku” długo: jego felietony pojawiły się w 1999 albo 2000 roku; zaprzestał ich pisania wiosną 2007 roku. Nie jest też prawdą, że „zastąpił go Bonowicz”. Wojtek zaczął pisać felietony dopiero od pierwszego numeru „TP” w małym formacie, czyli od grudnia 2007 roku. Czy zresztą jest możliwe zastąpienie jednego felietonisty/indywidualisty innym? Przecież to nie uszczelki!)
Stefan Rieger (felietony muzyczne)
Marek Skwarnicki (czyli dawny Spodek, felietonista „Tygodnika” z wieloletnim stażem)
Marian Stala

Być może o kimś zapomniałam, ale czy taką różnorodność i znakomitość autorów można lekceważąco podsumować stwierdzeniem: „łamy »Tygodnika« pokrył jeden wielki nieurodzajny chaos felietonistyczny”? Daj nam Boże w innych działach „Tygodnika” taki nieurodzaj!

W przekonaniu Autora, z „nieurodzajnego chaosu” wyrwały „Tygodnikowe” felietony dopiero zmiany, czy też „nowe otwarcie”, jakie nastąpiło w grudniu 2007 roku wraz ze zmniejszeniem formatu pisma. Nic z tych rzeczy: z pięciu dzisiaj piszących w „Tygodniku” felietonistów, czterech pochodzi z „dużego formatu”. Pani Józefa Hennelowa jest felietonistką „Tygodnika Powszechnego” od maja 1982 roku, pani Ewa Szumańska od grudnia 1982 roku, Jan Klata od początku 2007 roku, a Marian Stala od czerwca 2007 roku. Jedynie Wojtek Bonowicz jest nowym i bardzo cennym nabytkiem „nowego formatu”.
Nie wszystko więc, co składało się na „Tygodnik” w dawnym formacie, było takie złe i przeznaczone wyłącznie do reformy. Chociaż przytoczone przez Autora zdanie pana Dariusza Jaworskiego, głównego reformatora pisma, z listopada 2009 roku, kiedy pracował jeszcze w redakcji „Tygodnika” jako pierwszy zastępca redaktora naczelnego (w marcu 2010 roku ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny, poinformował w specjalnym komunikacie o odejściu pana Jaworskiego z pisma), że poszukuje „nowych i lepszych felietonistów”, może sugerować, że w jego przekonaniu był to stan tymczasowy.
Przepraszam, jeśli zamęczam Autora oraz Czytelników datami i szczegółami, ale bez tego trudno cokolwiek zrozumieć i docenić, za to łatwo przekłamać.

Kraków, 13 maja 2010 roku

ANNA MATEJA w latach 1996–2008 była publicystką i redaktorką „TP”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad za 2007 rok (otrzymaną za rozmowę z Ewą Szumańską); w 2010 roku w Wydawnictwie Literackim ukazała się przygotowana przez nią książka „Cud w medycynie” – zbiór lekarskich opowieści o medycznych sytuacjach granicznych.

Felieton, z którym polemizuje Anna Mateja dostępny jest tutaj.

Od redakcji: Tekst otrzymaliśmy pierwotnie jako prywatną polemikę właśnie w maju. Dziękujemy Pani Annie Matei za zgodę na publikację go na łamach naszego portalu. Mamy nadzieję, że stanie się ów tekst przyczynkiem do kolejnych ciekawych artykułów poświęconych „Tygodnikowi”.

comments