Posted on: 30 października 2018 Posted by: Konrad Stanglewicz Comments: 1

Jestem w czepku urodzony, wkroczyłem na pole polsko-niemieckiej współpracy w wyjątkowym historycznym momencie, kiedy Karol Wojtyła został papieżem. Właśnie mija czterdziestolecie tego wyboru. To stało się dokładnie w sześć tygodni po moim zatrudnieniu w niemieckim MSZ – mówi dr Wolfgang Pailer, publicysta, wieloletni tłumacz oficjalnych delegacji niemieckich, przyjaciel Stanisława Stommy, gość zielonogórskiego Klubu „Tygodnika Powszechnego” na spotkaniu w dniu16 października br.


Pailera zatrudniono w niemieckim MSZ nie dlatego, że miał jakiekolwiek powiązania z Polską, ale właśnie dlatego, że nie miał żadnych. Mówił wówczas dobrze po rosyjsku, serbochorwacku, francusku i hiszpańsku, ale ani „be” ani „me” po polsku. Wpadł, zdawało się, jak śliwka w kompot. Szybko jednak nadrobił tę językową zaległość i pokochał Polskę.
Prof. Stanisława Stommę poznał na wstępie swojej przygody z Polską, na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Z biegiem czasu dobra znajomość przekształciła się w przyjaźń. „ Jak nas nie było nad Wisłą, mówi Pailer, Stommowie odwiedzali nas w Bonn, co było dla nich świetną okazją żeby pielęgnować swoje stare przyjaźnie i kontakty niemieckie”.
Jako inicjator polsko-niemieckiego porozumienia Stanisław Stomma posiadał wyjątkowo korzystne przesłanki. Już w młodym wieku uczył się niemieckiego. Jego rodzina (przedwcześnie owdowiała matka, z czwórką małych dzieci) miała podczas pierwszej wojny światowej, pozytywne doświadczenia kontaktów z żołnierzami niemieckimi. Trudno uwierzyć w coś takiego tym, którzy przeżyli drugą wojnę światową, ale niemieccy żołnierze chronili majątek Stommów na Litwie przed plądrującymi okolice oddziałami rosyjskimi. W rozmowie z Pailerem Stomma ujął to tak: „otrzymałem w dzieciństwie sporą dawkę proniemieckich uczuć. Wśród Polaków jest to duży wyjątek. Ta zaraźliwa choroba okazała się długotrwała”.
Okrucieństwa II wojny światowej nie dotknęły Stommy osobiście, ani jego rodziny. W obliczu 6 milionów Polaków, którzy wówczas stracili życie jest to nadzwyczaj rzadki wyjątek. Nie wszyscy Polacy, którzy aktywnie włączyli się w proces pojednania, mieli takie szczęście. Władysław Bartoszewski, w wieku 18 lat, jako więzień Auschwitz, na własnej skórze doświadczył piekła obozu, a mimo to walczył przez dziesięciolecia o pojednanie między Polakami i Niemcami.
II wojna światowa kompletnie zniszczyła mosty pomiędzy Polakami i Niemcami. Rzecz wydawała się nie do naprawy. Stanisław Stomma zachował w pamięci doświadczenia z młodości. Pozostał wierny przekonaniu, że w Europie tylko wówczas możliwy będzie pokój, jeżeli uda się przywrócić dobrosąsiedzkie stosunki pomiędzy obydwoma narodami, jakie istniały do późnego średniowiecza.
Republika Federalna Niemiec, kraj leżący na styku dwóch bloków polityczno-militarnych, skoncentrowała się w latach 50. i 60. na pełnej integracji z Zachodem. Rządowi kanclerza Adenauera zależało przede wszystkim na pojednaniu z Francją i budowaniu dobrych stosunków z USA. Wobec Polski nie było żadnych inicjatyw.
Październikowa odwilż 1956 r. otworzyła nieśmiałą szansę na demokratyzację i polityczne otwarcie. Po wyborach w 1958 r. powstało pięcioosobowe koło poselskie Znak, tworzone przez autentycznych katolików, co prymas kardynał Stefan Wyszyński aprobował. Przewodniczył Stanisław Stomma wywodzący się, jak inni członkowie koła, ze środowiska „Tygodnika Powszechnego”.
13 lat po okrutnej wojnie w 1958 roku Stomma, jako wiceprzewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych jedzie do Niemiec Zachodnich, aby szukać partnerów, którzy byliby gotowi przyjąć wyciągniętą do porozumienia dłoń.
To wzbudza mój najwyższy szacunek – mówi Pailer. Dla mnie jest zaskakujące i bardzo znamienne, że właśnie strona polska, która tyle wycierpiała ze strony Niemców, podjęła inicjatywę.
Początki były mozolne. Katolicka agencja informacyjna organizująca wizytę Stommów (Stanisław pojechał do Niemiec z małżonką) przygotowła program, który był gorzkim rozczarowaniem. Próby nawiązania kontaktów z politykami niemieckimi były trudne. Wówczas w Bonn wysokie urzędy sprawowali jeszcze ludzie z podejrzaną przeszłością, którzy woleli unikać spotkania z polskim posłem. Nikt w Bonn nie chciał przyjąć do wiadomości stanowiska polskiego gościa, że po utracie przez Polskę kresów, niemieckie tereny na wschód od Odry i Nysy są niezbędne do przeżycia jego ojczyzny. A Stomma podkreślał, że to nie tylko stanowisko rządu polskiego, ale także opinii publicznej, i także jego osobiste przekonanie.
Okoliczności tej wizyty nad Renem i atmosferę rozmów (m.in. spotkanie z posłem Herbertem Czają, późniejszym przewodniczącym Związku Wypędzonych oraz z Hansem Globke, szefem kanclerskiego urzędu federalnego, który w l. 30 był współautorem komentarza do rasistowskich ustaw norymberskich) opisuje Wolfgang Pailer w swojej książce „Na przekór fatalizmowi wrogości”, której polskojęzyczne wydanie ukazało się w 1998 r. Dodać należy, że w bieżącym roku wydawnictwo Znak opublikowało obszerną pracę Radosława Ptaszyńskiego „Stommizm. Biografia polityczna Stanisława Stommy”.
Podczas pierwszej wizyty w Bonn, udało się Stommie nawiązać kontakt z Centralnym Komitetem Niemieckich Katolików. Nawiązane wówczas kontakty pomiędzy katolikami niemieckimi a środowiskami Więzi i Znaku okazały się niezmiernie ważne dla pojednania.
Punktem przełomowym było orędzie z roku 1965. List biskupów polskich do ich niemieckich braci, podczas obrad II soboru watykańskiego, podpisało 34 polskich biskupów, m.in. kardynał Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła. Autorem i inicjatorem listu był przyszły arcybiskup wrocławski – Bolesław Kominek.
Stomma, pragmatyk, nie ustawał w próbach przełamywania lodów i nawiązania dialogu. Starania nie przebiegały jednotorowo. Były też spotkania z inicjatorami akcji Znaki Pokuty w NRD. Ich praca na rzecz pielęgnacji pamięci o obozach koncentracyjnych została przyjęta w Polsce z dużą sympatią.
Za swoje zasługi Stomma, jako pierwszy Polak, odebrał z rąk federalnego ministra spraw zagranicznych Hansa-Dietricha Genschera Wielki Federalny Krzyż Zasługi.
Do końca swoich dni prof. Stomma uważnie obserwował, co się dzieje w zakresie stosunków polsko-niemieckich. Zabierał głos na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Gazety Wyborczej”.
Zjednoczenie Niemiec, które prorokował od dłuższego czasu, powitał Stomma z radością. Uważał, że to otwiera dla Polski drogę na Zachód. Bardzo się cieszył, że zjednoczone Niemcy występują w roli adwokata Polski na jej drodze do struktur euroatlantyckich.
Niestety – mówi Pailer – po przyjściu do władzy w Polsce tzw. „dobrej zmiany” w mediach publicznych i gazetach bliskich PiS-owi pojawiła się antyniemiecka retoryka, czasami przypominająca nawet propagandę komunistyczną z okresu zimnej wojny.
Kiedy mniej więcej rok temu, wspomina Pailer, usłyszałem wypowiedź przedstawiciela rządzącego obozu narodowo-konserwatywnego, że „Polska została oszukana frazesami o polsko-niemieckim pojednaniu”, byłem zszokowany. W ślad za tym zostały wysunięte żądania gigantycznych reparacji w wysokości biliona dolarów za same materialne straty. Niesmacznym szczytem akcji tych sił było pojawienie się w 2017 r. na bilbordach w Warszawie fotomontażu, na którym napis znad bramy głównej niemieckiego KZ Auschwitz przybrał postać: „Reparationen machen frei”.
Wtedy włączyło się kilku polskich biskupów należących do grupy ds. kontaktów z konferencją episkopatu niemieckiego. Zaapelowali do rządu polskiego, aby nie zniszczyć dzieła pojednania. Apel ten został przyjęty w Niemczech z wdzięcznością i ulgą. Pochodził bowiem ze strony polskiego Kościoła katolickiego, który w 1965 r. poprzez orędzie swoich biskupów do ich niemieckich braci (sławne: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”), bardzo dużo ryzykował, ale dzięki swojej odwadze i dalekowzroczności nadał procesowi pojednania chyba najważniejszy impuls.
Pailer przypomina to, co napisał kilka miesięcy temu w „Gazecie Wyborczej”: „Z moralnego punktu widzenia my, Niemcy, jak najbardziej jesteśmy winni naszemu wielkiemu wschodniemu sąsiadowi odszkodowania. To dla mnie poza dyskusją. Ale w obliczu straszliwych zbrodni, które Niemcy popełnili na Polakach, nawet wypłaty reparacyjne utopijnej wysokości nie zamkną na zawsze tego mrocznego rozdziału. Wiemy z przeszłości, że otwieranie rachunków nigdy nie posunęło nas naprzód, wręcz przeciwnie. Dlatego dobrze byłoby, gdyby kontynuowana była droga dobrego sąsiedztwa, na którą weszliśmy po upadku komunizmu. Przysłużyłoby się to najlepiej naszym narodom i pozytywnemu rozwojowi sytuacji na naszym kontynencie.” (GW 13 -14 stycznia 2018)
Wam, mieszkańcom Ziemi Lubuskiej i nam w Berlinie, mówi Pailer, żyjącym na styku Polska – Niemcy, powinno najbardziej zależeć na dobrodziejstwie pojednania między naszymi narodami. Dokładajmy wszelkich starań, aby to wielkie dzieło, które w międzyczasie stało się wzorem dla innych regionów kryzysowych na świecie, którego fundament tak mozolnie budowali przez lata Stanisław Stomma, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski, Mieczysław Pszon – by wymienić te najbardziej znane nazwiska – żeby to dzieło nie zostało zniszczone.
Wolfgang Pailer nawiązał też do spraw, które go w ostatnich latach bardzo oburzyły.
Latem zeszłego roku w Bundestagu otwarto wystawę pt.”Polacy-Niemcy. Historia dialogu”. Rok wcześniej pokazana została w polskim parlamencie. Przygotowano ją z okazji 25-lecia podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Autorzy chcieli przedstawić skomplikowany rozwój stosunków poczynając od wybuchu II wojny światowej do dzisiaj. Jednak głównym aktorom tego procesu pojednania – Stommie, Bartoszewskiemu, Mazowieckiemu – poświęcono bardzo mało miejsca.
Lecha Wałęsę zupełnie pominięto, chociaż ma zasługi w polsko-niemieckim pojednaniu – przypomina Pailer. Wałęsa w 1992 r. jako pierwszy Prezydent złożył siedmiodniową wizytę w Niemczech, pierwszą wizytę głowy polskiego państwa w Niemczech. – Miałem przyjemność towarzyszyć Prezydentowi, to było wielkie wydarzenie. Oprócz tego w 1994 r. Wałęsa miał odwagę zaprosić federalnego prezydenta Herzoga na uroczystości z okazji 50-lecia Powstania Warszawskiego, chociaż niektóre kręgi weteranów ostro przeciwko temu zaprotestowały. Dzięki zdecydowaniu Lecha Wałęsy prezydent Herzog wygłosił w Warszawie wielkie przemówienie, które posuwało pojednanie między naszymi narodami o dobry kawałek do przodu.
Tymczasem, zamiast o Wałęsie, wystawa obszernie informowała o „wiekopomnej” wizycie premier Beaty Szydło w Berlinie w lutym 2016 r. Byłem bardzo zdziwiony, mówi Pailer, że w niemieckim Bundestagu historia dialogu mogła zostać przedstawiona w taki dziwny sposób.
Jeszcze jeden temat „wkurzył” Pailera. W 2015 r. obchodzono 50-lecie orędzia biskupów polskich do ich braci niemieckich. Ponieważ list ten powstał w Watykanie podczas II Soboru, ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej, Piotr Nowina Konopka, wpadł na pomysł zorganizowania z tej okazji większej uroczystości. Chciał zrobić to wspólnie ze swoim niemieckim odpowiednikiem (była nim Annette Schavan, bliska, nie tylko polityczna, przyjaciółka Angeli Merkel, która wcześniej musiała ustąpić ze stanowiska ministra edukacji i badań naukowych, po tym jak udowodniono jej plagiat w pracy doktorskiej; stanowisko w Watykanie dostała na otarcie łez). Niestety, Nowina Konopka otrzymał sygnały, że jakaś wystawa, jakaś konferencja naukowa… to nie bardzo interesuje niemiecką stronę.
Trzecim elementem zaplanowanych uroczystości była wspólna msza biskupów polskich i niemieckich. Msza w Watykanie się odbyła, ale bez obecności (co Pailer uważa za skandal) jakiegokolwiek członka niemieckiego episkopatu. Jedyny niemiecki akcent był taki, że mszę koncelebrował kard. Gerhard Ludwig Müller, kardynał z Kurii, ale nie członek episkopatu niemieckiego.
Mając na względzie fakt, że pięćdziesiąt lat temu niemiecki episkopat się bardzo skompromitował (odpowiedź strony niemieckiej na list polskich biskupów była bardzo, ale to bardzo dyplomatyczna i chłodna, co wtedy skomplikowało trudną sytuację polskiego Kościoła w wyniku ogromnej kampanii rozpętanej przez polskich komunistów), w 2015 r. była szansa na małą rehabilitację, która niestety nie została wykorzystana. W pierwszym momencie, jako świadek naoczny w Watykanie, pomyślałem: jak to dobrze, że nie jestem katolikiem lecz protestantem. Ale jako Niemiec i tak się wstydziłem – mówił Wolfgang Pailer.


Parę razy podczas naszego spotkania Pailer „doniósł”, krytykując niemiecki episkopat i niektórych polityków za postawę wobec Polski. W Polsce, jak wiadomo, w kręgach władzy i jej sympatyków postawa „donoszenia” na swój kraj za granicą jest godna najwyższego potępienia. Czy nie boi się pan, że po powrocie do Berlina zastanie zrugany, albo zobaczy na swój temat brzydkie okładki w czasopismach? – zapytałem. Nie boję się, odparł, swojego zdania jestem gotów bronić w każdej dyskusji, taka jest niestety prawda.
Czy istnieje w Niemczech propolskie lobby? Sam jestem takim lobbystą, przyznaje Wolfgang Pailer, chociaż od objęcia władzy przez „dobrą zmianę” coraz trudniej o dobrą niemiecko-polską współpracę. Na poziomie międzyrządowym sprawy idą jak po grudzie. Na szczęście wytworzona przez lata sieć kontaktów międzyludzkich, oddolnych powiązań oraz wspólnych inicjatyw jest gęsta i silna. Nie da się jej łatwo zniszczyć. Istnienie na przykład takiego Euroregionu Sprewa-Nysa-Bóbr, który niedawno obchodził 25-lecie, to dzieło nie do przecenienia.

Możliwość spotkania z dr Wolfgangiem Pailerem zawdzięczamy jego przyjacielowi Czesławowi Fiedorowiczowi, szefowi Euroregionu Sprewa-Nysa-Bóbr. Tego dnia, 16 października, spłonął dach nad budynkiem Piekarni Cichej Kobiety, tradycyjnym miejscem spotkań naszego Klubu. Ledwo wyjechały wozy strażackie, gdy w podwórzu pojawił się człowiek w jasnej marynarce, z walizką na kółkach, nieco zdezorientowany panującym zamieszaniem – to był nasz umówiony gość Wolfgang Pailer. Natychmiast i bezinteresownie swoich pomieszczeń udzieliła nam Marta Gendera z Fundacji Salony. Z serca dziękujemy!

comments

1 people reacted on this

  1. I ja , Siegfried Kapela otrzymałem od dziecka , sporą dawke proniemieckich uczuć .Przez miłość Mamy Hildegard i przytulanki Babci Anne Simon.Jak ta zadana mnie miłość odbiła się w moim życiu ,..piszą w innych książkach .Przez całe życie ,… TEż TAK UWAżAM ,…Przyjaźń i współpraca OBU PAńSTW i Narodów jest konieczna dla POKOJU .W domu do naszych Niemieckich wnucząt tulimy się z Polskim słowem i kołysanką .Niech wszystkim będzie dobrze .I na POHYBEL,…. „dobrej zmianie „!!!

Leave a Comment