Posted on: 24 grudnia 2013 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 1

perzynskiŁk 2,1-14
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.

Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoim stadem. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”.

I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:

„Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój
ludziom, w których ma upodobanie”.

Opisane w Ewangeliach okoliczności narodzenia Jezusa są mimo wszystko  bardzo zwyczajne. Mimo wszystko, bo byli aniołowie, hołd pasterzy, potem odwiedziny i pokłon mędrców ze Wschodu, a więc wydarzenia niezwykłe. Ale to nie one dominują a opowiadania o narodzinach Jezusa nie mają charakteru baśni czy mitu.

Ewangelie opisują przede wszystkim zwykłe kłopoty, jakie miała biedna rodzina w tamtym czasie i te rodzinne problemy nie znajdują łatwych rozwiązań w postaci cudownych interwencji z góry. A zatem rodzina Jezusa była, z powodu zarządzenia władzy, która nie przejmowała się trudami i wydatkami ludzi takich jak Józef i Maryja, zmuszona do długiej wędrówki. Były kłopoty ze znalezieniem miejsca na nocleg, gdy już rozwiązanie blisko, była ludzka obojętność. Potem, jak dobrze pamiętamy, Józef, Maryja i Jezus musieli emigrować, bo coś się władzy nie spodobało. Oczywiście Bóg prowadził Józefa, głowę rodziny, aniołowie podpowiadali mu, co ma robić, ale to nie usuwało trudu i niepewności, jakie towarzyszą takiemu tułaczemu życiu.

Syn Boży naprawdę przyszedł, aby być jednym z nas, dzielić nasze życie. To nie była wizyta kurtuazyjna kogoś, kto, przybywając z bogatego kraju, chce pomóc biedakom, przywozi nawet drogie i potrzebne dary, ale jest zaopatrzony we wszystko, czego potrzebuje na czas wizyty i ma wykupiony bilet powrotny  w klasie bussines. Taki dobroczyńca przyjeżdża, aby zobaczyć, jak się na tym łez padole żyje, nawet razem przez chwilę pobędzie z tymi, którym tak hojnie pomaga, ale tak głębiej nic go z nimi nie łączy, bo nie dzieli ich losu na dobre i na złe.

Jezus natomiast stał się jednym z nas tak jak misjonarze, którzy wyjeżdżają do bliższych i dalszych krajów. Przekazują Ewangelię nade wszystko formą własnego życia;  współdzielą we wszystkim życie miejscowej ludności. Takich współczesnych świadectw życia oddanego na służbę innym jest bardzo wiele. W dniach adwentowego przygotowania czytałem świeżo wydany wywiad-rzekę z ks. Wojciechem Lemańskim, który zajmująco i bezpretensjonalnie opowiada o swojej pracy misyjnej na Białorusi. Z kart całego wywiadu wyłania się klarowna sylwetka ks. Wojciecha, człowieka z pasją, człowieka z jednej bryły. Jest to ksiądz z krwi i kości, a przede wszystkim z wiary.

Dzień Bożego Narodzenia jest dniem, w którym oglądamy jedno z pierwszych spotkań człowieka z Bogiem. Patrząc na betlejemską stajenkę, widzimy ludzi, którzy spotkali Boga. I w ten sposób zaczyna się także w naszym życiu nauka spotkania z Bogiem.

Narodziło się Dziecko w betlejemskiej stajence, narodziło się w niezwykle ubogiej rodzinie. Zostało złożone w żłobie. I co się dzieje? Oto przychodzą biedni pasterze. Pasterze naprawdę biedni. I nagle ci pasterze nie wyciągają rąk, nie mówią: Boże, daj – ale sami przynoszą dary. Nagle ci biedni ludzie poczuli się bogaci. Ci którzy nie mieli prawie nic, odkryli, że mają Bogu coś do dania.. Że jest jeszcze kawałek sera, kawałek chleba, trochę mleka, które można ubogiemu Chrystusowi ofiarować.

Są w życiu ludzkim, moi drodzy, dwa rodzaje spotkań z Bogiem. Jedno takie, kiedy człowiek wyciąga rękę i mówi: Boże, daj; Boże, poradź, uzdrów; Boże, zrób jakiś cud. Jesteś bogactwem, jesteś potęgą, wszystko możesz.  To są spotkania najczęstsze. Ludzie przychodzą do Boga jak do wielkiego bogactwa – z wyciągniętą ręką. Ale są inne spotkania z Bogiem, takie podobne trochę do spotkań betlejemskich, gdzie ludzie przychodzą nie po to ażeby Bóg dał, ale po to ażeby oni coś Bogu z siebie dali. Przy tych drugich spotkaniach dzieje się coś przedziwnego. Ludzie ubodzy nagle odkrywają, że są bogaci. Ci, którzy nie mają nic, są przekonani, że mogą jeszcze bardzo dużo z siebie Bogu dać. Ci, którzy cierpią biedę, nagle czują się lepsi od samych siebie. To jest bardzo ważne. Są takie spotkania z Bogiem, w których człowiek nagle, spotykając Boga, czuje się lepszy od samego siebie. Czuje, że może więcej, niż mu się dotąd wydawało. To są te spotkania betlejemskie: te spotkania, dzięki którym człowiek wyrasta ponad samego siebie, staje się lepszym, niż mu się wydawało.

Musimy się, moi drodzy, uczyć tych betlejemskich spotkań z Bogiem. Musimy się uczyć od pasterzy, w jaki sposób my, ludzie ubodzy, możemy w sobie odkryć nieoczekiwane bogactwo. Od pasterzy powinniśmy się uczyć bogactwa ludzkiego serca: tej wiary, że mamy jeszcze tyle w życiu do dania. Takie są betlejemskie spotkania z Bogiem. I te betlejemskie spotkania z Bogiem niechże staną się dla nas drogą do Boga w tym najbliższym czekającym nas roku.

(ap)

 

comments

1 people reacted on this

Pozostaw odpowiedź sebastian Anuluj pisanie odpowiedzi