stachowiak „Estetyka może być pomocna w życiu”, napisał Zbigniew Herbert w swym znanym wierszu „Potęga smaku”. Przypomniała mi się ostatnio ta fraza gdy zobaczyłem zdjęcia z rekonstrukcji historycznej ślubu rotmistrza Witolda Pileckiego. Trywializacja historii, pseudo patriotyczna szopka, brak szacunku dla świętości. Takie argumenty pojawiły się bardzo szybko w mediach i wiele z nich w pierwszej chwili było zbieżnych z moimi odczuciami. Później jednak przypomniałem sobie, że te same środowiska, które dziś to widowisko krytykują, całkiem niedawno broniły imprezy „orzeł może”, gdy postawiono na Krakowskim Przedmieściu orła wykonanego z czekolady. Nawiasem mówiąc ci, którzy dziś entuzjastycznie zachwalają ślubną rekonstrukcję, wówczas mówili o szarganiu świętych narodowych symboli i tradycji. Nie sposób uciec od wrażenia, że ocena tych przedsięwzięć zależy raczej od tego kto je wymyślił i zorganizował a nie od ich rzeczywistego charakteru. Jeśli to impreza wymyślona przez „naszych”, będziemy jej bronić, jeśli to  inicjatywa „tamtych”, nie powiemy dobrego słowa! A przecież, tak naprawdę, obie odwołują się do tej samej idei: uczynienia przeszłości, jej spiżowych symboli i bohaterów, bardziej ludzkimi, nadania świętowaniu wymiaru radośniejszego, bardziej społecznego. Także i tutaj widać ślady choroby toczącej naszą wspólnotę, zakażenia gorączką partyjno – plemienną.

Nie uciekniemy jednak od herbertowskiej „sprawy smaku”. Nowe podejście do historii i tradycji, mniej monumentalne, uwzględniające element zabawy, nie musi być z założenia płytkie i trywialne. Choćby, jakże ostatnio popularne, rekonstrukcje historyczne. Trudno nie dostrzegać jak wiele w ich uczestnikach szczerej pasji, emocjonalnego zaangażowania, żywej relacji z przeszłością. Granica między zabawą a farsą  jest tu jednak subtelna i wyznacza ją właśnie ów „smak”. Dlatego tak trudno podjąć w tych kwestiach dyskusję, opierać się ona bowiem musi nie na twardych i weryfikowalnych argumentach, ale na tym co właściwie nie powinno być dyskutowane, na smaku, na guście. Jakże trudno powiedzieć tym, którzy szczerze zaangażowali się w zrekonstruowanie zamachu na Jana Pawła II, albo rozstrzelania przez Niemców polskich zakładników na rynku jednego z nadwiślańskich miasteczek, że uczestniczą w grotesce, która może razić nie tylko estetyczną, ale również historyczną wrażliwość wielu. No ale cóż, takie są pewnie nieuchronne koszty demokratyzacji, widocznej dziś wszędzie: w budownictwie sakralnym, programach instytucji kulturalnych, mediach. Historia i formy jej upamiętnienia też przestają być domeną wysublimowanych gustów elit.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.