Posted on: 10 maja 2014 Posted by: Marcin Pera Comments: 0

Jak rozwiązać problem dzieci i młodzieży z rodzin biednych i patologicznych – taki temat  podjął  ks Jarosław Nowak, z którym Klub „TP” w Łodzi spotkał się w środę, 8 maja.

Prelegent  opowiadał o swojej pracy w Klubie św. Mateusza­, czyli parafialnej świetlicy dla dzieci i młodzieży. Ksiądz Jarosław długie lata był redaktorem informacji katolickich w łódzkiej tv, a od niecałych dwóch lat jest proboszczem kościoła św. Mateusza, położonego w centrum obszaru biedy i patologii.

Łódź jest najjaskrawszym w Polsce przykładem miasta postindustrialnego, w którym nastąpiły szybkie, gruntowne i najdotkliwsze procesy zubożenia,  degradacji i ucieczki ludności na wieś lub za granicę. Z miasta w ostatnim dziesięcioleciu ubyło ok. 300 tys. ludzi, a z dzielnicy, o której mowa prawie 1/3 mieszkańców. Zostali najmniej przedsiębiorczy, najmniej ambitni, mający najmniejsze szanse, aby zmienić swoja sytuację. Nie ma szans, żeby ci mieszkańcy pomogli sobie sami.

Ksiądz Nowak objąwszy probostwo, szybko zorientował się, że cała masa dzieci tzw. podwórkowych pozostaje bez żadnej opieki. Borykając się z niebywałymi trudnościami finansowymi, remontując kościół z przeciekającym dachem, nadziewając się na obojętność i ignorancję urzędników państwowych i nieufność parafian­ założył świetlicę.

Obecnie uczęszcza do niej 30 dzieci z parafii. Ksiądz Jarosław  prowadzi świetlicę z pomocą młodych wolontariuszy­ – studentów pedagogiki, którzy jednak często, mając wiedzę teoretyczną, nie potrafią sprostać praktycznym wyzwaniom tego miejsca. W rezultacie wiele robi sam. Codziennie po południu pracuje tam z trudnymi dzieciakami.

Pierwszym zadaniem takiego miejsca jest nauka: dzieci 12-­13 letnie nie umieją czytać, nie znają tabliczki mnożenia, mają bardzo ubogi i dość specyficzny zasób pojęć, żadnej casino online ogłady, złe nawyki społeczne. Szkoła nie jest w stanie się nimi zająć. Miasto nie ma żadnej koncepcji, jak pomóc tym rodzinom, poza nędznymi zasiłkami, paczkami raz na jakiś czas oraz w dramatycznych przypadkach(a nie jest ich mało) zabierając dzieci do Domów Dziecka. Jest więc to praca u podstaw, niewdzięczna, czasem jałowa.  Przy tym nie ma na nią żadnych funduszy.

Jednakże dzięki zaangażowaniu dobrych ludzi i rozpropagowaniu wieści o świetlicy w tv, udało się księdzu Jarosławowi stworzyć nie najgorsze warunki do pracy, zdobyć dobry sprzęt (komputer), uzyskać pomoc w postaci donoszonych przez różnych ludzi spoza parafii posiłków. Udało się zainteresować problemami niektóre fundacje, które zapatrzyły dzieci w odzież zimową, czy też sponsorowały wycieczki lub kursy walk.

Najważniejsza jednak jest tu praca duszpasterska i wychowawcza, którą wziął na siebie ksiądz Jarosław. I mimo piętrzących się trudności odnosi sukcesy. Pisząca te słowa prowadziła przez pięć lat podobną świetlicę  na pograniczu tego właśnie obszaru i wie ile trudu i mrówczej pracy trzeba było włożyć, by wszystkie dzieci zagrożone powtarzaniem klas, w ciągu pół roku zostały tak wyprowadzone na prostą, że nie było ani jednego repetenta. To naprawdę wielki sukces.

Należałoby napisać osobny artykuł o bezradności miasta i instytucji pomocowych, które nie mają żadnego planu resocjalizacji ogromnej ilości ludzi i żadnej propozycji przyszłości dla ich dzieci. O  bezduszności władz, które planując rozwój miasta i rewitalizację całych dzielnic podupadających kamienic, nie biorą  pod uwag losu ogromnej ilości rodzin, które będą musiały opuścić to miejsce. O bezsilności tych, którzy chcieliby pomóc, między innymi ludzi Kościoła, nadziewających się na permanentny opór i trudności. Ale właśnie tam, w ten obszar nędzy każdego rodzaju należy iść i robić co tylko można! I to właśnie robi nasz łódzki proboszcz, Jarosław Nowak. Spotkanie z nim było bardzo inspirujące, ­dało nam przykład realnego, franciszkowego z ducha chrześcijaństwa.

comments

Leave a Comment