Kiedy po kilku latach obozowej tułaczki, w roku 1941 Józef Czapski trafia do Griazowca, z potrzeby tworzenia i niedostatku kultury rozpoczyna spotkania ze współwięźniami na temat książek Marcela Prousta. Swoje wykłady zapisuje skrzętnie, już wtedy uzależniony od notowania codzienności. Pół wieku później notatki te, wydane już w formie książki pod tytułem „Proust w Griazowcu”, od swoich przyjaciół otrzymuje EricKarpeles, amerykański malarz, wielbiciel Prousta, a później też Czapskiego. Te spisane w obozowych realiach, bez książek pod ręką, teksty na temat twórczości Prousta nabierają ogromnej mocy sprawczej i stają się przyczynkiem do silnej fascynacji Karpelesa osobą Józefa Czapskiego. A później, powodem do napisania o nim biografii pod tytułem „Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza”.

Czapski urodził się w Pradze jako jedno z pięciorga dzieci hrabiego Jerzego Huttena – Czapskiego i Józefiny z Thunów. Karpeles prowadzi czytelnika przez hrabiowskie dzieje przodków, niczym w powieści płaszcza i szpady splata dwa drzewa genealogiczne – Thunów i Czapskich, z których wyłania się autorowi mały Józio na cisawym kucu. Później, kiedy mały Józio podrośnie przyjdzie mu wielokrotnie dosiadać wierzchowce i walczyć. Zanim to jednak nastąpi spędzi mniej lub bardziej szczęśliwe lata pod opieką troskliwej matki. Religijne wychowanie, które otrzymał Czapski w dzieciństwie stało się jego drogowskazem w całym, długim, bo prawie stuletnim życiu. Fundamenty te miały też odzwierciedlenie w jego malarstwie.

Wracając do Prousta, od którego jeśli nie wszystko, to wiele się zaczęło, trzeba zaznaczyć, że był on wielką fascynacją malarza i jego niedoścignionym wzorem. W biografii autorstwa Karpelesa możemy wyczytać, że Czapski tak oddany w swym malarstwie życiu w prawdziwych jego przejawach pragnął być takim samym wirtuozem pędzla, jakim Proust był pióra. Uważał jednak, że nigdy nie będzie w stanie malować takich obrazów jak malował je słowami jego ulubiony autor.

Ulubionych pisarzy Czapski miał oczywiście wielu, wielu z nich wspomina i cytuje Karpeles, tym samym czyniąc z „Prawie nic” także inspirację czytelniczą. Pisarzy tych przez całe życie uważał ich Czapski za swoje niedoścignione wzory i autorytety. Zwykł przy tym mawiać, iż brak mu „dostatecznej kultury literackiej”. Prawdopodobnie to wrodzona skromność, umocniona wyniesionym z domu wychowaniem, sprawiały, że nigdy nie zmienił o sobie zdania. Ta skromność, która dotyczyła zarówno jego malarstwa, jak i pisarstwa, była, jak pisze autor biografii „bez cienia protekcjonalności”.

Fakt, że Czapski nie wywyższał się może brzmieć trochę dziwnie, kiedy weźmiemy pod uwagę jego wzrost – liczył prawie dwa metry. Sam zwykł o sobie mawiać „grand peintre”, co było stwierdzeniem przewrotnym, ponieważ określenie „wielki malarz”, zważywszy wspomnianą skromność malarza, mogło tak naprawdę odnosić tylko do jego wzrostu. Mimo tego wyjątkowego wzrostu, malarz posiadał „subtelną umiejętność poruszania się w przestrzeni świata” pisze EricKarpeles.

Autor biografii, początkowo niepogodzony z geniuszem Czapskiego, którego nie był w stanie zrozumieć, odkrywa go podczas przypadkowego spotkania u Wojciecha Karpińskiego. „Przed małym żółtym płótnem wątpliwości zniknęły” napisze wówczas, i od tego momentu będzie poszukiwał, jakby na potwierdzenie swojej nagłej fascynacji, kolejnych obrazów Czapskiego.

Wojna. I jeszcze raz wojna.

Nie sposób w biografii Czapskiego pominąć okresy wojenne. To czas dla niego – pacyfisty i człowieka niezwykle rodzinnego, któremu nagle przyszło porzucić bliskich i zabijać ludzi -podwójnie trudny. Griazowiec, Charków, Katyń czy Starobielsk to punkty na czarnej wojennej mapie Czapskiego. Punkty, które prześladowały go do śmierci, aż do ostatnich wpisów dzienniku. Przeżyciom wojennym poświęca Karpeles obszerny rozdział, opisując wręcz obsesyjnie najdrobniejsze szczegóły tamtego czasu, a dzieje się tak za sprawą poczucia szczególnej więzi łączącej go z bohaterem biografii, powodowanej pobytem jego własnego ojca w obozie jenieckim.

W kontekście wojny pisze też Karpeles o „utracie” jaką spowodowało u Czapskiego sześć lat walk – utracie dorobku artysty, bliskich, domu, do którego mógłby wrócić, ale przede wszystkim – utracie poczucia bezpieczeństwa. Na dowód tej niepewności opisuje zdjęcie, na którym Czapski z siostrą Marynią stoją w ogrodzie francuskiego Hotel Lambert, gdzie tuż po wojnie Czapski odnalazł swój dom: „Ich twarze zdradzają zarówno ulgę z powodu końca wojny, jak i powściągany lęk przed niepewną przyszłością.” Ten lęk i strach niósł Czapski przez całe swoje życie, nawet we wspomnianym pozornym spokoju.  Powie ktoś – jak każdy uczestnik wojny, ale u Czapskiego dochodziło do tego poczucie winy za wszystkie wyrządzone światu krzywdy, i tej najważniejszej winy – za nieudaną akcję odnalezienia wojennych kompanów. Wtedy nie mógł jeszcze wiedzieć, że nie ma w niezrealizowanym rozkazie generała Andersa ani krzty jego winy, nie mógł wiedzieć, że misja ta nie była możliwa do spełnienia. Nie mógł wiedzieć, że poszukiwani przez niego kompani leżą już w katyńskich grobach, a w ich głowach zieją dziury po sowieckich kulach.

Przez wojnę stracił Czapski coś jeszcze, może coś dla niego najcenniejszego – umiejętność malowania. Karpeles zauważa, że zarówno wojna, jak i przytłaczający ciężar niespełnienia były przyczyną blokady malarza. To właśnie w okresie wojennym (choć w Starobielsku maluje dziecinnymi farbkami malutkie obrazki, z których jednak nie zachował się żaden) w Czapskim odzywa się natura pisarza. Namiętność diarystyczna sprawia, że „Wspomnienia starobielskie” i „Na nieludzkiej ziemi” przybierają formę książek. Tę drugą, napisaną jak zaznacza Karpeles z obowiązku moralnego, odrzucano wielokrotnie. Zarzucano jej między innymi polską stronniczość, która Francji nie interesuje, a samemu Czapskiemu zbyt wyolbrzymione poglądy antystalinowskie. Książka w końcu ukaże się w Instytucie Literackim po polsku oraz po francusku, jako wydanie własne.

Duch Czapskiego wszędzie

W swoim poszukiwaniu spuścizny Czapskiego dociera Karpeles do Polski, jednak dopiero po kilku wizytach zdobywa zaufanie wśród jego dalszej rodziny i miłośników. Odwiedza domy, w których można jeszcze odnaleźć pieczołowicie strzeżone prace Józefa Czapskiego, ale i zagląda do piwnic Muzeum Narodowego, gdzie skrzętnie ukrywa się je przed oczami zwiedzających. Są to wzruszające wypraw, z których jedną autor kończy, jak pisze, w duchowym towarzystwie Czapskiego błąkającego się, niczym duch strzegący domowników po domu Woźniakowskich: „W pogodnej, ożywionej atmosferze tego domu, gdzie wszyscy godzą się z tym, co daje i odbiera los, Czapski błąka się troskliwie, a jego liczne obrazy i rysunki stanowią, mimo tego, co przeszedł, świadectwo wilczego apetytu na życie.”

Po opisaniu wojennego okresu życia Czapskiego autor biografii przemierza jego śladami ulice Paryża. Od rue de Guenegand „gdzie kilkadziesiąt lat wcześniej Czapski wystawiał swoje prace w Galerie Jean Briance i Galerie Jacques Desbrere” udaje się, przez most Pont Neuf do Ile de la Cite, gdzie przez krótką uliczkę Henri–Robert dociera do Place Dauphine. Tu zatapia się w lekturę esejów Czapskiego, w których odnajduje częściowy zapis przebytej przed chwilą drogi: „Szedłem przez Pont Neuf” napisał Czapski w eseju „Groby czy skarby”. Jednak to nie koniec tego przedziwnego zbiegu okoliczności, duch Czapskiego nadal prowadzi Karpelesa. Ławka, na której ten przysiada znajduje się pod oknami dawnego mieszkania Daniela Halevy’ego, przyjaciela Czapskiego. Dziś w tym, niegdyś odwiedzanym przez malarza miejscu, znajduje się galeria.

Karpeles odtwarza następnie realia i atmosferę Maisons – Laffitte, gdzie Czapski spędził prawie połowę swojego życia. Mieszkał tam w skromnym pokoiku, tuż pod jeszcze skromniejszym pokoikiem, w którym mieszkała jego siostra Maria. Poświęca wiele miejsca stosunkom Czapskiego z innymi twórcami – mieszkańcami Maisons – Laffitte lub współpracownikami Kultury. Przedstawia fragmenty ich korespondencji, analizuje je w obrazach Czapskiego i zapisanych rozmowach. Padają nazwiska Bonnarda, Giedroycia, Pankiewicza, Heringa, Jeleńskiego, Weil. Są w jego dziennikach i obrazach, bywa, że są już i wtedy tylko wspomnieniem z przeszłości.

Odkrywamy karty.

Tak wieleo cielesności w odczuciu Czapskiego przed EriciemKarpelesem nie pisał chyba jeszcze nikt. Biograficzne fakty poparte fragmentami wspomnień pozwalają ujrzeć w Czapskim nie tylko człowieka przed sztalugami, ale i kochającego (także cieleśnie) mężczyznę. Autor, odważnie odkrywa w większości nieznane dotąd karty dziennika, na których odnajdujemy tęsknotę za ukochanym i romans z mężatką Catherine Harrison.

Równie odważnie przyrównuje się Karpeles do Czapskiego jako artysta. Jak wtedy, gdy pisze o rysunkach przedstawiających dzieła Aleijadinho – brazylijskiego rzeźbiarza, które Karpeles, przebywając niegdyś w tym samym miejscu, podobnie jak Czapski, narysował. Także w tym przypadku Karpeles dostrzega nić powiązania: „Nagła świadomość, że on i ja staliśmy kiedyś, w odstępie pięćdziesięciu lat, patrząc uważnie, z ołówkiem w dłoni, w tym samym miejscu w odległym zakątku świata, była czymś niesamowitym”. Jeśli chcielibyśmy w jakiś sposób porównać to, co o obrazach Czapskiego pisze Eric Karpeles z tym, co napisał Wojciech Karpiński odnajdziemy dwa różne podejścia: literackie porównanie swoich prac (od którego po jakimś czasie na szczęście Karpeles odchodzi) i prawdziwy zachwyt, jaki wyrażają słowa Karpińskiego.

Można śmiało napisać, że Eric Karpeles zrobił skok na głęboką wodę, bo jak sam pisze: „jeszcze poprzedniego dnia nic o nim słyszałem”, a już następnego Czapski całkowicie nim zawładnął. Jest „Prawie nic” wyprawą, której trasę wyznaczają Józef Czapski i Marcel Proust. To oni obaj prowadzą Erica Karpelesa obrazami i słowem.  A on, który jest także autorem książki „Paintings in Proust”, zaplata te dwa życiorysy w jedną barwną biografię Czapskiego – wielkiego miłośnika Prousta. Losy tej trójki malarzy obrazem i słowem – Karpelesa, Prousta i Czapskiego – układają w gruby warkocz koleje życia tego ostatniego. I chronią przed zapomnieniem jego artystyczną spuściznę.

Tytuł recenzji „Spotkanie na końcu ołówka” to cytat z książki Karpelesa

 

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.