Czy „w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia”? Czy słusznie? Czy jest to może powód do oburzenia? W trakcie tegorocznych obchodów uroczystości Wniebowzięcia NMP na Jasnej Górze duchowni w swoich homiliach nie uciekali od oceny spraw państwowych i bieżących sporów w polskim społeczeństwie. W tym o Konstytucję.

Z niemałym zainteresowaniem wsłuchałem się w słowa abp. Wacława Depy, wyrażające oburzenie poglądami, w myśl których „w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia”. Apelowałbym do Jego Ekscelencji o chwilę refleksji, czy aby tak usilne negowanie rządów Konstytucji nie jest „strzałem do własnej bramki”. Nie śmiem kwestionować prawa każdego obywatela (niezależnie od zajmowanej funkcji) do wygłaszania własnych, choćby najbardziej absurdalnych przekonań. Wolność sumienia i wyznania oraz swoboda wypowiedzi (w granicach prawa) stanowią fundament demokratycznego państwa prawnego. Jakkolwiek gorzkie (i może dla niektórych świętokradcze) będą to słowa – Ewangelia nie jest w stanie zapewnić Księdzu Arcybiskupowi nieskrępowanego głoszenia swoich przekonań. Taką gwarancję daje każdemu wyłącznie konstytucja jako aksjologiczny fundament ustroju państwa.

Radziłbym zatem wszystkim osobom próbującym usilnie kreować sztuczny spór pomiędzy Ewangelią a prawem stanowionym, ażeby spojrzeli na Konstytucję raczej jak na swojego sojusznika, gwarantującego im prawo nawet do głoszenia prymatu Ewangelii, a nie jak na oprawcę chcącego podstępnie odwieść Lud Boży od świętej wiary katolickiej.

Dlaczego opisywany wyżej spór o prymat jest w mojej ocenie sztuczny? Dlatego, że pomiędzy systemem norm moralnych (wywodzonych przez wielu choćby z Ewangelii) a systemem norm prawnych zachodzi relacji krzyżowania się. Oznacza to tyle, że normy te częściowo pokrywają się, a częściowo pozostają dla siebie indyferentne. I tak, zabójstwo stanowi czyn naganny zarówno w świetle norm etycznych, jak i prawnych. Trudno jednak przypisać jakąkolwiek wartość moralną wymogom formalnym pozwu określonym w Kodeksie postępowania cywilnego, a z drugiej strony nie sposób prawnie usankcjonować obowiązku codziennej modlitwy.

Absurdalność jasnogórskiej „świętej wojny” ilustruje przykład sporu o wyższość V przykazania („Nie zabijaj”) nad przepisem art. 148 Kodeksu karnego, penalizującego zabójstwo. Jak porównać obie normy? Czy jest to w ogóle możliwe? Wreszcie pytanie – czy warto je sobie poniekąd przeciwstawiać? O ile chrześcijańska moralność powinna wywołać u chrześcijanina-zabójcy poczucie popełnienia ciężkiego grzechu przeciwko życiu bliźniego, o tyle dopiero przepisy prawa stanowionego mogą spowodować prawnokarną reakcję organów państwa w interesie społecznym. W rezultacie obracamy się w dwóch rzeczywistościach – sacrum i profanum. Już pół wieku temu potwierdził to Sobór Watykański II, wskazując, że „rzeczy stworzone i społeczności ludzkie cieszą się własnymi prawami i wartościami” (Gaudium et spes).

Chciałbym z prawdziwą życzliwością podejść do haseł prezentowanych przez duchownych wobec stutysięcznego tłumu wiernych w Częstochowie. Jednak otwarte kwestionowanie zasady nadrzędności konstytucji, wyrażającej „model wolności proponowanej przez ludzkie prawodawstwa” (za o. M. Lukoszkiem, paulinem) budzi mój stanowczy sprzeciw i niesmak.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.