Posted on: 18 maja 2015 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

W marcu, w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej, wraz z Dominiką Kozłowską, prof. Andrzejem Romanowskim i prof. Jerzym Zdradą oraz Adamem Szostkiewiczem, debatowaliśmy na temat: „Czy media powinny być czwartą władzą?”. Dziś, po pierwszej debacie kandydatów na prezydenta, rozumiem, że media czwartą władzą być muszą. Debata była bowiem spektaklem do bólu medialnym, tylko i jedynie spektaklem, w którym ścisłą reżyserią objęte były wszystkie jego elementy. Ani cienia perspektywy na swobodę myśli, choć pytania otwierały się tak szeroko, że półtorej minuty na odpowiedź nie dawało szansy jej wyczerpania (na przykład: jak uleczyć głęboki podział w społeczeństwie?…).

Nie towarzyszyłam już komentarzowym refleksjom, kiedy zastanawiano się nad ostatecznym wynikiem wyborów prezydenckich. Każdy widz mógł tu uwzględnić co innego: od bardzo ważkich słów, które na szczęście się pojawiły, po sympatyczność lub niesympatyczność zachowań uczestnika debaty. Jeśli jednak w wyniku takiego spektaklu-pojedynku ma w rezultacie rozpocząć się następny rozdział losu mojego kraju i państwa, od wczoraj czuję tylko sprzeciw i niepokój. Za duża przepaść między wagą jednego i drugiego.

comments

Leave a Comment