Posted on: 24 lutego 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 1

Zbliżenie kamery na tablicę informacyjną: Milagro. Town limit. Przez  pierwszy moment  przedzieram się przez obrazy filmu Roberta Redforda „Wojna fasolowa” („Milagro Beanfield War”) jak przez sen. I z wrażeniem nierealności pozostaję do końca. Co prawda, po nocy wieś się obudzi. I choć domy, siedliska mieszkańców ukażą się we właściwej skali, i choć nadpłyną troski, ból, cierpienie, opowiedzianą historię przepełnia mistycyzm.

Z Nowego Jorku przyjedzie tu na grant rozentuzjazmowany student socjologii, spragniony wiedzy o Milagro – wiosce położonej gdzieś w Nowym Meksyku,  na granicy snu i jawy, świata widzialnego i niewidzialnego. I gdy zobaczy zbyt wiele, że niewiele już będzie rozumiał, zda się na Amaranto – najstarszego z gromady – i dziwić się nie przestanie. Zapyta wówczas: „ – Co znaczy Milagro? – Cud. Bo cudem istnieje.”  Ale to nie baśń.

Redford film wyreżyserował, był też współproducentem obrazu. Oparł i tę  historię na książce. Tym razem sięgnął po część trylogii Johna Nicholsa poświęconą Nowemu Meksykowi. Po bliską sobie prozę zaangażowaną, probierz ekologów, budzącą sumienie (za idealistycznie?) największych korporacji, które w zamian za stworzenie kompleksu wypoczynkowego z siecią pól golfowych chcą zrównać z ziemią świat, po którym nie będzie śladu. Przeczuwa to student, który traktuje wspólnotę z Milagro jak folklorystyczne dziwo. Nagrywa na taśmie magnetofonowej (symbolu nowoczesności!) m. in. splot pogańsko – chrześcijańskich wierzeń, przejawiających się m. in. w składaniu w ofierze świętemu Judzie Tadeuszowi dania, którym święty nie wzgardzi (przepis w filmie pada) czy odpędzaniu czarnych wdów, skorupiaków, grzechotników  figurkami o ludowym rodowodzie. Redford nie bał się nuty publicystycznej  w prozie Nicholsa – więcej – powierzył autorowi pracę nad adaptacją scenariusza. Nichols broni w swych tekstach świata wydziedziczonych, odchodzenia wraz z nimi archetypów: honoru, siły charakteru, walki o ideę, dzisiejszych świętych. Nie odnajduję tu jednak nic z tendencyjnej historii – wszystko podszyte ciepłą ironią, dystansem i wyjściem poza schemat dobro – zło. Bohater ma chwile słabości,  opłacony stróż prawa odchodzi pokonany, ale stać go na gest. I to jaki.

Milagro jest naznaczone znakiem nieuchronności cywilizacyjnych przemian. Koniec tej wspólnoty nie nastąpi – w każdym razie jeszcze nie teraz – gdy na akt odwagi i gest heroizmu decyduje się farmer, który wbrew zdrowemu rozsądkowi nawodni ziemię i posadzi fasolę. Nic nadzwyczajnego? Milagro się budzi.

comments

1 people reacted on this

  1. Coś jest na rzeczy, bo coraz głośniej robi się o bractwach, społecznościach, stowarzyszeniach ekologicznych, chcących wrócić do życia w naturze, szacunku dla ziemi, zasiewów, hodowli o ludzkim obliczu. Historii , jej kierunku odwrócić się nie da, ale da się powtórzyć coś, co jest dobre, wrócić do tego na innym poziomie. Zapraszam na stronę Akademii Bosej Stopy. 🙂 http://rewizjaprawa.wordpress.com/2013/02/23/akademia-bosej-stopy/

Leave a Comment