stachowiakSzum wyfruwających z szafy generała Kiszczaka teczek pozbawił wiele osób snu, zagłuszył też niemal wszystkie inne problemy tak mocno angażujące nas jeszcze wczoraj. Dowiódł również, po raz kolejny, jak bardzo brakuje w polskiej debacie publicznej hierarchii ważności spraw, jak często rzeczy naprawdę ważne, mające realny a nie tylko wirtualny wpływ na nasze życie, ustępują miejsca temu co chwilowe, medialne. Dlatego chciałbym dziś wrócić do kwestii, która niektórych zaczęła już nużyć a przecież pozostaje i zapewne na długo pozostanie jednym z największych wyzwań, przed którymi stoimy: problemu uchodźców. Z nieukrywaną satysfakcją wiele ośrodków politycznych i medialnych przyjęło informacje o trudnościach kanclerz Angeli Merkel. Spadające poparcie w sondażach, kryzys we własnej partii, zdają się wieszczyć schyłek jej politycznej kariery. Wszystko to ma być efektem polityki otwartych drzwi wobec uchodźców, którą konsekwentnie prowadziła ona od początku kryzysu. Najbardziej zastanawia fakt, że ta swoista „Schadenfreude” (radość z cudzej szkody) pojawia się w wypowiedziach osób deklarujących chrześcijańskie źródła swoich przekonań, tych którzy jednocześnie piętnują świat współczesnej polityki za odejście od wartości i pogoń za chwilową popularnością.

Niemiecka kanclerz, która jednoznacznie podkreśliła, że jej działania wynikają z chrześcijańskiego charakteru partii, której przewodzi, jest często traktowana jako naiwna i krótkowzroczna a w jej decyzjach widzi się jedynie źródło niepożądanych problemów. A może powinniśmy oceniać ją z innej perspektywy? Dostrzec, jakże dziś rzadką, odwagę podążania za swymi przekonaniami, nawet wtedy jeśli nie są one zgodne z mniemaniem większości obywateli. „Kiedy się służy słusznej sprawie należy być przygotowanym nawet na niepopularność”, powiedział powszechnie dziś ceniony premier Włoch po 1945 r., kandydat na ołtarze, Alcide de Gasperi. Czyż nie tęsknimy dziś za mężami stanu o takiej osobowości i zasadach? Nie wiem jak historia oceni Angelę Merkel za lat 50 czy 100, sądzę jednak, że Schadenfreude nie powinna pojawiać się w ustach tych, którzy oczekują polityki opartej na wartościach. Nie musi ona, nawiasem mówiąc, prowadzić do politycznej donkiszoterii, okazuje się być całkiem skuteczna. Pani kanclerz na grudniowym zjeździe CDU w Karlsruhe wygłosiła świetnie przyjętą mowę, potwierdzając chrześcijańskie inspiracje swej polityki i otrzymała niemal jednogłośne poparcie. Nasze media, z niewielkimi wyjątkami, o tym nie poinformowały, polskiego tekstu mowy jak dotąd brak…!

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.