Posted on: 22 września 2014 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Małgorzata i Andrzej Koraszewscy  po powrocie z emigracji zamieszkali w Dobrzyniu nad Wisłą. Redagują „Listy z naszego sadu” (http://www.listyznaszegosadu.pl/). W miejscowym gimnazjum prowadzą warsztaty dziennikarskie.  Uczą, że myślenie to wyzwanie rzucone światu.

W paryskiej „Kulturze” w roku 1998 Andrzej Koraszewski pisał: „Kiedy zaczynałem szkołę średnią byłem całkowicie zdecydowany na studia, które pozwoliłyby mi później na zamknięcie się w odległej od miejskiego zgiełku leśniczówce. Moim ideałem był las, studia biologiczne, ucieczka od wszelkiej polityki i dobre książki. Do takich dziecięcych marzeń popychała zapewne atmosfera stalinizmu, syberyjska legenda dziadka, rozmowy z moim ojcem. Uczyłem się w Technikum Księgarskim. Ojciec posłał nas do technikum, w głębokim przekonaniu, że dzieci oficera Armii Krajowej nie będą miały żadnej szansy na studia i że w tej sytuacji trzeba zdobyć jakiś zawód na wczesnym etapie. W maju 1956 roku jako księgarski praktykant pomagałem przy konwojowaniu książek przeznaczonych na przemiał. Mimo surowego zakazu zabrałem kilka książek z ciężarówki – Meteor Karola Čapka, Bitwę pod Valley Forge Howarda Fasta i zbiór artykułów Wacława Nałkowskiego. Wszystkie te trzy książki w jakiś sposób okazały się dla mnie ważne – Čapek rozpoczął trwającą do dziś przygodę z literaturą czeską, Fast wciągnął w zainteresowanie historią Stanów Zjednoczonych, a Nałkowski popchnął mnie w kierunku socjologii.”

„Prasowanie starego papieru” i ratunek dla dzieł wolnej myśli – dwie strony rzeczywistości. Koraszewski w tym szczególe biograficznym zmierzył się z mitem swojego początku – z losem Haňtio. Od Hrabala musiał zaczerpnąć myśl, że wolność nie jest sprawą całego świata.

comments

Leave a Comment