Posted on: 14 grudnia 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

b_rajewskiIII Niedziela Adwentu (Gaudete)
(Mt 11,2-11)
Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

W zakładzie karnym, w którym w czasach kleryckich pomagałem kapelanowi więziennemu, spotkałem kiedyś chłopaka, który powiedział mi, że dwa razy przeczytał całą Biblię i jest rozczarowany, bo spodziewał się warunkowego zwolnienia, a niestety musi „odsiedzieć” wyrok do końca. Sam też, jako dziecko, byłem niejednokrotnie rozczarowany Bogiem. Na przykład wówczas, gdy przez całą noc odmawiałem rozmaite modlitwy, prosząc żeby nie było sprawdzianu z matematyki, a mimo to sprawdzian był. Każdy z nas mógłby przytoczyć swoje większe i mniejsze osobiste rozczarowania postępowaniem albo milczeniem Boga.
Te rozczarowania, o których wspomniałem są infantylne i być może nawet śmieszne.

Wiemy jednak, że w życiu nie brakuje także takich rozczarowań, które w pył mielą fundamenty naszej wiary. Być może pośród nas są osoby, które są rozczarowane Bogiem, ponieważ nie doświadczają Jego pomocy, a z postanowień adwentowych, które zostały powzięte, już dawno nic nie zostało.

Być może są też tacy, którzy prosili Boga o święta spędzone po raz pierwszy od lat w gronie rodzinnym, z najbliższymi, a po raz kolejny okazało się, że jest to niemożliwe. Być może są rozczarowani Bogiem ci, którzy prosili Go o zdrowie dla ukochanego dziecka, a nic się nie zmienia. Samotne święta, utrata pracy pod koniec roku, złe wyniki badań matki, trudności rodzinne i małżeńskie – to sprawy, z którymi nierzadko przychodzimy do Boga i… odchodzimy rozczarowani.
Rozczarowany zachowaniem Jezusa był także Jan Chrzciciel, który w więzieniu przeżywa niemałe rozterki spowodowane postępowaniem Mesjasza. Aby rozwiać wątpliwości swoje i tych, którzy mu towarzyszyli, wysyła uczniów do Jezusa, aby dowiedzieli się czegoś, co rozwieje rodzącą się niepewność (por. Mt 11, 2-11).
Właśnie do nas – ludzi rozczarowanych – bardzo konkretnie przemawia Bóg w dzisiejszej liturgii Słowa i zapewnia nas, że pomimo słabości, trudności i problemów, których doświadczamy, On pragnie być i jest z nami. Bóg zachęca nas dzisiaj do wytrwałości, pragnie dodać nam otuchy
i odwagi. „Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35, 3-4) – czytamy w pierwszym czytaniu. Zapewnia nas, że w końcu „ustąpi smutek i wzdychanie” (Iz 35, 10). W całym zaś psalmie responsoryjnym objawia się nam jako ten, który jest Bogiem wiernym i nie opuszcza swoich dzieci (por. Ps 146,7-10). W drugim czytaniu, ustami
św. Jakuba stawia nam za wzór proroków, o których wiemy, że nie mieli łatwego życia, a mimo to pozostawali wierni Bogu: „Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków (…)”
(Jk 5, 10). Czy to wszystko nie jest powodem do radości? Czego więcej nam potrzeba, niż ukojenia naszych serc i nadziei płynącej z Bożego słowa?

Czyż nie po to gromadzimy się raz w tygodniu na wspólnotowej modlitwie, aby otworzyć serca na pokrzepiające Boże słowo i doświadczyć Bożego działania? Czyż nie po to celebrujemy Eucharystię, aby odnowić naszą świadomość, że On realnie jest pośród nas?; aby zaczerpnąć mocy i siły do przezwyciężenia wszelkich trudności i rozczarowań, które spotykają nas każdego dnia? Wszak „błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi” – mówi Jezus (Mt 11,6).

A może przychodzimy tutaj nie tyle z miłości, co z lęku? Może przychodzimy do Boga, jak do Aladyna, który ma spełnić nasze pobożne życzenia i załatwić mniej pobożne sprawy? Bóg nie jest Aladynem, ani Złotą Rybką! Jeśli przychodzimy do Boga tylko po to, aby spełnił nasze prośby, zawsze odejdziemy rozczarowani! Bóg sam nie zmieni naszego życia. Może dać nam jednak siłę, abyśmy
z życiowych opresji wyszli zwycięsko.

Jan Chrzciciel też był głęboko zaniepokojony i rozczarowany zachowaniem Jezusa. Sposób,
w jaki Jezus wypełniał misję Mesjasza, daleki był od tego, czego Jan nauczał, gdy chrzcił u wód Jordanu. W więzieniu przeżywa swoistą próbę wiary, która całkowicie go oczyszcza i jeszcze bardziej przybliża do serca Boga.

Kto poszukuje Boga w swoim życiu, zawsze doświadczy czegoś niespodziewanego, czymś pozytywnie się rozczaruje: Bóg nigdy nie będzie taki, jak my, albo jak nasze oczekiwania. Z tego właśnie powodu, Boga możemy spotkać tylko dzięki pokornej wierze, która pozwala, aby to On nas prowadził po drogach, których nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić.

Adwent wciąż trwa. Oczekujmy więc Boga ufnym sercem, a z pewnością doświadczymy pozytywnego rozczarowania może nawet wcześniej, niż w wigilijną noc.

comments

Leave a Comment