Posted on: 20 sierpnia 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Na pewno nie ja jedna dzielę gości w studiach radiowych i telewizyjnych na tych, których warto słuchać, bo mają własne poglądy, i na tych, przy których używa się pilota, bo z góry wiadomo, co i jak powiedzą. Dlatego polubiłam niektórych gości z poranków w radiu TOK FM, zwłaszcza gdy dobiera ich pewien dyrektor szkoły. Wczoraj jednak wprawili mnie w zdumienie. I dużo bym dała, żeby wiedzieć, czy wielu tak myśli, jak oni. Dyskusja toczyła się wokół pytania: dlaczego Polki mają mało dzieci? Wszystko było zgodne z tym, co się już wiele razy słyszało: że praca zawodowa, że kryzys, że brak państwa opiekuńczego. Równocześnie dyskutanci mówili o rodzicielstwie ciepło i serdecznie, ale w taki sposób, jakby było ono jednorazowym darem dla matki. Nikt ani słowem nie odniósł się do tego, co w kulturze ludzkiej wydaje się nieodmiennie fundamentem, to znaczy do rodziny: że dziecko to ciąg dalszy wspólnoty, że gdy się zostaje samotnym, nie ma komu przekazać swojego życia do kontynuowania, swojego poczucia więzi z innymi i swojej pamięci, którą nieodmiennie uważam za skarb największy. Że przecież oczywistość pragnienia, by kończąc życie widzieć koło siebie tych, którzy będą je prowadzić i tych którzy dopiero je rozpoczynają, to jest coś, czego pragnie się w sposób najbardziej oczywisty i niezmiennie od pokoleń taki sam. Że zawsze człowiek mający rodzinę uważał się za obdarowanego i współczuł samotnikom, a wybrana samotność była ofiarą, a nie szczęśliwym losem.

Jeżeli, tak jak wczorajsi rozmówcy, mądrzy i sympatyczni, uważa wielu z młodych, to jest się czym martwić i niepokoić. Ale tego już nie sprawdzę.

comments

Leave a Comment