Posted on: 16 listopada 2018 Posted by: Konrad Stanglewicz Comments: 0

„Słowiańska wyspa na niemieckim morzu. Historia i współczesność Serbołużyczan” – tak brzmiał temat niedawnego spotkania w zielonogórski Klubie „Tygodnika Powszechnego”. Przyjechali nasi przyjaciele: Fritz Kschammer i Klaus Semisch z Drehnow. A w historię i współczesność Serbołużyczan wprowadzali nas znawcy tematu, goście specjalni: prof. Tomasz Jaworski z Uniwersytetu Zielonogórskiego i dr Peter Schurmann z Instytutu Serbskiego w Cottbus / Chóśebuz.

 

Od tysiąca lat jesteśmy sąsiadami, i to o rzut beretem. Serbołużyczanie mieszkają tuż za naszą zachodnią granicą, na terenie Niemiec, w Saksonii i Brandenburgii. Pokój budziszyński 30 stycznia 1018 roku na krótko połączył traktatowo Łużyce i Polskę w jednym państwie. Mimo starań, własnego państwa nigdy nie mieli. A jednak, społeczność ta, choć otoczona od zawsze żywiołem niemieckim, nie uległa germanizacji. Serbołużyczanie zachowali swoją narodową tożsamość i kulturową odrębność: oryginalne drewniane budownictwo, tradycyjne stroje i obyczaje (śpiewy wielkanocne). I, co najważniejsze, język w dwóch odmianach: górno i dolnołużyckiej.

Chociaż mieszkamy tak blisko siebie, to jednak – wstyd powiedzieć – zwykli Polacy niewiele wiedzą o swoich słowiańskich krewniakach. Słabo się znamy. Przykładem niech będzie język. Niby podobny, a jednak łatwo się pomylić i łatwo o nieporozumienia. „Rozmówki łużyckie dla Polaków”, właśnie wydane przez Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego w Żarach, dobrze to pokazują. Górnołużyckie słowa miewają zgoła inne znaczenie niż w języku polskim: dupa – znaczy chrzcielnica, domek dla ptaszków – wydrążenie; hujny – znaczy pochopny, pobieżny; jebać – oszukiwać, kantować; kał – to kapusta; kupa – to wyspa; pupkaty kał – to brukselka, a zjebać – znaczy oszukać, okantować, oszwabić.

Przetrwali najgorsze czasy nazizmu (kiedy to zabronione było używanie serbołużyckiego języka nawet na wsi, a w latach 1933 – 1945 około 20 tys. Łużyczan zostało zamordowanych), przetrwali czasy NRD. W okresie powojennym liczba osób mówiących językami łużyckimi znacznie zmalała. Obecnie, wobec nasilającej się emigracji do zachodnich krajów związkowych, Łużyce stoją w obliczu całkowitej germanizacji. Serbołużyczanom grozi całkowita asymilacja z ludnością niemieckojęzyczną.
Byłby to gorzki paradoks. Bo przecież to dziś właśnie mają najlepsze możliwości kultywowania swojej odrębności. Polityka Unii Europejskiej jest przecież nastawiona na wspieranie kulturowych mniejszości i regionalnych tożsamości. W ogóle regionalizm w Europie się odradza. Dziś Serbołużyczanie mają swoje instytucje, organizacje kulturalne i sportowe, drużyny piłkarskie, szkołę nauczającą języka. Do niedawna premierem Saksonii (od 2008 r.) był Serbołużyczanin Stanisław Tillich.

Czy więc teraz, w czasie globalizacji, kilkudziesięciotysięczna społeczność Serbołużyczan rozpłynie się w niemieckim żywiole i zniknie, czy przetrwa? Wszystko jest w ich rękach – mówi prof. Tomasz Jaworski.

comments

Leave a Comment