Relacja ze spotkania z Dieterem Bingenem w Zielonej Górze

Ponieważ sąsiedztwo zobowiązuje, do zielonogórskiego Klubu „Tygodnika Powszechnego” często zapraszamy Niemców. Tym razem odwiedził nas prof. Dieter Bingen, który przez ostatnich dwadzieścia lat kierował Niemieckim Instytutem Spraw Polskich (Deutsches Polen Institut) w Darmstadt, kontynuując i rozwijając dzieło twórcy Instytutu – Karla Dedeciusa.

Dieter Bingen (ur. 1952 w Kolonii) Polską zainteresował się w młodości. To nie było częste. W latach 60. oczy i emocje większości młodych Niemców zwrócone były na Zachód: kontrkultura, hippisi, protesty przeciwko wojnie USA w Wietnamie, studencka rewolta 68. w Paryżu… Tam się działo! Komunistyczne kraje Europy Wschodniej były nudne, zdawały się szarym, nieciekawym blokiem. Sygnał, że tak nie jest dała piętnastoletniemu Dieterowi „Praska Wiosna”, brutalnie stłumiona w sierpniu 1968. Od połowy lat 70. Dieter Bingen zaczął przyjeżdżać do Polski. Młodego człowieka – jak dziś wspomina – zafascynowały trzy rzeczy. Po pierwsze – wiejski pejzaż z furmankami, studniami i kaczkami szwendającymi się po obejściu. Symbol zacofania, ale i też romantyczny znak zapomnianej na Zachodzie przeszłości. Po drugie – spotkania z Polakami. Zwłaszcza ze starszymi, którzy przeżyli wojenną traumę; ich otwartość wobec młodych Niemców. No i długie „zakrapiane” gadanie do samego rana. Po trzecie – dla młodego katolika – imponująca była polska religijność oraz rola Kościoła jako autentycznej siły „quasi politycznej” w komunistycznej rzeczywistości. Z czasem, w miarę kolejnych przyjazdów do Polski ten obraz się niuansował, ale sympatia i ciekawość pozostała.

Dziś prof. Dieter Bingen jest jednym z inicjatorów budowy w Berlinie pomnika polskich ofiar II wojny, którego idea krąży od 5-6 lat. Przygotowano odpowiednią petycję do Bundestagu. Na razie pod apelem podpisało się 260 posłów na 700. Sprawa powoli dojrzewa, ale do realizacji pomysłu daleko. Lokalizacja miejsca upamiętnienia jest znana. Plac Askański – przy ruinach byłego dworca Anhalckiego, zachowanych do dziś w takim stanie, w jakim pozostawiła je wojna – znajduje się niedaleko centrum Berlina. Pomnik w Berlinie byłby symbolem przełomu w świadomości niemieckiej i pojmowania Polski jako ofiary II wojny światowej, bez dzielenia polskich ofiar wojny według kategorii etnicznych i religijnych – mówi prof. Bingen – zbudowany nie tyle dla Polaków, co dla Niemców.

Na takich spotkaniach nieuchronnie pojawia się obok symbolicznego wątek finansowy, czyli temat reparacji, podgrzewany przez PiS. Mówimy o kwocie 850 mld dolarów – tak ocenia wysokość reparacji wojennych od Niemiec dla Polski poseł PiS Arkadiusz Mularczyk (Rzeczpospolita 02.03.2018) szef zespołu parlamentarnego ds. reprywatyzacji. Niewyobrażalne sumy rozbudzają w umysłach niektórych nadzieję, podobną do tej jaką mają gracze w totolotka. Pojawił się na spotkaniu z Dieterem Bingenem pewien pan i zapytał o odszkodowanie za dziadka, który zginał w Auschwitz. Trzeba odróżnić odszkodowania od reparacji wojennych. Reparacji nie będzie, bo w Niemczech panuje powszechne przekonanie, że Polska w 1953 roku zrezygnowała z nich i nie jest ważne z jakiego powodu to się stało – odparł Bingen. Co innego z odszkodowaniami za cierpienia ludzi, o tym można rozmawiać. Trzeba jednak pamiętać, że w przeszłości rekompensaty wypłacane przez Republikę Federalną, PRL-owski rząd nie przekazał indywidualnym ofiarom, a przeznaczył na inne cele.

Dzisiejsi Niemcy nie są winni dawnych zbrodni, ale są oczywiście odpowiedzialni za nazistowską politykę Niemiec, za próbę unicestwienia polskiego narodu, jego kultury, cywilizacji. Za tragiczne skutki napuszczania jednych na drugich, jednych Polaków przeciwko drugim Polakom-Żydom. Większość Niemców nie rozumie, że dzisiejsze reakcje i niezbyt sympatyczne zachowania niektórych Polaków są pokłosiem polityki okupacyjnych władz nazistowskich Niemiec wobec Polaków. Nie do pojęcia jest, że w Polsce, tak mocno dotkniętej niemieckim nazizmem pojawiają się jego symbole: swastyki malowane na murach. To się Bingenowi w głowie nie mieści.

Po wojnie Niemcy zrozumieli, że z sąsiadami trzeba się pojednać. Z Francuzami rozpoczął się ten proces 70 lat temu. Wiele lat później z Polakami. A mimo to, osobiście, obcując twarzą w twarz, łatwiej i serdeczniej nam się dogadać z Polakami, niż z Francuzami – powiada Bingen. Dlaczego? Bo więcej niż sądzimy łączy nas, niż dzieli: postrzeganie świata, reguły myślenia, działania, kulinarne gusta — schabowy z kapustą. Spośród wszystkich sąsiadów Niemiec stosunki z Polakami są najbardziej intensywne, także w dialogu o kwestiach spornych – twierdzi Bingen. I choć komuś z zewnątrz może to pachnieć kurtuazją wobec gospodarzy, to w jego ustach słowa brzmią szczerze.

Dieter Bingen to fajny facet. Nawiasem mówiąc, słowo ‘fajny’ pochodzi z niemieckiego ‘fejn’. Zna świetnie polską historię. Splot naszych narodowych zalet oraz kompleksów, wywołanych utratą dawnej imperialnej potęgi i zaborami, rozumie lepiej niż niejeden Polak. Niemiec-Polak dwa bratanki? Czemu nie.

Prof. Dieter Bingen spędził w Zielonej Górze dwa intensywne dni. Wyjechał od nas obdarowany książkami i zielonogórskim winem. Pogoda sprzyjała zwiedzaniu miasta oświetlonego jesiennym słońcem. Niezwykłą gościnę okazali Leszek Kania (dyrektor Muzeum Ziemi Lubuskiej), Krzysztof Fedorowicz (właściciel Winnicy Miłosz) oraz Tadeusz Dzwonkowski (dyrektor Archiwum Państwowego). Serdecznie im za to dziękuję. Andrzejowi Ostrowskiemu, naszemu klubowiczowi, dziękuję specjalnie.

foto; Andrzej Ostrowski

Dodaj komentarz