Posted on: 8 stycznia 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiKiedy wczoraj siedziałem na St. Pancras w Londynie i czekając na pociąg do Paryża piłem kawę, nawet nie przypuszczałem, że znajdę się w mieście, które tak boleśnie doświadczy brutalności ze strony ekstremistów, ludzi stawiających własną ideologię ponad ludzkie życie. Paryż jest dzisiaj inny niż wczoraj. Ludzie jakby zwolnili, wydaje się ciszej, spokojniej. Żałobnie. Turyści spacerują w strugach deszczu. Czyżby sam Bóg Ojciec zapłakał nad swoim stworzeniem? Na mszy św. południowej w parafii Saint Dominique było więcej ludzi, niż zwykle. Modliliśmy się za tragicznie zmarłych i zamachowców, pamiętając, że zarówno ofiary, jak i oprawcy to nasi bracia.

W takim kontekście, przebywając w miejscu, na które zwrócone są oczy świata, czytam gorące komentarze rozmaitej maści dziennikarzy – tych z lewa i prawa, tych mainstreamowych i tych z pejoratywnie rozumianej prowincji. Czytam też posty wielu duchownych katolickich, moich kolegów księży i wewnętrznie czuję, jak kolejny raz nie potrafimy odrobić tej lekcji, którą daje nam życie. Wydaje się, że znamy odpowiedź, którą przecież wprost podaje nam Ewangelia. Jednak tylko nam się wydaje… Dostrzegam, jak z jednej strony okazywane jest współczucie wobec ofiar zamachów w redakcji magazynu „Charlie Hebdo” i potępienie terrorystów, z drugiej jednak strony wyczuwalne jest ciche przyzwolenie, a nawet satysfakcja, bo przecież „należało się im” i „sami się o to prosili”…

Pisałem już kiedyś w jednym z postów, że z niepokojem i trwogą obserwuję, jak radykalizują się postawy wielu chrześcijan – katolików, ale niestety nie te dotyczące życia Ewangelią i związane z naśladowaniem Chrystusa. Czytając komentarze i posty ludzi uważających się za najbardziej wierzących i najsprawiedliwszych, mam wrażenie że coraz bliżej jesteśmy takiego ekstremizmu, jaki wczoraj zaprezentowali zamachowcy. Zamachowcy, nie muzułmanie. Stajemy się bardziej zamachowcami, kierującymi się nienawiścią i chęcią odwetu, niż chrześcijanami. Zapominamy, że nasz Bóg jest Miłością. Zapominamy, że nasz Bóg jest Wszechmocny, a więc silniejszy od wszechobecnego zła. To zastanawiające, że katolicy, którzy przyjmują taką ekstremistyczną postawę, bardzo często podkreślają hegemonię zła obecnego w świecie i jego dominację nad dobrem. Bardzo często ich guru stają się wątpliwej proweniencji egzorcyści, którzy potęgują strach i poczucie zagrożenia. To smutne, że jako księża coraz częściej sprzedajemy ludziom obraz Boga utkanego z naszych własnych lęków. Tam gdzie jest lęk, tam łatwiej panować nad drugim człowiekiem. Zagrożeniem staje się wszystko, począwszy od nietypowego symbolu na koszulce, w którym widzimy szatana, przez pełne grozy zakupy w Empiku i niosące negatywne duchowe skutki popieranie WOŚP, aż po konserwę rybną, na opakowaniu której widnieje kod kreskowy z trzema szóstkami. Wszystko nam zagraża, a zło staje się wszechpotężne. Stajemy się stróżami, zapominając, że będziemy sądzeni z miłości i rozliczenia z bycia uczniami i apostołami.

I zastanawiam się, patrząc na paryskie ulice i ludzi obok mnie przechodzących, dlaczego tak łatwo zapominamy o tym, co nas łączy, a przywołujemy to, co nas dzieli. Zastanawiam się, skąd tyle nienawiści w ludziach, którzy dopuszczają się takich zbrodni. Zastanawiam się, czym się różnią zamachowcy z wczoraj, od super wierzących katolików, którzy potrafią powiedzieć: „zniszczę cię gówniarzu, jako księdza i jako człowieka”, albo wysłać mi e-mail z życzliwym i pełnym troski ostrzeżeniem, że „poderżną mi gardło”? Czym się różni dziennikarz z redakcji satyrycznego magazynu „Charlie Hebdo”, publikujący karykatury Mahometa i Jezusa, od wpływowego dziennikarza polskiej, promującej wartości katolickie gazety, który potrafi powiedzieć „napiszcie mi coś o tym księdzu, a obsmarujemy go tak, że nigdy się z tego nie oczyści”?

Powtórzę: stajemy się bardziej zamachowcami, kierującymi się nienawiścią i chęcią odwetu, niż chrześcijanami. Jezus patrzy na nas z litością, jak na tłum z dzisiejszej Ewangelii (por. Mk 6,34-44). I podobnie, jak wtedy, także i dzisiaj kolejny raz, ustami św. Jana, przekazuje nam swoją naukę: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością” (por. 1 J 4,7-10)

Najwyższy czas, aby wydarzenia w Paryżu otworzyły nam oczy. „Moim zdaniem Paryż już nigdy nie będzie taki, jak wczoraj” – powiedział Francuz, który obok mnie pił w kawiarni poranną kawę i czytał „Le Figaro”.

comments

Leave a Comment