Mało kto wie, ale duża część czytających „Tygodnik Powszechny” nie zaczynała lektury nowego numeru od felietonów Stefana Kisielewskiego, ale raczyła się wyborem wiadomości ze świata przygotowanych przez Krzysztofa Kozłowskiego (niestety często przy narzuconej współpracy z cenzorem). W Obrazie Tygodnia wielokrotnie znajdowały się informacje wskazujące na wyrafinowane poczucie humoru późniejszego ministra.


Obraz Tygodnia, numer „TP” z 4 lipca 1982 r.

By nie być gołosłownym podaję przykłady, których starsi czytelnicy znają zapewne nieskończoną ilość: Numer 50 z 1961 roku: Według instrukcji armii kanadyjskiej żołnierz, który dostrzeże spadającą bombę atomową winien wypełnić specjalny formularz i przesłać go do głównej kwatery armii. Ale jeśli bomba spadanie na główną kwaterę?, albo ten z numeru 5 z 1965 roku: Połykacz ognia demonstrujący swoją sztukę na paryskim dworcu Montparnasse, pokłóciwszy się ze sprzedawczynią gazet, podpalił jej kiosk wydobywającym mu się z ust płomieniem. Bywały także informacje, których nieprzeceniona cenzura nie dostrzegała, nieświadoma groteskowości dopuszczanych do druku wiadomości: Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz bawili na Białorusi, gdzie interesowali się zagadnieniami melioracyjnymi. Cotygodniowa porcja wydarzeń z Polski i ze świata była zupełnie inna od tej, którą można było spotkać w całej reżimowej prasie. Obecna tam ironia i odpowiednio ułożona hierarchia zdarzeń wprowadzały niepokój i zamęt wśród czytelników niewprawionych w lekturę wyważonych informacji. Po grudniu 1981 rubryka ta mozolnie odliczała kolejne tygodnie stanu wojennego, stając się w ten sposób jedynym możliwym symbolem niezgody na działania władz.

Obraz Tygodnia był jednak tylko małym wycinkiem pracy redakcyjnej, której poświęcał się Krzysztof Kozłowski. Będąc od 1965 roku zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” decydował o powodzeniu politycznej drogi jaką objęło pismo po 1945 roku. Jak mówił na 30-lecie krakowskiego pisma: Jeżeli oczekuje się czegoś od nas, to chyba tego, czego zawsze oczekiwano od chrześcijaństwa: niekoniunkturalnych ocen i ukazywania sensu losu człowieka. (…) Do zadań pisma (…) należy, by reprezentowany przez nas katolicyzm polski stał się ostoją polskiego intelektualizmu, tak jak był zawsze i jest ostoją bytu narodowego. Tym wskazaniom Krzysztof Kozłowski po dziś został wierny, mimo że przez lata jako minister i senator zmuszony był funkcjonować na innych zasadach niż jako redaktor katolickiego pisma. Przed laty Stefan Kisielewski zaliczył go wraz z ks. Bardeckim do grupy redakcyjnych aniołów „pragnących wszystkich pogodzić”. Potrzeba zgody, której poszukiwaczem był i jest dzisiejszy Jubilat objawiła się szczególnie podczas pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W czasach wielkich zmian, niesprzyjających spokojowi, Krzysztof Kozłowski potrafił stosując się do demokratycznych reguł pokierować działaniami resortu, który dla wszystkich był symbolem zła upadającego systemu. Za swoje zasługi dla pokojowej transformacji ustrojowej Polski, za kształtowanie demokratycznych zasad państwa prawa oraz za osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej został odznaczony w tym roku przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Pierwsza strona „TP” z 20 lutego 1977 r. z Obrazem Tygodnia – obok wersja z adnotacjami cenzury

Zobacz także:

Do posłuchania

Życie nienudne

Witaj smutku – o Kisielu z Anną Mateją rozmawia Krzysztof Kozłowski


English (auto-detected) » English

English (auto-detected) » English

English (auto-detected) » English
comments

One thought on “Redakcyjny anioł”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.