Posted on: 20 listopada 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Seniorzy (co za miłosierne słowo!) już tak mają: ważne jest dla nich – i to długo, a czasem nawet bardzo długo – to, co dla mediów przestaje być tematem tygodnia, dnia albo i chwili. Myślą o takiej sprawie czasami nawet w noc bezsenną, a na szpaltach lub ekranie szukają dalszego ciągu tego, co wydało im się najważniejsze, dobre lub złe. Dlatego dla mnie w poprzednim numerze „Tygodnika Powszechnego” (nr 46, 17 listopada 2013) sprawą domagającą się dalszego ciągu było przede wszystkim krótkie zakomunikowanie o spotkaniu Klubów „Tygodnika Powszechnego” z różnych miast (odbyło się w Krakowie w sobotę, 9 listopada). Z kilkunastu linijek sprawozdania wynika, że ks. Adam Boniecki w homilii wygłoszonej podczas mszy poprzedzającej spotkanie oczekiwał, że przedstawiciele Klubów będą mówili o swoim programie i zamiarach. I że to ważne, jeśli ma po nich pozostać nowe dobro. No więc właśnie: co mówili? co zrobią? co sobie nawzajem przekażą? w czym wpłyną na opinię publiczną, która w Polsce wydaje się naprawdę chora? Szukałam bodaj wzmianki na ten temat w następnym numerze „Tygodnika Powszechnego” (nr 47, 24 listopada 2013), ale nic nie znalazłam. Tak jak nie znalazłam dotąd wiadomości o mszy św. za dusze zmarłych koleżanek i kolegów, co zawsze było regułą zaduszkowych tygodni. Wszystko jeszcze jest możliwe, więc będę czekać dalej. Przynajmniej do Nowego Roku, kiedy nastąpi nowy rozdział dziejów mojego kiedyś pisma, symbolicznie manifestowany przez zmianę formatu. Niespodzianek będzie pewnie mnóstwo, ale na to poczekam.

A na razie subiektywna recenzja z tegoż przedostatniego numeru „Tygodnika Powszechnego”, z 17 listopada 2013 roku, w którym na moją osobistą wdzięczność zasługuje artykuł „Przed nami mały Sobór”, a na gwałtowny protest wyjątkowo niesprawiedliwy w zagęszczonym bukiecie złośliwości artykuł na półtora stronicy (???) o książce napisanej przez żonę premiera (Małgorzata Tusk, „Między nami”, Znak, Kraków 2013). Pozwalam sobie wyznać, że odbieram go wyłącznie w wymiarze politycznym, bo książka nie wydaje się (piszę na podstawie recenzji) ani tak zła, by ją wyśmiewać, ani tak niebezpieczna, by trzeba było się od niej odciąć. Czy było warto w ogóle dawać taki materiał w „Tygodniku”?

comments

Leave a Comment